Przeszczepy narządów - ludożerstwem

 

Tak jak początkowo rzecz się miała z krwią, również wobec przeszczepiania narządów Towarzystwo Strażnica (WTS) nie miało też swego czasu żadnych zastrzeżeń. W “Pytaniach czytelników” zamieszczonych w Strażnicy z 1 sierpnia 1961, na stronie 480 (wyd. pol. nr 6 z 1962 roku, strona 14) dość zwięźle odpowiedziano na pytanie dotyczące przeszczepu narządów:

Czy w Biblii znajduje się jakaś wypowiedź przeciwko udzielaniu zezwoleń na przeszczepienie po śmierci swych oczu na osobę żyjącą?

Pewne ugrupowania religijne niechętnie patrzą na używanie zwłok albo części zwłok do doświadczeń naukowych lub na oddawanie ich do dyspozycji naukowców w celu zastępowania pewnych części, ciała innych ludzi. Nie wydaje się, aby to wykraczało przeciw jakiejś zasadzie biblijnej lub prawu biblijnemu. Tym samym jest to kwestia, którą każdy musi rozstrzygnąć sam. Jeżeli uważa, że to jest właściwe i ma przy tym spokojne sumienie, to może tak postąpić, i nikt nie powinien go z tego powodu krytykować. Z drugiej strony nikogo nie powinno się krytykować za to, że na taką propozycję nie przystaje.

Dostrzegając zrównoważone podejście do praktyk medycznych, jakie ukazało WTS w odpowiedzi na wcześniejsze pytanie, to czyż nie jest zaskakujące, że kiedy po raz kolejny poruszono tę kwestię w roku 1967, znalazło ono jednak jakieś „zasady biblijne”?

Czy istnieje jakieś oparte na Piśmie Świętym zastrzeżenie co do ofiarowania swego ciała na badania medyczne albo przyjmowanie z takiego źródła narządów celem ich przeszczepienia?

(...) Kiedy któryś z narządów jest chory lub działa wadliwie, zazwyczaj przywraca się go do zdrowia przez odpowiednie środki odżywcze. Organizm spożytkowuje ten pokarm do zregenerowania czy wyleczenia danego narządu, stopniowo odnawiając jego komórki. Gdy uczeni dochodzą do wniosku, że ten normalny proces nie będzie dłużej przebiegał, w związku z czym proponują usunięcie danego organu i bezpośrednie zastąpienie go organem innego człowieka, usiłują dojść do celu krótszą drogą. Kto jednak poddaje się takim zabiegom, ten po prostu żyje kosztem ciała innego człowieka. Równa się to ludożerstwu. Jakkolwiek Jehowa Bóg pozwolił człowiekowi jeść mięso zwierzęce, to jednak nie udzielił nikomu zezwolenia na próbę przedłużenia swego życia przez ludożercze praktyki, polegające na przyjmowaniu do swego organizmu cudzego ciała, czy to przeżutego, czy też w postaci całego narządu lub w ogóle części ciała innego człowieka. (The Watchtower, Nov. 15, 1967, p. 702; wyd. pol. Strażnica nr 14 z 1968 roku, s. 13)

Większość ludzi byłaby zapewne zdumiona pomysłem, że przeszczep organów jest ludożerstwem, ale WTS tak to właśnie przedstawiło. A Świadkowie Jehowy mieli podporządkować się ogólnie obowiązującym regułom. Powinni raczej umrzeć lub cierpieć kalectwo, niż wyrazić zgodę na przeszczep narządu i przez następne trzynaście lat rzeczywiście tak robili. Wtedy to Jehowa Bóg najwyraźniej zmienił swoje poglądy na temat transplantacji narządów.

