|

Przeszczepy
narz ądów
- ludożerstwem
Tak
jak początkowo rzecz się miała z krwią, również
wobec przeszczepiania narządów Towarzystwo Strażnica (WTS) nie miało
też swego czasu żadnych zastrzeżeń. W “Pytaniach czytelników”
zamieszczonych w Strażnicy
z 1 sierpnia 1961, na stronie 480 (wyd. pol. nr 6 z 1962 roku, strona 14)
dość zwięźle
odpowiedziano na pytanie dotyczące przeszczepu narządów:
Czy
w Biblii znajduje si ę
jakaś wypowiedź przeciwko udzielaniu zezwoleń na przeszczepienie po
śmierci swych oczu na osobę żyjącą?
Pewne
ugrupowania religijne niech ętnie
patrzą na używanie zwłok albo części zwłok do doświadczeń
naukowych lub na oddawanie ich do dyspozycji naukowców w celu zastępowania
pewnych części, ciała innych ludzi. Nie wydaje się, aby to
wykraczało przeciw jakiejś zasadzie biblijnej lub prawu biblijnemu.
Tym samym jest to kwestia, którą każdy musi rozstrzygnąć sam. Jeżeli
uważa, że to jest właściwe i ma przy tym spokojne sumienie, to może
tak postąpić, i nikt nie powinien go z tego powodu krytykować. Z
drugiej strony nikogo nie powinno się krytykować za to, że na taką
propozycję nie przystaje.
Dostrzegając
zrównoważone podejście do praktyk medycznych, jakie ukazało WTS w
odpowiedzi na wcześniejsze pytanie, to czyż nie jest zaskakujące, że
kiedy po raz kolejny poruszono tę kwestię w roku 1967, znalazło ono
jednak jakieś „zasady biblijne”?
Czy
istnieje jakie ś
oparte na Piśmie Świętym zastrzeżenie co do ofiarowania swego ciała
na badania medyczne albo przyjmowanie z takiego źródła narządów
celem ich przeszczepienia?
(...)
Kiedy który ś z
narządów jest chory lub działa wadliwie, zazwyczaj przywraca się
go do zdrowia przez odpowiednie środki odżywcze. Organizm spożytkowuje
ten pokarm do zregenerowania czy wyleczenia danego narządu, stopniowo
odnawiając jego komórki. Gdy uczeni dochodzą do wniosku, że ten
normalny proces nie będzie dłużej przebiegał, w związku z czym
proponują usunięcie danego organu i bezpośrednie zastąpienie go
organem innego człowieka, usiłują dojść do celu krótszą drogą.
Kto jednak poddaje się takim zabiegom, ten po prostu żyje kosztem
ciała innego człowieka. Równa się to ludożerstwu. Jakkolwiek
Jehowa Bóg pozwolił człowiekowi jeść mięso zwierzęce, to jednak
nie udzielił nikomu zezwolenia na próbę przedłużenia swego życia
przez ludożercze praktyki, polegające na przyjmowaniu do swego
organizmu cudzego ciała, czy to przeżutego, czy też w postaci całego
narządu lub w ogóle części ciała innego człowieka. (The
Watchtower, Nov. 15, 1967, p. 702; wyd. pol. Strażnica
nr 14 z 1968 roku, s. 13)
Większość
ludzi byłaby zapewne zdumiona pomysłem, że przeszczep organów jest
ludożerstwem, ale WTS tak to właśnie przedstawiło. A Świadkowie
Jehowy mieli podporządkować się ogólnie obowiązującym regułom.
Powinni raczej umrzeć lub cierpieć kalectwo, niż wyrazić zgodę na
przeszczep narządu i przez następne trzynaście lat rzeczywiście tak
robili. Wtedy to Jehowa Bóg najwyraźniej zmienił swoje poglądy na
temat transplantacji narządów.
Podobnie
jak w przypadku szczepionek, do poparcia wymysłów,
że przeszczepy organów są złe, wprzęgnięto medycynę spod znaku
praktyk znachorskich. Za swoje podstawowe zadanie WTS zawsze uważało
podanie nam uzasadnienia, że stosowanie się do jego wymagań naprawdę
wychodzi nam na korzyść.
I tak samo, jak wielu Świadków
Jehowy dało się przekonać i szczerze wierzy, że transfuzje krwi są
dla nich czymś złym i niewłaściwym, tak wtedy zostali oni wystawieni
na ten sam rodzaj propagandy odnośnie transplantacji narządów:
Niekiedy
daje si ę zauważyć
inny specyficzny objaw, tak zwane “przeszczepienie osobowości”.
