|
|
|
'Pamiętał o swoim Stwórcy w kwiecie swego wieku' (Przebudźcie się! z 8 czerwca 1994, ss.3-8)
„ „W
wieku 11 lat zaniósł w tornistrze do szkoły
trzy młode szopy pracze, które znalazł
przy drodze. Kiedy weszła nauczycielka,
w klasie wrzało — dzieci tłoczyły się wokół
jego teczki i rozprawiały zapamiętale. Nauczycielka
zajrzała do środka, a gdy zobaczyła szopy, zabrała Adriana razem z nimi
do schroniska dla osieroconych zwierząt. Na
samą myśl o utracie swych ulubieńców Adrian zalał się łzami, ale gdy
zwiedził schronisko i zobaczył, że
małe lisy oraz inne osierocone zwierzęta są w dobrych rękach,
zgodził się zostawić tam swoje szopy". „Adrian
nie był niegrzeczny", ciągnie dalej
ojciec, „był po prostu żywy jak iskra. Miał
bujną wyobraźnię, toteż nigdy się nie nudził". Matka
opowiada o jeszcze innych cechach Adriana — lubił przebywać w domu z
rodziną i był bardzo życzliwym chłopcem.
„Dzieci w szkole mówiły, że
nikomu nie zrobiłby krzywdy” — wspomina. „Do jego
klasy chodziła uczennica w pewnym stopniu ograniczona
umysłowo. Jeździła razem z Adrianem
autobusem szkolnym. Od matki tej dziewczynki
dowiedzieliśmy się, że inne dzieci
naśmiewały się z jej córki, ale Adrian zawsze odnosił się do niej z
szacunkiem i ze szczególną uprzejmością.
Miał w sobie coś z osoby dorosłej
— był wrażliwym chłopcem o
bogatym wnętrzu, które nieczęsto ukazywał,
ale gdy to robił, zaskakiwał nas niezwykle trafnymi spostrzeżeniami". Na
koniec tej charakterystyki syna mówi:
„Kiedy zachorował, szybko osiągnął dojrzałość
emocjonalną i umocnił swe usposobienie
duchowe". Był
nieugięty — żadnej krwi! Zachorował?
Właśnie. Wszystko zaczęło się w marcu 1993 roku, gdy Adrian miał 14 lat.
W jego żołądku wykryto szybko rosnący
guz. Lekarze chcieli wykonać biopsję, ale
obawiali się silnego krwawienia i wspominali
o konieczności przetoczenia krwi. Adrian
się na to nie zgodził. Był nieugięty.
Ze łzami w oczach oświadczył: „Gdyby podano
mi krew, nie mógłbym żyć w zgodzie
z sobą”. Należał do rodziny Świadków Jehowy,
którzy wystrzegają się transfuzji, kierując
się zasadami biblijnymi wyłuszczonymi
na przykład w Księdze 3 Mojżeszowej
17:10-12 i w Dziejach Apostolskich 15: 28,
29. Kiedy
w Szpitalu Dziecięcym dr Charlesa A.
Janeway'a w St. John's na Nowej Fundlandii
Adrian oczekiwał na biopsję bez użycia
krwi, doktor Lawrence Jardine, onkolog,
zapytał go, co sądzi na temat transfuzji. „To,
czy moi rodzice są, czy nie są Świadkami
Jehowy, nie ma tu znaczenia” — powiedział
Adrian. „I tak nie przyjąłbym krwi". Doktor
Jardine zapytał: „Czy zdajesz sobie sprawę, że jeśli nie przyjmiesz
krwi, możesz umrzeć?” „Tak”. „I
jesteś na to gotów?” „Jeśli
tak będzie trzeba”. Obecna
przy rozmowie matka Adriana zapytała: „Dlaczego zajmujesz takie stanowisko?” Chłopiec
odrzekł: „Mamo, to byłaby kiepska
zamiana. Gdybym przeciwstawił się Bogu, żeby
sobie pożyć teraz parę lat dłużej, i
przez takie nieposłuszeństwo utracił możliwość
zmartwychwstania oraz życia wiecznego w raju na ziemi, to postąpiłbym po prostu
niemądrze!” (Psalm 37:10, 11; Przypowieści
2:21, 22). Dnia
18 marca wykonano biopsję, która ujawniła
obecność pokaźnego chłoniaka. Po pobraniu
i zbadaniu szpiku kostnego obawy okazały
się uzasadnione: chłopiec zachorował
na białaczkę. W tej sytuacji doktor Jardine
uznał, iż Adrian może przeżyć jedynie
dzięki bardzo intensywnej chemioterapii,
skojarzonej z przetaczaniem krwi. Niemniej Adrian dalej zdecydowanie odmawiał przyjęcia
transfuzji. Rozpoczęto więc chemioterapię
bez krwi. Ponieważ
leczenie weszło w fazę krytyczną, zachodziła obawa, iż sprawą zainteresuje
się Departament Opieki nad Dzieckiem i
zwróci się do sądu o ograniczenie władzy rodzicielskiej i zezwolenie na
podawanie chłopcu
krwi. Prawo zezwala na samodzielne