Podobnie jak w przypadku szczepionek, do poparcia wymysłów, że przeszczepy organów są złe, wprzęgnięto medycynę spod znaku praktyk znachorskich. Za swoje podstawowe zadanie WTS zawsze uważało podanie nam uzasadnienia, że stosowanie się do jego wymagań naprawdę wychodzi nam na korzyść. I tak samo, jak wielu Świadków Jehowy dało się przekonać i szczerze wierzy, że transfuzje krwi są dla nich czymś złym i niewłaściwym, tak wtedy zostali oni wystawieni na ten sam rodzaj propagandy odnośnie transplantacji narządów:

Niekiedy daje się zauważyć inny specyficzny objaw, tak zwane “przeszczepienie osobowości”. Znaczy to, że w niektórych przypadkach człowiek po transplantacji wykazuje jak gdyby pewne cechy osobowości dawcy przeszczepionego organu. Pewna młoda lekko się prowadząca kobieta, która otrzymała nerkę od swej starszej skromnej, przyzwoitej siostry, zrazu wydawała się bardzo rozstrojona; potem jednak pod wieloma względami zaczęła zachowywać się jak siostra. Inny pacjent twierdził, że jego pogląd na życie uległ zmianie po przeszczepieniu nerki. Pewien łagodnie usposobiony mężczyzna stał się po transplantacji agresywny, tak jak dawca. Problem ten może po większej części lub nawet całkowicie mieć podłoże psychiczne. Interesujące jest jednak przynajmniej to, że Biblia ściśle kojarzy nerki z uczuciami człowieka. (The Watchtower, Sept. 1, 1975, p. 519; wyd. pol. Strażnica nr 9 z 1977 roku, s. 16)

W tym samym czasopiśmie zamieszczono kilka doniesień medycznych o niektórych zagrożeniach związanych z transplantacją narządów, w których sprytnie uwypuklono, iż korzyści wypływające z tego typu zabiegów są równe niemal zeru, natomiast zagrożenia olbrzymie. Dostrzegliśmy już, że według tego samego wzorca WTS próbowało demonizować szczepionki; dostrzegliśmy to w stosunku do przeszczepu narządów; jak również zaobserwowaliśmy to także później, czego szczególnym dowodem są wypowiedzi na temat transfuzji krwi.

W interesujący sposób omawiano na początku kwestię transplantacji narządów, posługując się dość osobliwymi poglądami na temat serca. Tak jak w powyższym artykule dobitnie sugerowano, że przeszczep nerki powoduje zaburzenia emocjonalne, tak w przypadku serca WTS argumentowało, iż w rzeczywistości myślimy naszym literalnym sercem! Kiedy Biblia wspomina o sercu jako siedlisku naszych najgłębszych emocji i pragnień, to ludzie z reguły rozumieją to w sposób symboliczny, zgadzając się z tym, że taki stan rzeczy fizycznie ma miejsce w mózgu. Tak myśli ogół ludzi, ale nie byli przywódcy WTS:

Większość psychiatrów i psychologów skłania się do przeceniania roli umysłu i tylko w małej mierze, albo w ogóle nie uwzględnia wpływu serca, a słowem “serce” posługuje się jedynie w sensie przenośnym, bez wiązania go z tym organem ciała, który pompuje krew. (...) Serce jest cudownie skonstruowaną pompą mięśniową, ale co niemniej ważne, koncentruje się też w nim zdolność przeżywania różnych uczuć i właśnie stąd się biorą pobudki takiego czy innego postępowania. Miłość, nienawiść, pragnienia (dobre i złe), upodobania, ambicja, strach – słowem wszystko, co służy do motywacji naszych skłonności i pragnień, wypływa z serca. (The Watchtower, March 1, 1971, p. 134; wyd. pol. Strażnica nr 2 z 1972 roku, ss. 2, 3).

Wielu ŚJ wciąż jeszcze pamięta dramat, jaki przedstawiono na letnich kongresach pod hasłem „Imię Boże” (1971), na którym przekonywano, że naprawdę gromadzimy informacje w naszych sercach, co zilustrowano za pomocą wielkich, świecących mówiących modeli serca i mózgu! Wystarczy wspomnieć, że ŚJ mający jakiekolwiek pojęcie o nauce czy medycynie byli głęboko zakłopotani takim przedstawieniem tematu. Wyraźnie odmalowało to niebezpieczeństwo tkwiące w pozwalaniu ludziom o tak płytkim zrozumieniu tego zagadnienia opartym na znachorstwie na podejmowanie decyzji w kwestiach dotyczących życia lub śmierci społeczności milionów ŚJ.