Znaczy to, że w niektórych przypadkach człowiek po transplantacji
wykazuje jak gdyby pewne cechy osobowości dawcy przeszczepionego
organu. Pewna młoda lekko się prowadząca kobieta, która otrzymała
nerkę od swej starszej skromnej, przyzwoitej siostry, zrazu wydawała
się bardzo rozstrojona; potem jednak pod wieloma względami zaczęła
zachowywać się jak siostra. Inny pacjent twierdził, że jego pogląd
na życie uległ zmianie po przeszczepieniu nerki. Pewien łagodnie
usposobiony mężczyzna stał się po transplantacji agresywny, tak jak
dawca. Problem ten może po większej części lub nawet całkowicie mieć
podłoże psychiczne. Interesujące jest jednak przynajmniej to, że
Biblia ściśle kojarzy nerki z uczuciami człowieka. (The
Watchtower, Sept. 1, 1975, p. 519; wyd. pol. Strażnica
nr 9 z 1977 roku, s. 16)
W
tym samym czasopiśmie
zamieszczono kilka doniesień medycznych o niektórych zagrożeniach związanych
z transplantacją narządów, w których sprytnie uwypuklono, iż korzyści
wypływające z tego typu zabiegów są równe niemal zeru, natomiast
zagrożenia olbrzymie. Dostrzegliśmy już, że według tego samego wzorca
WTS próbowało demonizować szczepionki; dostrzegliśmy to w stosunku do
przeszczepu narządów; jak również zaobserwowaliśmy to także później,
czego szczególnym dowodem są wypowiedzi na temat transfuzji krwi.
W
interesujący sposób omawiano na początku kwestię transplantacji narządów,
posługując się dość osobliwymi poglądami na temat serca. Tak jak w
powyższym artykule dobitnie sugerowano, że przeszczep nerki powoduje
zaburzenia emocjonalne, tak w przypadku serca WTS argumentowało, iż w
rzeczywistości myślimy naszym literalnym sercem! Kiedy Biblia wspomina o
sercu jako siedlisku naszych najgłębszych emocji i pragnień, to ludzie
z reguły rozumieją to w sposób symboliczny, zgadzając się z tym, że
taki stan rzeczy fizycznie ma miejsce w mózgu. Tak myśli ogół ludzi,
ale nie byli przywódcy WTS:
Wi ększość
psychiatrów i psychologów skłania się do przeceniania roli umysłu i
tylko w małej mierze, albo w ogóle nie uwzględnia wpływu serca, a słowem
“serce” posługuje się jedynie w sensie przenośnym, bez wiązania
go z tym organem ciała, który pompuje krew. (...) Serce jest cudownie
skonstruowaną pompą mięśniową, ale co niemniej ważne, koncentruje
się też w nim zdolność przeżywania różnych uczuć i właśnie stąd
się biorą pobudki takiego czy innego postępowania. Miłość, nienawiść,
pragnienia (dobre i złe), upodobania, ambicja, strach – słowem
wszystko, co służy do motywacji naszych skłonności i pragnień, wypływa
z serca. (The Watchtower, March 1,
1971, p. 134; wyd. pol. Strażnica nr
2 z 1972 roku, ss. 2, 3).
Wielu
ŚJ wciąż
jeszcze pamięta dramat, jaki przedstawiono na letnich kongresach pod hasłem
„Imię Boże” (1971), na którym przekonywano, że naprawdę
gromadzimy informacje w naszych sercach, co zilustrowano za pomocą
wielkich, świecących mówiących modeli serca i mózgu! Wystarczy
wspomnieć, że ŚJ mający jakiekolwiek pojęcie o nauce czy medycynie
byli głęboko zakłopotani takim przedstawieniem tematu. Wyraźnie
odmalowało to niebezpieczeństwo tkwiące w pozwalaniu ludziom o tak płytkim
zrozumieniu tego zagadnienia opartym na znachorstwie na podejmowanie
decyzji w kwestiach dotyczących życia lub śmierci społeczności milionów
ŚJ.
