|

Zakaz
krwi
Strażnica z 1
lipca 1951 roku na str. 414 (wydanie angielskie) w obszernej rubryce
„Pytania czytelników” z uporem przekonywała, że Świadkowie
Jehowy (ŚJ) muszą powstrzymywać się od transfuzji krwi. W świetle
oczywistego strachu przed odpowiedzialnością prawną, interesujące jest
spostrzeżenie rozpoczynające tą kolumnę:
„Ostatnia
rozprawa sądowa dotycząca świadków Jehowy i ich zdecydowanej odmowy
transfuzji krwi spowodowała burzliwe komentarze w prasie oraz wśród ogółu
społeczeństwa. Zadano wiele pytań. Poniżej zamieszczamy najczęściej
zadawane i pochodzące z różnych źródeł.”
Zauważmy,
że artykuł ten został opublikowany półtora roku przed artykułem, w
którym wycofano zakaz przyjmowania szczepionek. Zatem zakaz szczepień
wciąż obowiązywał. Nic więc dziwnego, że posłużono się
argumentami niemal identycznymi do tych, które stosowano wobec zakazu
szczepień. Weźmy pod uwagę choćby taki:
„Jakie
są biblijne podstawy do odrzucania transfuzji krwi?
Po
potopie Jehowa zawarł z Noem przymierze, a zawierało ono takie
przykazanie: ‘Wszakże mięsa z duszą jego, która jest krew jego,
jeść nie będziecie’ (Rodz. 9:4)”
Jednakże
kiedy „nowe światło” z roku 1952 oznajmiło, że szczepionki
nie są pogwałceniem przymierza Boga z Noem, to transfuzja była. Tekst z
Rodzaju 9:4 jest wciąż kluczowym argumentem stosowanym przez Towarzystwo
Strażnica (WTS) przeciwko wykorzystywaniu krwi w medycynie.
Tak
jak WTS używało wielu „medycznych argumentów” przeciwko
szczepionkom, tak negatywna propaganda odnośnie krwi wypełnia literaturę
Strażnicy do dziś dnia. Artykuł z roku 1951 donosi:
„A
osoby entuzjastycznie podchodzące do zbawiennego działania krwi wezmą
pod uwagę fakt, że w wielu przypadkach transfuzje przynosiły szkodę
przenosząc choroby, a często powodowały śmierć, choć oczywiście nie
mówi się o tym głośno.”
No
i w końcu, chronienie siebie przed niepożądanymi rozprawami w sądach:
„Każda
osoba decyduje sama za siebie i ponosi odpowiedzialność za swe postępowanie.
Świadkowie Jehowy oddali swoje życie Bogu i przestrzegają ograniczeń
nakreślonych w Jego Słowie oraz poglądów na tą sprawę, indywidualnie
decydując o swoim osobistym postępowaniu i poniosą w związku z tym
osobistą odpowiedzialność przed Bogiem.”
Aby
uniknąć odpowiedzialności prawnej za przypadki śmierci, WTS oznajmiło,
że to nie ono zmieniło swoją opinię na temat szczepień, ale po prostu
otrzymało „nowe światło”, co wyraźnie poświadcza Strażnica
z 1 listopada 1961 roku na stronie 670:
"Jeśli
Biblia zabrania spożywania krwi, to jak chrześcijanie mają zapatrywać
się na używanie surowic i szczepionek? Czy Towarzystwo zmieniło swój
punkt widzenia w tej sprawie? – J. D., U.S.A.
„Biblia
bardzo wyraźnie wskazuje, że jedynym właściwym sposobem jej
wykorzystania było wylewanie jej na ołtarz; w każdym innym wypadku należało
ją wylać na ziemię (3 Mojż. 17:11-13). Cała współczesna praktyka
medyczna związana z używaniem krwi jest przeciwna chrześcijańskiemu
stanowisku. Zatem przyjmowanie transfuzji krwi, lub wstrzykiwanie sobie
zamiast niej niektórych składników krwi w celu podtrzymywania życia
danej osoby jest rzeczą złą.