I nie były to jedynie czysto akademickie rozważania! Zakaz przeszczepu narządów opierał się na poglądzie, jaki ponownie zapożyczono z wieloletniego zakazu szczepionek. Podtrzymywanie atmosfery strachu przed transplantacją organów, a zwłaszcza przeszczepem serca, ukazuje poniższe powoływanie się na oświadczenia znachorów:

W Medical World News (z 23 maja 1969 roku) ukazał się artykuł zatytułowany “Jak nowe serce działa na mózg?” Podano w nim następującą informację: “W Instytucie Medycznym stanu Stanford w ubiegłym roku 45-letni mężczyzna otrzymał nowe serce od 20-letniego dawcy i wkrótce potem oznajmił wszystkim znajomym, że właśnie obchodzi swe dwudzieste urodziny. Inny pacjent postanowił, że będzie wiódł życie odpowiadające nienagannej opinii wybitnego miejscowego obywatela, który został dawcą jego nowego serca. A trzeci mężczyzna po otrzymaniu serca kobiety zaczął zdradzać obawy przed niewieścieniem, chociaż nieco się uspokoił, gdy się dowiedział, że niewiasty żyją dłużej od mężczyzn. Według wypowiedzi psychiatry Donalda T. Lunde’a, konsultanta zespołu operacyjnego chirurga Normana Shumway’a, który dokonywał przeszczepów w Stanford, ci pacjenci reprezentują niektóre z mniej poważnych zaburzeń umysłowych (kursywa nasza), z zaobserwowanych w serii 13 transplantacji, jakie przeprowadził dr Shumway w ciągu 16 miesięcy”. W artykule tym podano dalej: “Chociaż pięciu pacjentów z tej serii przeszczepów żyje dotąd, to znaczy żyło do pierwszych dni tego miesiąca, a czterech z nich prowadziło w domu dość normalne życie, to jednak trzej inni popadli w psychozę, zanim w ubiegłym roku zmarli, a u dwóch dalszych pojawiły się cierpienia psychiczne w roku bieżącym”. (The Watchtower, March 1, 1971, p. 134; wyd. pol. Strażnica nr 2 z 1972 roku, ss. 3, 4).

Wymysł, że osobowość danej osoby może ulec zmianie dzięki nowemu organowi ciała był także – jak pamiętamy – stosowany do popierania zakazu szczepionek. Później zaczęliśmy zauważać, jak tego samego poglądu zaczęto używać do wywoływania anty-krwawej histerii wśród ŚJ. Kiedy WTS podawało argumenty na poparcie niebezpieczeństwa związanego z przeszczepem narządów, ponownie odwoływało się do wypowiedzi szarlatanów:

Znamienny jest też fakt, że pacjenci, którym przeszczepiono serce, a przy tym oczywiście poprzecinano nerwy łączące serce z umysłem, cierpią po operacji na poważne zaburzenia natury psychicznej. Nowe serce wprawdzie jest zdolne do działania jako pompa, gdyż ma własny układ nerwowy i mechanizm synchronizujący rytm jego pracy, niezależny od ogólnego systemu nerwowego, ale tak samo jak leniwie reaguje teraz na zewnętrzne wpływy, tak też w niewielkim tylko stopniu albo wcale nie przekazuje do mózgu wyraźnych bodźców emocjonalnych. Nie wiadomo jeszcze, w jakiej mierze zakończenia nerwowe ciała i nowego serca potrafią się ze sobą z biegiem czasu połączyć, ale nie można wspomnianego czynnika wykluczyć spośród przyczyn powodujących dezorientację i ciężkie zaburzenia umysłowe, obserwowane u pacjentów z przeszczepionym sercem. (The Watchtower, March 1, 1971, p. 135; wyd. pol. Strażnica nr 2 z 1972 roku, s. 4)

W tym samy artykule WTS przekonywało nawet, że ludzie, którzy przyjęli podarowane im serce utracili swoją osobowość; mało tego – dano do zrozumienia, że osoby mające serce kogoś innego, tak naprawdę stały się ludźmi bez serca!

Pacjenci tacy mają otrzymane od dawców pompy do tłoczenia krwi, ale czy spełniają wszystkie warunki na których podstawie można by powiedzieć, iż mają “serce”? Jedno jest pewne, że pozbywszy się własnych serc, postradali też wypracowane przez całe lata właściwości swoich “serc”, którymi się charakteryzowała ich osobowość.

