UDRĘKA PODEJMOWANIA DECYZJI ZWIĄZANYCH Z TRANSFUZJĄ KRWI
D.
John Doyle MD PhD
The Toronto Hospital
grudzień 1997
Jeśli
przez ostanie kilka lat nie przebywałeś na odległej, bezludnej wyspie możesz
wiedzieć, że Kanadyjski Czerwony Krzyż znajduje się "pod ostrzałem"
zarówno ze strony mediów jak i adwokatów, ponieważ w latach osiemdziesiątych
do zapasów krwi w Kanadzie dostała się krew zakażona wirusem HIV.
Wśród
ogólnej krytyki pominięci zostali jednak lekarze, którzy podejmują większość
decyzji odnośnie krwi podczas operacji chirurgicznych. Chodzi tu o anestezjologów.
Anestezjolodzy to ludzie zajmujący się "dobrem" pacjenta, podczas gdy chirurdzy koncentrują się na swojej pracy. Jesteśmy odpowiedzialni za to, by pacjent nie odczuwał bólu i kontrolujemy parametry życiowe takie jak: ciśnienie krwi, czy też ciśnienie parcjalne tlenu w płucach. Jeśli wykorzystujemy znieczulenie ogólne upewniamy się, czy pacjent jest nieprzytomny. Gdy podczas zabiegu wystąpi krwotok, my wyrównujemy utratę krwi, początkowo płynami takimi jak: roztwór soli fizjologicznej a jeśli to potrzebne stosujemy produkty krwiopochodne. Jak to jeden z moich kolegów zwykł mawiać do swoich pacjentów: "Anestezjolodzy to twoi jedyni przyjaciele na sali operacyjnej, wszyscy inni tylko cię kroją i upuszczają z ciebie krew."
Anestezjolodzy
mają, moim zdaniem, najlepszą pracę pośród wszystkich lekarzy. Ich kontakt
z pacjentem jest przyjemny, wynagrodzenie dobre a skuteczność pracy jest
wysoka. Są oni niezastąpieni dla współczesnej chirurgii. Ale jest i wada tego
zajęcia. Anestezjolodzy są odpowiedzialni za podawanie dużych ilości krwi
(zazwyczaj w formie "koncentratów
krwinek" - rodzaj koncentratu krwi) szczególnie w trakcie zabiegów
chirurgicznych, podczas których występują duże jej ubytki. W
rzeczywistości anestezjolodzy zużywają więcej niż 50% narodowych
zapasów krwi w celu uzupełnienia jej utraty u pacjentów w trakcie i po
zabiegu chirurgicznym. Z każdą jednostką (ok. 250ml) podanej krwi, wiąże się
ryzyko przeniesienia infekcji lub jakieś inne komplikacje.
Każda
jednostka krwi jest badana pod kątem obecności patogenów wirusowego zapalenia
wątroby typu B i C, HIV, syfilis i innych. Błędne rezultaty takich
testów mogą zdarzać się sporadycznie. Jest to możliwe szczególnie wówczas,
gdy test jest oparty na wyszukiwaniu przeciwciał dla danej choroby, a nie
konkretny antygen (wirus, który wywołuje produkcję tychże przeciwciał). W
przypadku świeżej infekcji organizm mógł nie zdążyć zareagować i
wytworzyć przeciwciał. Wtedy możliwość otrzymania błędnego wyniku
istnieje.
W
mojej anestezjologicznej praktyce klinicznej troszczę się o każdą jednostkę
krwi, którą podaję i w każdym przypadku rozważam, czy ewentualne korzyści
dla pacjenta przewyższają małe, aczkolwiek istniejące ryzyko zakażenia.
Istotnie
taka zwiększona troska wobec możliwości zakażenia zmieniła się jeszcze w
związku z tym, czego uczymy młodych stażystów
odnośnie tego, kiedy przetaczać krew. Podczas moich studiów teoria mówiła,
że kiedykolwiek hematokryt spadnie do poziomu poniżej 0,3 (norma ok. 0,45)
należy dokonać transfuzji, w szczególności u pacjentów z chorobami serca i
u tych po zawale. W chwili obecnej anestezjolodzy i inni lekarze są
o wiele bardziej niechętni przetaczaniu składników krwi i czekają aż
będą pewni, że przetrzymywanie pacjenta w danym stanie zagrozi jego życiu.