I
nie były to
jedynie czysto akademickie rozważania! Zakaz przeszczepu narządów
opierał się na poglądzie, jaki ponownie zapożyczono z wieloletniego
zakazu szczepionek. Podtrzymywanie atmosfery strachu przed transplantacją
organów, a zwłaszcza przeszczepem serca, ukazuje poniższe powoływanie
się na oświadczenia znachorów:
W
Medical World News (z 23 maja 1969 roku) ukaza ł
się artykuł zatytułowany “Jak nowe serce działa na mózg?”
Podano w nim następującą informację: “W Instytucie Medycznym
stanu Stanford w ubiegłym roku 45-letni mężczyzna otrzymał nowe
serce od 20-letniego dawcy i wkrótce potem oznajmił wszystkim
znajomym, że właśnie obchodzi swe dwudzieste urodziny. Inny pacjent
postanowił, że będzie wiódł życie odpowiadające nienagannej
opinii wybitnego miejscowego obywatela, który został dawcą jego
nowego serca. A trzeci mężczyzna po otrzymaniu serca kobiety zaczął
zdradzać obawy przed niewieścieniem, chociaż nieco się uspokoił,
gdy się dowiedział, że niewiasty żyją dłużej od mężczyzn. Według
wypowiedzi psychiatry Donalda T. Lunde’a, konsultanta zespołu
operacyjnego chirurga Normana Shumway’a, który dokonywał
przeszczepów w Stanford, ci pacjenci reprezentują niektóre
z mniej poważnych
zaburzeń umysłowych (kursywa
nasza), z zaobserwowanych w serii 13
transplantacji, jakie przeprowadził
dr Shumway w ciągu 16 miesięcy”. W artykule tym podano dalej:
“Chociaż pięciu pacjentów z tej serii przeszczepów żyje dotąd,
to znaczy żyło do pierwszych dni tego miesiąca, a czterech z nich
prowadziło w domu dość normalne życie, to jednak trzej inni popadli
w psychozę, zanim w ubiegłym roku zmarli, a u dwóch dalszych pojawiły
się cierpienia psychiczne w roku bieżącym”. (The
Watchtower, March 1, 1971, p. 134; wyd. pol. Strażnica
nr 2 z 1972 roku, ss. 3, 4).
Wymysł,
że osobowość danej osoby może ulec zmianie dzięki nowemu organowi ciała
był także – jak pamiętamy – stosowany do popierania zakazu
szczepionek. Później zaczęliśmy zauważać, jak tego samego poglądu
zaczęto używać do wywoływania anty-krwawej histerii wśród ŚJ. Kiedy
WTS podawało argumenty na poparcie niebezpieczeństwa związanego z
przeszczepem narządów, ponownie odwoływało się do wypowiedzi
szarlatanów:
Znamienny
jest te ż fakt, że
pacjenci, którym przeszczepiono serce, a przy tym oczywiście
poprzecinano nerwy łączące serce z umysłem, cierpią po operacji na
poważne zaburzenia natury psychicznej. Nowe serce wprawdzie jest zdolne
do działania jako pompa, gdyż ma własny układ nerwowy i mechanizm
synchronizujący rytm jego pracy, niezależny od ogólnego systemu
nerwowego, ale tak samo jak leniwie reaguje teraz na zewnętrzne wpływy,
tak też w niewielkim tylko stopniu albo wcale nie przekazuje do mózgu
wyraźnych bodźców emocjonalnych. Nie wiadomo jeszcze, w jakiej mierze
zakończenia nerwowe ciała i nowego serca potrafią się ze sobą z
biegiem czasu połączyć, ale nie można wspomnianego czynnika wykluczyć
spośród przyczyn powodujących dezorientację i ciężkie zaburzenia
umysłowe, obserwowane u pacjentów z przeszczepionym sercem. (The
Watchtower, March 1, 1971, p. 135; wyd. pol. Strażnica
nr 2 z 1972 roku, s. 4)
W
tym samy artykule WTS przekonywało
nawet, że ludzie, którzy przyjęli podarowane im serce utracili swoją
osobowość; mało tego – dano do zrozumienia, że osoby mające
serce kogoś innego, tak naprawdę stały się ludźmi bez serca!
Pacjenci
tacy maj ą otrzymane
od dawców pompy do tłoczenia krwi, ale czy spełniają wszystkie
warunki na których podstawie można by powiedzieć, iż mają
“serce”? Jedno jest pewne, że pozbywszy się własnych
serc, postradali też wypracowane przez całe lata właściwości swoich
“serc”, którymi się charakteryzowała ich osobowość.