Co
do używania szczepionek i innych substancji, do których wytworzenia w
jakikolwiek sposób wykorzystuje się krew, nie ma powodu uważać, że
Towarzystwo Strażnica je pochwala albo twierdzi, iż praktyki takie są
dobre i właściwe. Jednakże szczepienia są powszechną praktyką w
wielu dziedzinach współczesnej nauki, której nie sposób uniknąć, a
chrześcijanin może dostrzec w tych okolicznościach jakąś korzyść,
tym bardziej, że w rzeczywistości ich stosowanie nie wiąże się z
procesem spożywania i trawienia, który w szczególny sposób jest
zakazany gdyż Bóg oznajmił, iż człowiekowi nie wolno jeść krwi, choć
kala to ludzki organizm.
A
zatem – jak oświadczono w Strażnicy
z 15 września 1958 roku, strona 575 – „Czy ktoś zgodzi się
na tego rodzaju leczenie, pozostaje sprawą jego osobistego osądu”.
I taki pogląd na tą sprawę Towarzystwo wciąż podtrzymuje –
Galatów 6:5.
Niemniej
dojrzały chrześcijanin nie będzie próbował na podstawie tego
doszukiwać się uzasadnienia dla medycznego używania wszelkich innych
dostępnych substancji z krwi. Wręcz przeciwnie, uzna niewłaściwość
ogółu takich praktyk, i będzie się tego wystrzegał ze wszystkich sił,
wybierając każde inne dostępne metody leczenia."
Zatem
jeszcze w roku 1961 szczepienia były wciąż „rzeczą złą”,
ale nie na tyle, żeby Towarzystwo ryzykowało konsekwencjami prawnymi.
Szczepionki nazwano rzeczami „kalającymi” ciało, jednakże
nie były – i na to zwróćmy uwagę – związane z procesem odżywiania.
Fakt, że przyjmowanie szczepień i surowic nie jest tym samym, co spożywanie
krwi jest „korzystne” i według WTS pozostawia się tą sprawę
osobistemu osądowi poszczególnych jednostek.
Niestety,
nie dzieje się tak w przypadku transfuzji krwi. Do dziś zabranianie krwi
opiera się na przekonaniu WTS, że transfuzja krwi jest tym samym, co spożywanie
krwi:
Pacjent
w szpitalu może być karmiony przez usta, przez nos albo przez żyły.
Kiedy roztwory cukru podawane są dożylnie, nazywa się to dokarmianiem
dożylnym. W związku z tym w terminologii szpitalnej za odżywianie
uznaje się proces dostarczania pokarmu do czyjegoś organizmy poprzez żyły.
Zatem zalecenie podania transfuzji jest odżywianiem pacjenta krwią przez
żyły, a pacjent, który ją otrzymuje, spożywa ją za pośrednictwem
swoich żył” (The Watchtower, 1
lipca 1951, s. 415).
I
znowu musimy uprzytomnic sobie, że osoby wyrażające takie opinie to ci
sami ludzie, którzy zaledwie parę lat wcześniej oznajmili, że
„myślący ludzie wolą raczej nabawić się ospy, niż dać się
zaszczepić”, oraz przekonywali, że usunięcie migdałków jest
gorsze niż popełnienie nożem samobójstwa! Czy ich opinie na temat
nauki i medycyny możemy brać poważnie?
Z
biegiem kolejnych dziesięcioleci zakaz krwi stawał się wywierającym
coraz większy wpływ na życie zwyczajem. Przez lata wydano całe ciągi
reguł i przepisów odnośnie krwi, jak na przykład takie:
ŚJ
są zobligowani przepytać swojego rzeźnika, jeśli zachodzi najmniejsze
podejrzenie, iż kupione mięso pochodzi z niewłaściwie wykrwawionego
zwierzęcia. Dalej, jakich terminów używa się w odniesieniu do produktów
z krwią w ich okolicy, a w razie wątpliwości upewnić się u producenta
(The Watchower, Nov. 1, 1961, p.
669 [wyd. polskie – Strażnica nr 4 z 1967 roku, s. 12]).