Uzasadnienia, jakich WTS udzielało w oparciu o sytuacje z życia codziennego na temat swojego dosłownego postrzegania serca i umysłu, okazywały się niekiedy w sposób niezamierzony zabawne:

Dla lepszego uprzytomnienia sobie tych zależności załóżmy, że masz akurat zadecydować o kupnie nowego garnituru lub sukni. Najpierw umysł stwierdza stan faktyczny. Dotychczasowe ubranie być może już się wysłużyło albo trzeba coś dokupić z jakiegoś innego słusznego powodu. W tej sytuacji oczywiście serce zgłasza swoje postulaty, gdyż tkwi w nim pragnienie dobrego zaprezentowania się otoczeniu. Serce i umysł są zgodne co do tego, że pora nabyć nowe ubranie albo suknię. Umysł zbiera teraz wiadomości na temat cen, jakości, fasonów i tym podobnych szczegółów, wobec czego udając się po ten zakup masz dość dobre wyobrażenie o tym, jakie ubranie lub suknie wybrać. Tymczasem przybywszy do sklepu widzisz wystawione niesłychane atrakcje, po prostu czyhające na impulsywnych klientów. Dana rzecz właściwie nie jest dla ciebie praktyczna; kosztuje znacznie więcej niż przewidywały twoje plany; ale serce – jakże potrafiło ująć twoje serce. Prawdziwe “marzenie twego serca”! Co się teraz stanie? Jaka decyzja zapadnie? Czy przeważy to, co praktyczne i przemyślane, czy raczej owo nowo powstałe pragnienie serca? Jeżeli nie będziesz się mieć na baczności serce pokona umysł. (The Watchtower, March 1, 1971, p. 140; wyd. pol. Strażnica nr 2 z 1972 roku, s. 8)

W czasie, kiedy jednocześnie z przeszczepem narządów zabraniano transfuzji krwi, w literaturze często stawiano pomiędzy nimi znak równości. W jednym przypadku, gdy anonimowy ŚJ przeszedłszy operację opisywał historię swego życia w czasopiśmie Awake! (Przebudźcie się!), na temat niebezpieczeństw związanych z transfuzją krwi napisał tak:

Niezwykłą nagrodą stało się dla mnie ujrzenie dowodów niemalże z pierwszej ręki, które poświadczały prawdziwość wskazówek biblijnych co do krwi. Osoby związane ze środowiskiem medycznym same stopniowo dochodzą do przekonania, że krew nie jest nieskażonym środkiem ratującym życie. Transfuzja krwi jest obecnie uznawana za niebezpieczny zabieg, który – tak jak każdy inny przeszczep narządu – jest niczym hazard. (Awake!, March 22, 1974, p. 21)

Nieco dalej dodaje:

Obecnie wykonuje się znacznie więcej przeszczepów rozmaitych narządów – nerek, serc, płuc i wątroby (...) Ponieważ mam powody wierzyć w pogląd Stwórcy odnośnie transplantacji organów, mam też poważne zastrzeżenia co do stosowności takich praktyk z punktu widzenia Pisma Świętego. (ibid. p. 23)

Zamieszczane w literaturze WTS ciekawostki dotyczyły nie tylko przerażających transfuzji krwi, ale podawano w nich także mocno wyolbrzymione opisy niebezpieczeństw związanych z przeszczepami organów. W wielu wydaniach czasopisma Przebudźcie się! możemy w rubryce „Obserwujemy świat” znaleźć tego rodzaju informacje:

Horror związany z transfuzją

Jak donosi Wiesbadener Kurier, ubiegłego roku w niemieckiej Klinice Uniwersyteckiej w Kiel dwoje dzieci zostało zarażonych syfilisem poprzez transfuzję krwi. Zakażenie przeniosło się na rodziców. Ze względu na nieznajomość źródła pochodzenia choroby jedna z tych rodzin uległa rozpadowi, gdyż małżonkowie wzajemnie oskarżali się o niewierność. Chociażby nawet przed sądem doszło do ujawnienia prawdy, to i tak spowodowało to wiele szkód. „Dwoje ludzi mówiło przeciwko sobie takie słowa, że teraz po ujawnieniu prawdy, nie mogą ochłonąć ze wstydu” – zauważono w artykule.