wybieranie sposobu leczenia osobom w wieku od lat 16 wzwyż. Ktoś młodszy może
skorzystać z takiej możliwości jedynie wtedy,
gdy zostanie uznany za dojrzałego nieletniego. W
Sądzie Najwyższym Nowej Fundlandii W niedzielny poranek 18 lipca zastępca przewodniczącego Departamentu Opieki nad Dzieckiem rzeczywiście wszczął postępowanie sądowe o wydanie zarządzeń opiekuńczych. Spiesznie zwrócono się do wybitnego i poważanego adwokata z St. John's, Davida C. Daya, Doradcy Królowej, i poproszono go o reprezentowanie Adriana. Tego samego dnia o godzinie 15.30 sprawa trafiła do Sądu Najwyższego Nowej Fundlandii. Posiedzeniu przewodniczył sędzia Robert Wells. „Życie
ciała jest we krwi” Krew
jest niewiarogodnie skomplikowana i
dociera do każdej komórki organizmu. Jedna jej
kropla zawiera 250 000 000 krwinek czerwonych,
przenoszących tlen i usuwających dwutlenek
węgla, 400000 krwinek białych, które
wyszukują i niszczą intruzów, oraz 15
000 000 krwinek płytkowych. Te ostatnie błyskawicznie
gromadzą się w miejscu skaleczenia, po czym krzepną, tamując upływ krwi. Wszystkie
krwinki są zawieszone w przezroczystym,
żółtawym osoczu, utworzonym z setek
składników mających żywotne znaczenie dla
rozlicznych funkcji krwi. Uczeni nie do końca
rozumieją, jakie są jej zadania. Nic dziwnego, że Jehowa Bóg, Stwórca tej cudownej substancji, oświadczył: „życie ciała jest we krwi" (3 Mojżeszowa 17:11, 14). W
toku rozprawy doktor Jardine jednoznacznie
oświadczył sędziemu, że jego zdaniem
Adrian to dojrzały młody człowiek, który jest zdecydowanie przeciwny przyjmowaniu
krwi, i że obiecał mu nie stosować
żadnej terapii wymagającej użycia krwi.
Na pytanie sędziego Wellsa, czy przetoczyłby
krew, gdyby takie było orzeczenie sądu,
doktor Jardine odrzekł: „Nie, ja osobiście
bym tego nie zrobił". Nadmienił, iż zdaniem Adriana zagroziłoby to jego
biblijnej nadziei na życie wieczne. Swoim szczerym
zeznaniem ów wybitny lekarz bardzo zaskoczył
obecnych, a przy tym podniósł na
duchu rodziców Adriana, którym napłynęły
do oczu łzy radości. „Proszę
o uszanowanie mojej osoby oraz moich życzeń” Po
wznowieniu rozprawy w poniedziałek 19
lipca David Day przedłożył kopie pisemnego oświadczenia, które sporządził i podpisał Adrian — zbyt chory, aby przybyć do sądu. Chłopiec wyraził w nim własne życzenie co do niepodawania mu
krwi ani jej składników w trakcie terapii przeciwnowotworowej. Napisał: „Kiedy
człowiek jest chory, bardzo dużo rozmyśla,
a kiedy ma raka i wie, że może umrzeć,
to myśli właśnie o tym. (...) Nigdy nie
przyjmę krwi ani nie pozwolę, żeby mi ją przetoczono. Wiem, że jeśli nie
dostanę krwi,
mogę umrzeć. Ale to moja decyzja. Nikt mnie do tego nie namówił. Mam ogromne
zaufanie do doktora Jardine'a. Wierzę, iż dotrzyma słowa. Powiedział, że zastosuje
intensywne leczenie i w żadnym wypadku
nie poda mi krwi. Omówił ze mną związane
z tym zagrożenia. Rozumiem je. Wiem
o najgorszym. (...) Gdybym otrzymał krew
w jakiejkolwiek postaci, odebrałbym to
jako gwałt zadany mojemu ciału. Po czymś
takim nie chciałbym już swego ciała.
Nie mógłbym z tym żyć. Nie życzę sobie
żadnego leczenia, które by wymagało
zastosowania krwi lub choćby zakładało taką
ewentualność. Będę się przeciwstawiał
użyciu krwi”. Swoje dobrowolne, oficjalne
oświadczenie Adrian zakończył słowami:
„Bardzo proszę o uszanowanie mojej osoby oraz moich życzeń”. Cała
rozprawa przebiegała bez Adriana, który
był przykuty do szpitalnego łóżka, toteż
sędzia Wells wyraził chęć odwiedzenia
go wraz z Davidem Dayem. W swej relacji z tej
wizyty pan Day wspomniał, że wypowiedzi Adriana wywarły na sędzi duże
wrażenie. Streścił je następująco:
„Wiem, że jestem bardzo chory i
że mogę umrzeć. Niektórzy lekarze
twierdzą, iż podanie krwi pomoże.