Uzasadnienia,
jakich WTS udzielało
w oparciu o sytuacje z życia codziennego na temat swojego dosłownego
postrzegania serca i umysłu, okazywały się niekiedy w sposób
niezamierzony zabawne:
Dla
lepszego uprzytomnienia sobie tych zale żności
załóżmy, że masz akurat zadecydować o kupnie nowego garnituru lub
sukni. Najpierw umysł stwierdza stan faktyczny. Dotychczasowe ubranie
być może już się wysłużyło albo trzeba coś dokupić z jakiegoś
innego słusznego powodu. W tej sytuacji oczywiście serce zgłasza
swoje postulaty, gdyż tkwi w nim pragnienie dobrego zaprezentowania się
otoczeniu. Serce i umysł są zgodne co do tego, że pora nabyć nowe
ubranie albo suknię. Umysł zbiera teraz wiadomości na temat cen, jakości,
fasonów i tym podobnych szczegółów, wobec czego udając się po ten
zakup masz dość dobre wyobrażenie o tym, jakie ubranie lub suknie
wybrać. Tymczasem przybywszy do sklepu widzisz wystawione niesłychane
atrakcje, po prostu czyhające na impulsywnych klientów. Dana rzecz właściwie
nie jest dla ciebie praktyczna; kosztuje znacznie więcej niż
przewidywały twoje plany; ale serce – jakże potrafiło ująć
twoje serce. Prawdziwe “marzenie twego serca”! Co się teraz
stanie? Jaka decyzja zapadnie? Czy przeważy to, co praktyczne i przemyślane,
czy raczej owo nowo powstałe pragnienie serca? Jeżeli nie będziesz się
mieć na baczności serce pokona umysł. (The
Watchtower, March 1, 1971, p. 140; wyd. pol. Strażnica
nr 2 z 1972 roku, s. 8)
W
czasie, kiedy jednocześnie z przeszczepem
narządów zabraniano transfuzji krwi, w literaturze często stawiano pomiędzy
nimi znak równości. W jednym przypadku, gdy anonimowy ŚJ przeszedłszy
operację opisywał historię swego życia w czasopiśmie Awake!
(Przebudźcie się!), na temat
niebezpieczeństw
związanych z transfuzją krwi napisał tak:
Niezwyk łą
nagrodą stało się dla mnie ujrzenie dowodów niemalże z pierwszej ręki,
które poświadczały prawdziwość wskazówek biblijnych co do krwi.
Osoby związane ze środowiskiem medycznym same stopniowo dochodzą do
przekonania, że krew nie jest nieskażonym środkiem ratującym życie.
Transfuzja krwi jest obecnie uznawana za niebezpieczny zabieg, który
– tak jak każdy inny przeszczep narządu – jest niczym
hazard. (Awake!, March 22, 1974, p.
21)
Nieco
dalej dodaje:
Obecnie
wykonuje si ę
znacznie więcej przeszczepów rozmaitych narządów – nerek,
serc, płuc i wątroby (...) Ponieważ mam powody wierzyć w pogląd
Stwórcy odnośnie transplantacji organów, mam też poważne zastrzeżenia
co do stosowności takich praktyk z punktu widzenia Pisma Świętego. (ibid.
p. 23)
Zamieszczane
w literaturze WTS ciekawostki dotyczyły nie
tylko przerażających transfuzji krwi, ale podawano w nich także mocno
wyolbrzymione opisy niebezpieczeństw związanych z przeszczepami organów.
W wielu wydaniach czasopisma Przebudźcie
się! możemy
w rubryce „Obserwujemy świat” znaleźć tego rodzaju
informacje:
Horror
zwi ązany z
transfuzją
Jak
donosi Wiesbadener Kurier, ubieg łego
roku w niemieckiej Klinice Uniwersyteckiej w Kiel dwoje dzieci zostało
zarażonych syfilisem poprzez transfuzję krwi. Zakażenie przeniosło
się na rodziców. Ze względu na nieznajomość źródła pochodzenia
choroby jedna z tych rodzin uległa rozpadowi, gdyż małżonkowie
wzajemnie oskarżali się o niewierność. Chociażby nawet przed sądem
doszło do ujawnienia prawdy, to i tak spowodowało to wiele szkód.
„Dwoje ludzi mówiło przeciwko sobie takie słowa, że teraz po
ujawnieniu prawdy, nie mogą ochłonąć ze wstydu” – zauważono
w artykule.