Większe komplikacje po przeszczepach

Niedawno doniesiono, że zachorowalność na raka jest 100 razy wyższa wśród biorców przeszczepianych narządów, niż u reszty populacji świata. Jednak według dr Wolffa M. Kirscha z Centrum Medycznego Uniwersytetu Kolorado przypadki występowania guza mózgu są aż „o 1,000 razy częstsze”. Jak mówi, przedłużająca się terapia zachowawcza mająca na celu ochronę przed odrzuceniem nowego organu, często doprowadza pacjenta „w pułapkę patologicznych procesów”. Rokowania na pomoc takim pacjentom są „ponure”. (Awake!, Feb. 22, 1974, pp. 30-31)

Wyraźnie wskazuje więc to, że redaktorzy WTS przeglądają gazety i czasopisma z całego świata, aby znaleźć tego rodzaju artykuły, nie podając przy tym oczywiście ani jednej wzmianki o pozytywnych skutkach transfuzji krwi czy przeszczepu narządu przez cały czas obowiązywania zakazu. Ponieważ większość ŚJ nie szuka na ten temat informacji z zewnątrz, rezultat jest taki, iż niemal wszyscy nie mają prawdziwego pojęcia o rzeczywistych korzyściach i ryzyku związanych z terapią opartą na transfuzji.

Zakaz przeszczepiania narządów nie okazał się na dłuższą metę trwały. Nie podano bezpośredniego powodu zmiany, a WTS ogólnikowo oświadczyło, że jest to sprawa, „którą każdy Świadek Jehowy musi rozstrzygnąć zgodnie z własnym sumieniem”.

Czy zbór powinien przedsięwziąć jakieś działanie, gdy ochrzczony chrześcijanin da sobie przeszczepić organ ludzki, jak na przykład rogówkę oka lub nerkę?

Zabranie określonej tkanki lub kości jednemu człowiekowi i przeszczepienie jej drugiemu jest sprawą, którą każdy Świadek Jehowy musi rozstrzygnąć zgodnie z własnym sumieniem. Niektórzy chrześcijanie mogą uważać, że przyjęcie do swojego organizmu jakiejkolwiek tkanki bądź części ciała innej osoby przypomina ludożerstwo. (...) Inni szczerzy chrześcijanie doby dzisiejszej uważają, że Biblia nie wyklucza jednoznacznie transplantacji organów. (...) Można by też argumentować, że transplantacja różni się od kanibalizmu, gdyż dawca nie musi być uśmiercony dla dostarczenia pożywienia (The Watchtower, March 15, 1980, p. 31; wyd. pol. Strażnica nr 2 z 1982 roku, s.24)

I znowu, tak jak miało to miejsce w czasie obowiązywania zakazu szczepień, i teraz nie znalazło się ani jedno słowo przeprosin dla tych, którzy ponieśli z tego tytułu szkody. Poza tym, WTS jest nie do końca uczciwe kiedy stwarza pozory, że „szczerzy chrześcijanie uważają” cokolwiek na ten temat, podczas gdy to właśnie WTS mówi im, jak mają „uważać”. Nie inaczej jest z zakazem krwi – „szczerzy chrześcijanie” nie mają swobody w podejmowaniu decyzji, mają jedynie „swobodę” robić dokładnie to, co mówi im WTS. Kiedy poszczególni ŚJ narażają na szwank swoje życie, robią tak dlatego, iż mają nakaz takiego postępowania pod groźbą wykluczenia ze społeczności, oraz z przekonania, że Towarzystwo Strażnica wypowiada się w imieniu Boga. Ciśnie się nam tutaj pytanie – Czy to Jehowa Bóg zmienił swoje zapatrywania na te kwestie, czy to raczej WTS było po prostu w błędzie?

Pomimo zaprzestania podawania informacji rodem z horrorów na temat przeszczepiania narządów, to wyolbrzymiane doniesienia o niebezpieczeństwach związanych z transfuzjami krwi znajdujemy po dziś dzień. Zmiana poglądów WTS na temat transplantacji serca, została uwidoczniona w jednym z artykułów opublikowanym po zniesieniu zakazu przeszczepów:

"Bezkrwawe” przeszczepienie serca

W październiku ubiegłego roku do szpitala w Cloveland w stanie Ohio przywieziono trzyletnią Chandrę Sharp, której serce było nie tylko powiększone, ale też odmawiało jej posłuszeństwa. Stwierdzono niedożywienie i zahamowanie rozwoju. Dziewczynka ważyła dziewięć kilogramów i wymagała transplantacji serca. Dawano jej zaledwie parę tygodni życia. Rodzice przystali na dokonanie przeszczepu, ale nie zgodzili się by przetoczono krew. Są Świadkami Jehowy.