ŚJ
muszą upewniać się czy należycie wykrwawiono ryby (The Watchower, Nov. 1, 1961, p. 669 [wyd. polskie – Strażnica
nr 3 z 1962 roku, s. 14]).
ŚJ
nie mogą karmić swoich zwierząt domowych pokarmem zawierającym krew, a
nawet pozwolić by zwierzakowi przetoczono krew (The
Watchtower, Febr. 15, 1964, p. 127 [wyd. polskie – Strażnica nr 17 z 1965 roku, s. 12]).
ŚJ
nie wolno pozwalać na karmienie pijawek własną krwią (The
Watchtower, June 15, 1982,
p. 31 [wyd. polskie – Strażnica
nr15 z 1983 roku, s. 23])
ŚJ
nie wolno używać nawozów zawierających krew (The
Watchtower, Oct. 15, 1981, p. 31 [wyd. polskie – Strażnica
nr 1 z 1983 roku, s. 31]).
Gdyby
ŚJ był właścicielem sklepu, to nie wolno sprzedawać mu produktów
zawierających krew (The Watchtower,
July 15, 1982, p. 26 [wyd. polskie – Strażnica
nr 22 z 1982 roku, s. 16]).
ŚJ
nie mogą przechowywać swojej własnej krwi przed operacją (Strażnica
z 1 marca 1989 roku, s. 31).
Dodajmy
do tego fakt, że przez lata wydano mnóstwo szczegółowych rozporządzeń
dotyczących kwestii, które składniki krwi są niedopuszczalne, a które
są „sprawą sumienia”, jak również, jakie zabiegi medyczne
związane z krwią są złe, a jakie mogą uchodzić za „sprawę
sumienia”. Wszystko to stanowi dla przeciętnego ŚJ tak złożoną
problematykę, iż często nawet nie wie on, które frakcje są dozwolone,
a które nie. Także lekarze są często zakłopotani i nie mają pewności,
jakie zabiegi mogą ŚJ zaaplikować, a jakich nie.
To,
jak zażarcie WTS broni swoich zakazów świadczy to, iż gdyby ŚJ
zdecydował się ratować życie swoje, swojego współmałżonka czy
swojego dziecka naruszając zasady Strażnicy, może zostać za to
wykluczony ze zboru.
Czy
z uwagi na poważne znaczenie, jakie ma przyjmowanie do organizmu
ludzkiego krwi poprze transfuzję, naruszenie zasad biblijnych pod tym
względem przez oddaną Bogu, ochrzczoną osobę, która przyjmuje
transfuzję krwi, może pociągnąć za sobą wykluczenie jej ze społeczności
zboru chrześcijańskiego?
Natchnione
Pismo Święte odpowiada na to twierdząco. (The Watchtower, Jan. 15,
1961, p. 63 [wyd. polskie – Strażnica
nr 17 z 1961 roku, s. 14])
W
przypadku, gdyby ktoś rozważał złamanie tych nakazów w tajemnicy, może
być pewny, że Bóg odwróci się od niego od tej chwili. WTS daje do
zrozumienia, że Bóg może ukarać rodziców za przyjęcie transfuzji
krwi sprawiając, że ich dziecko dozna poronienia! A gdyby nawet dziecko
przeżyło, to i tak wszyscy oni najprawdopodobniej zginą w Armagedonie:
Starania o uratowanie życia
sposobami sprzecznymi z Biblią nigdy nie przyniosą trwałego pożytku.
Jakże niemądra jest myśl, że można uratować życie przez pogwałcenie
prawa Życiodawcy! Chociaż chwilowo może się wydawać, że wyniki
takiego leczenia są dodatnie, to jednak w końcu można za nie zapłacić
chorobą lub poronieniem, jako bezpośrednim następstwem sposobu postępowania
obranego na podstawie złej porady. Nawet jeśli pacjent lub jego
potomstwo nie poniosą cielesnej szkody, to jednak pogwałcenie prawa Bożego
poważnie zagraża czyjejś możliwości uzyskania życia wiecznego w Bożym
nowym świecie. (The
Watchtower, Sept. 15, 1961, p. 565, [wyd. polskie – Strażnica
nr 6 z 1962 roku, s.8, ak. 18]).

|