Wi ększe
komplikacje po przeszczepach
Niedawno
doniesiono, że
zachorowalność na raka jest 100 razy wyższa wśród biorców
przeszczepianych narządów, niż u reszty populacji świata. Jednak według
dr Wolffa M. Kirscha z Centrum Medycznego Uniwersytetu Kolorado
przypadki występowania guza mózgu są aż „o 1,000 razy częstsze”.
Jak mówi, przedłużająca się terapia zachowawcza mająca na celu
ochronę przed odrzuceniem nowego organu, często doprowadza pacjenta
„w pułapkę patologicznych procesów”. Rokowania na pomoc
takim pacjentom są „ponure”. (Awake!,
Feb. 22, 1974, pp. 30-31)
Wyraźnie
wskazuje więc to, że redaktorzy WTS przeglądają gazety i czasopisma z
całego świata, aby znaleźć tego rodzaju artykuły, nie podając przy
tym oczywiście ani jednej wzmianki o pozytywnych skutkach transfuzji krwi
czy przeszczepu narządu przez cały czas obowiązywania zakazu. Ponieważ
większość ŚJ nie szuka na ten temat informacji z zewnątrz, rezultat
jest taki, iż niemal wszyscy nie mają prawdziwego pojęcia o
rzeczywistych korzyściach i ryzyku związanych z terapią opartą na
transfuzji.
Zakaz
przeszczepiania narządów nie okazał się na dłuższą metę trwały.
Nie podano bezpośredniego powodu zmiany, a WTS ogólnikowo oświadczyło,
że jest to sprawa, „którą każdy Świadek Jehowy musi rozstrzygnąć
zgodnie z własnym sumieniem”.
Czy
zbór powinien przedsi ęwziąć
jakieś działanie, gdy ochrzczony chrześcijanin da sobie przeszczepić
organ ludzki, jak na przykład rogówkę oka lub nerkę?
Zabranie
okre ślonej tkanki
lub kości jednemu człowiekowi i przeszczepienie jej drugiemu jest
sprawą, którą każdy Świadek Jehowy musi rozstrzygnąć zgodnie z
własnym sumieniem. Niektórzy chrześcijanie mogą uważać, że
przyjęcie do swojego organizmu jakiejkolwiek tkanki bądź części
ciała innej osoby przypomina ludożerstwo. (...) Inni szczerzy chrześcijanie
doby dzisiejszej uważają, że Biblia nie wyklucza jednoznacznie
transplantacji organów. (...) Można by też argumentować, że
transplantacja różni się od kanibalizmu, gdyż dawca nie musi być
uśmiercony dla dostarczenia pożywienia (The
Watchtower, March 15, 1980, p. 31; wyd. pol. Strażnica
nr 2 z 1982 roku, s.24)
I
znowu, tak jak miało to miejsce w czasie
obowiązywania zakazu szczepień, i teraz nie znalazło się ani jedno słowo
przeprosin dla tych, którzy ponieśli z tego tytułu szkody. Poza tym,
WTS jest nie do końca uczciwe kiedy stwarza pozory, że „szczerzy
chrześcijanie uważają” cokolwiek na ten temat, podczas gdy to właśnie
WTS mówi im, jak mają „uważać”. Nie inaczej jest z zakazem
krwi – „szczerzy chrześcijanie” nie mają swobody w
podejmowaniu decyzji, mają jedynie „swobodę”
robić dokładnie to, co mówi im WTS. Kiedy poszczególni ŚJ
narażają na szwank swoje życie, robią tak dlatego, iż mają nakaz
takiego postępowania pod groźbą wykluczenia ze społeczności, oraz z
przekonania, że Towarzystwo Strażnica wypowiada się w imieniu Boga. Ciśnie
się nam tutaj pytanie – Czy to Jehowa Bóg zmienił swoje
zapatrywania na te kwestie, czy to raczej WTS było po prostu w błędzie?
Pomimo
zaprzestania podawania informacji rodem z horrorów na temat
przeszczepiania narządów, to wyolbrzymiane doniesienia o niebezpieczeństwach
związanych z transfuzjami krwi znajdujemy po dziś dzień. Zmiana poglądów
WTS na temat transplantacji serca, została uwidoczniona w jednym z artykułów
opublikowanym po zniesieniu zakazu przeszczepów:
"Bezkrwawe”
przeszczepienie serca
W
pa ździerniku
ubiegłego roku do szpitala w Cloveland w stanie Ohio przywieziono
trzyletnią Chandrę Sharp, której serce było nie tylko powiększone,
ale też odmawiało jej posłuszeństwa. Stwierdzono niedożywienie i
zahamowanie rozwoju. Dziewczynka ważyła dziewięć kilogramów i
wymagała transplantacji serca. Dawano jej zaledwie parę tygodni życia.