Chirurg – doktor Charles Fraser – nie robił z tego kwestii. Wydawane w Michigan czasopismo The Flint Journal z 1 grudnia 1993 roku donosiło: „Zdaniem Frasera klinika w Cloveland oraz inne ośrodki lecznicze nabierają biegłości w przeprowadzaniu wielu zabiegów chirurgicznych – nie wyłączając transplantacji – bez wprowadzania obcej krwi do organizmu chorego. ‘Pogłębiliśmy wiedzę o sposobach oszczędzania krwi oraz o wypełnianiu płuco-serca płynami niekrwiopochodnymi’ – powiedział Fraser” Następnie dodał: „W niektórych szpitalach specjalistycznych już od dziesięcioleci nie używa się krwi podczas dużych zabiegów sercowo-naczyniowych. (...) Za każdym razem staramy się wykonywać operację bez [przetaczania] krwi”. (Awake!, May 22, 1994, p. 7; wyd. pol. Przebudźcie się! z 8 czerwca 1994, s. 7)

W świetle wcześniejszego zakazu przeszczepiania narządów – a transplantacji serca w szczególności – tak nieoczekiwane zachwalanie bezkrwawego przeszczepienia serca trąci ironią. Czyżby do tej pory nie wiedzieli, że serce nie jest niczym więcej niż tylko pompą dla krwi? Nie, zdanie na ten temat zmieniono dziesięć lat wcześniej:

Jak wobec tego mamy rozumieć wyraz „serce”? (...) Ileż to różnych funkcji i zdolności kojarzy się z sercem! Czy wszystkie dosłownie biorą się stamtąd? Trudno byłoby tak twierdzić. (...) prawie w tysiącu innych miejsc wyraz „serce” występuje w sensie przenośnym. Nie znaczy to bynajmniej, że między literalnym a symbolicznym sercem nie ma żadnego związku. (The Watchtower, Sept. 1, 1984, pp. 3-7; wyd. pol. Strażnica nr 6 z 1985 roku, ss. 3-5).

Kolejny żałosny zwrot zauważamy dwa lata później, kiedy to w tym samym czasopiśmie powiedziano:

Starożytni Egipcjanie wierzyli że literalne serce jest siedliskiem inteligencji i uczuć. Uważali też, że ma własną wolę. Według Babilończyków mieściło ono zarówno rozum, jak i miłość. Grecki filozof Arystoteles nauczał, iż serce jest siedzibą zmysłów i królestwem duszy. Jednakże w miarę upływu czasu i rozwoju wiedzy poglądy te zarzucano. W końcu uznano, że serce to po prostu pompa umożliwiająca obieg krwi w organizmie. (The Watchtower, June 1, 1986, p. 15; wyd. pol. Strażnica nr 20 z 1986 roku, s. 13)

Artykuł nie przypomina jednak czytelnikowi, że zaledwie dwa lata wcześniej WTS nauczało tak samo, jak wspomniani starożytni! Poszukujący informacji ŚJ, którzy nie pamiętają tego zakazu mogą nigdy ich nie znaleźć. Watchtower Publications Index 1930-1985 [Skorowidz do publikacji Towarzystwa Strażnica wydanych w latach 1930-1985] został starannie zredagowany, by usunąć wszelkie wzmianki na temat „przeszczepu narządów”. Zachęcamy, byś sprawdził to osobiście. Ten kłopotliwy rozdział historii WTS został zamknięty, a jedyny ślad jaki po nim pozostał to martwi i okaleczeni ludzie. Możemy niewątpliwie okazywać zadowolenie obserwując, jak ŚJ mogą obecnie dokonywać swobodnych wyborów w kwestii transplantacji narządów i możemy żywić tylko nadzieję, że przywódcy WTS zechcą w końcu przyznać ŚJ wolny wybór – bez kontroli ani sankcji – również w sprawie metod leczenia związanych z transfuzją krwi.