W
przypadku pacjentów będącymi ortodoksyjnymi Świadkami Jehowy, sytuacja
anestezjologa ,paradoksalnie, komplikuje się bardziej. Dla mnie osobiście, nie
ma powodu by zadręczać się tym problemem - w pełni respektuję ich religijne
życzenie by nie podawać żadnych środków krwiopochodnych, nawet wówczas,
gdy przez nieprzyjęcie potrzebnej krwi
niektórzy pacjenci umierają po zabiegu z powodu niedotlenienia tkanek.
(Zamiar
sądów, by ograniczyć czyjąś
autonomię dotyczącą jego życia ma znaczący związek z moim stanowiskiem w
tej sprawie. A z kolei sytuacja jest inna wobec reformatorów wśród Świadków,
którzy akceptują transfuzje.)
Decyzja
o tym czy przetaczać krew, czy nie, jest trudniejsza, kiedy pacjent prosi żebym
przyrzekł, że nie podam mu krwi podczas operacji i gdy nie ma on innych powodów
niż wyolbrzymiony lęk przed zarażeniem się HIV. Jak dotąd byłem w stanie
przekonać takich pacjentów, żebym mógł podać krew, gdy będzie to
absolutnie konieczne. Zwykle pytałem ich, co mam zrobić, gdy dojdzie do
nieoczekiwanej, dużej utraty krwi. Typowa ich odpowiedź to: "Hmm...
Pewnie umarłbym, gdybym nie otrzymał krwi, więc oczywiście..."
Cóż
zatem powinienem zrobić, jeśli nie mogę przekonać pacjenta, żeby pozwolił
mi podać krew w celu ratowania jego życia? Mogę uszanować jego decyzje. W końcu,
czym różni się ta sytuacja od tej, kiedy pacjent odmawia transfuzji z powodów
religijnych? Mimo to, czuje się niekomfortowo w takiej sytuacji.
Mój
dyskomfort w tej kwestii bierze się stąd, że ci ludzie nie wyrażają swojego
zdania na temat ryzyka związanego z transfuzją krwi. Przestraszeni
doniesieniami o potransfuzjnych tragediach ludzie ci, zazwyczaj, wyolbrzymiają,
naprawdę, małe zagrożenie zarażeniem się HIV lub innym wirusem. W takiej
atmosferze strachu, podejmują błędne decyzje dotyczące ich zdrowia i życia,
a które ja muszę respektować.
Jest
wiele sytuacji w praktyce szpitalnej, kiedy decyzje lekarzy zawierają pewne
ryzyko dla pacjentów. Onkolodzy muszą decydować, czy dana dawka chemioterapii
lub promieniowania będzie miała pożądany efekt i zwalczy nowotwór zamiast
zaszkodzić pacjentowi. Chirurdzy zastanawiają się, czy starsza osoba rzeczywiście
odniesie korzyść z trudnej i ryzykownej operacji.
Tak
samo jest z decyzjami odnośnie transfuzji krwi. Czerpiąc z doświadczeń ze Świadkami
Jehowy wiemy, że w przypadku poważnej anemii (nadmiernie rozrzedzona krew)
niemożność przetoczenia krwi znacząco zwiększa szansę śmierci w trakcie i
po samej operacji chirurgicznej. Dotyczy to zwłaszcza osób starszych i tych ze
słabym i uszkodzonym sercem. Ci pacjenci akceptują taką możliwość. Wśród
innych pacjentów, ryzyko związane z nieprzetaczaniem krwi w sytuacji zagrożenia
życia, musi być rozważone w kontekście minimalnego ryzyka przeniesienia zakażenia.
Takie rozważania nigdy nie będą łatwe.
D.
John Doyle MD PhD FRCPC
Department of Anaesthesia
The Toronto Hospital
200 Elizabeth Street,
Toronto, Canada, M5G-2C4
E-mail: djdoyle@inforamp.net
voice: (416) 340-4800 x 3242
fax: (416) 423-0452
pager: (416) 375-0565