Rodzice przystali na dokonanie przeszczepu, ale nie zgodzili się by
przetoczono krew. Są Świadkami Jehowy.
Chirurg
– doktor Charles Fraser – nie robił z tego kwestii.
Wydawane w Michigan czasopismo The
Flint Journal z 1 grudnia 1993 roku
donosiło:
„Zdaniem Frasera klinika w Cloveland oraz inne ośrodki
lecznicze nabierają biegłości w przeprowadzaniu wielu zabiegów
chirurgicznych – nie wyłączając transplantacji – bez
wprowadzania obcej krwi do organizmu chorego. ‘Pogłębiliśmy
wiedzę o sposobach oszczędzania krwi oraz o wypełnianiu płuco-serca
płynami niekrwiopochodnymi’ – powiedział Fraser”
Następnie dodał: „W niektórych szpitalach specjalistycznych
już od dziesięcioleci nie używa się krwi podczas dużych zabiegów
sercowo-naczyniowych. (...) Za każdym razem staramy się wykonywać
operację bez [przetaczania] krwi”. (Awake!,
May 22, 1994, p. 7; wyd. pol. Przebudźcie
się! z 8 czerwca 1994, s. 7)
W
świetle wcześniejszego
zakazu przeszczepiania narządów – a transplantacji serca w szczególności
– tak nieoczekiwane zachwalanie bezkrwawego przeszczepienia serca trąci
ironią. Czyżby do tej pory nie wiedzieli, że serce nie jest niczym więcej
niż tylko pompą dla krwi? Nie, zdanie na ten temat zmieniono dziesięć
lat wcześniej:
Jak
wobec tego mamy rozumie ć
wyraz „serce”? (...) Ileż to różnych funkcji i zdolności
kojarzy się z sercem! Czy wszystkie dosłownie biorą się stamtąd?
Trudno byłoby tak twierdzić. (...) prawie w tysiącu innych miejsc
wyraz „serce” występuje w sensie przenośnym. Nie znaczy
to bynajmniej, że między literalnym a symbolicznym sercem nie ma żadnego
związku. (The Watchtower, Sept.
1, 1984, pp. 3-7; wyd. pol. Strażnica
nr 6 z 1985 roku, ss. 3-5).
Kolejny
żałosny zwrot
zauważamy dwa lata później, kiedy to w tym samym czasopiśmie
powiedziano:
Staro żytni
Egipcjanie wierzyli że literalne serce jest siedliskiem inteligencji
i uczuć. Uważali też, że ma własną wolę. Według Babilończyków
mieściło ono zarówno rozum, jak i miłość. Grecki filozof
Arystoteles nauczał, iż serce jest siedzibą zmysłów i królestwem
duszy. Jednakże w miarę upływu czasu i rozwoju wiedzy poglądy te
zarzucano. W końcu uznano, że serce to po prostu pompa umożliwiająca
obieg krwi w organizmie. (The
Watchtower, June 1, 1986, p. 15; wyd. pol. Strażnica
nr 20 z 1986 roku, s. 13)
Artykuł
nie przypomina jednak czytelnikowi, że zaledwie dwa lata wcześniej WTS
nauczało tak samo, jak wspomniani starożytni! Poszukujący informacji ŚJ,
którzy nie pamiętają tego zakazu mogą nigdy ich nie znaleźć. Watchtower
Publications Index 1930-1985 [Skorowidz do publikacji Towarzystwa Strażnica
wydanych w latach 1930-1985] został starannie zredagowany, by usunąć
wszelkie wzmianki na temat „przeszczepu narządów”. Zachęcamy,
byś sprawdził to osobiście. Ten kłopotliwy rozdział historii WTS
został zamknięty, a jedyny ślad jaki po nim pozostał to martwi i
okaleczeni ludzie. Możemy niewątpliwie okazywać zadowolenie obserwując,
jak ŚJ mogą obecnie dokonywać swobodnych wyborów w kwestii
transplantacji narządów i możemy żywić tylko nadzieję, że przywódcy
WTS zechcą w końcu przyznać ŚJ wolny wybór – bez kontroli ani
sankcji – również w sprawie metod leczenia związanych z transfuzją
krwi.

|