Nie jestem o tym przekonany, bo czytałem
o różnych zagrożeniach z tym związanych.
Tak czy owak, jest to sprzeczne z moją
wiarą. Uszanujcie ją, a uszanujecie
mnie samego. Jeżeli nie uszanujecie mojej wiary, zadacie mi gwałt. A
jeśli ją uszanujecie, będę mógł z godnością
spojrzeć w oczy chorobie. Wiara to prawie wszystko, co
mi zostało i co jest mi najbardziej potrzebne do toczenia walki z chorobą”. Pan
Day poczynił też kilka osobistych spostrzeżeń o Adrianie: „Swą śmiertelną
chorobę
potrafił znosić z cierpliwością, spokojem
ducha i męstwem. W jego oczach kryła
się stanowczość, w głosie niezachwiana
ufność, a w sposobie bycia — odwaga. Ale nade wszystko z jego słów i
gestów przebijała niezłomna wiara. Była jego wizytówką.
Bezlitosna choroba zmusiła go do znalezienia
pomostu między światem dziecięcych marzeń a rzeczywistością dorosłych.
Pomogła mu w tym jego wiara. (...) W
moim odczuciu był osobą prostolinijną i
prawdomówną. (...) Nie wykluczałem ewentualności,
że to rodzice narzucili mu swą
niechęć do leczenia krwią. (...) Nabrałem
jednak pewności, że życzenie co do leczenia
bez krwi wypływało z jego własnych
przekonań”. Przy
innej okazji pan Day wspomniał, iż dla Adriana jego wierzenia „były droższe
nad
życie", po czym dodał: „Kiedy sobie przypomnę,
jak ów nieugięty młodzieniec stawia
czoło takim przeciwnościom, wszelkie
moje klęski życiowe wydają mi się mało ważne.
Na zawsze głęboko wrył mi się w pamięć.
Jest dojrzałym nieletnim, odznaczającym
się niespotykaną odwagą, wnikliwością i inteligencją”. Adrian
uznany za dojrzałego nieletniego W
poniedziałek 19 lipca zakończono rozprawę
i sędzia Wells ogłosił werdykt, który
zamieszczono później w periodyku prawniczym
Human Rights Law Journal z 30 września
1993 roku. Oto fragmenty: „Na
podstawie poniższego uzasadnienia oddala
się wniosek dyrektora Departamentu Opieki nad Dzieckiem — nie zachodzi potrzeba
ochrony dziecka, nie dowiedziono
konieczności przetoczenia bądź iniekcji krwi albo jej składników, a w tym
konkretnym
wypadku mogłoby się to nawet okazać szkodliwe. „Jeśli
wskutek zmiany okoliczności nie okaże się
niezbędne wydanie dalszego orzeczenia,
zabrania się stosowania krwi lub jej składników
w leczeniu tego chłopca i zostaje on
uznany za dojrzałego nieletniego, którego
życzenia w kwestii leczenia bez krwi
bądź jej składników należy respektować.
(...) „Młodzieniec
ten niewątpliwie jest bardzo odważny. Moim
zdaniem znajduje się pod opieką
kochającej i troskliwej rodziny, a swą
udrękę znosi z ogromnym hartem ducha.
Jego poglądy religijne głoszą między innymi,
że wprowadzanie do organizmu pod jakimkolwiek
pozorem krwi lub jej składników jest
moralnie złe (...) Miałem możność zapoznać się z pisemnym oświadczeniem
woli, przygotowanym wczoraj przez A.,
wysłuchałem również zeznań jego matki, a poza tym osobiście
rozmawiałem z A. „Nie
mam wątpliwości, iż całym sercem wierzy
on, że przyjęcie krwi jest czymś złym
i że wmuszenie mu jej w omawianych okolicznościach
byłoby atakiem na jego ciało, na jego życie prywatne i na całe jego
jestestwo i mogłoby poważnie odbić się na
jego sile i zdolności radzenia sobie w czekającej
go przerażającej próbie — bez względu
na ostateczny wynik. „Zgadzam
się z trafną uwagą lekarza, iż pacjent
musi współpracować i mieć pozytywny
stosunek do chemioterapii bądź do innego
rodzaju leczenia przeciwnowotworowego,
by pojawiła się jakakolwiek nadzieja, realna nadzieja na powodzenie, a
wymuszenie na pacjencie czegoś sprzecznego
z głęboko zakorzenionymi wierzeniami w ogromnym stopniu zmniejszyłoby jego
podatność na leczenie. (...) „Sądzę, że wskutek swych przeżyć A. osiągnął taką dojrzałość, jaka byłaby czymś niezwykłym u piętnastolatka, który nie przeżył tego, czego on musi doświadczać, a czemu dzielnie stawia czoło. Osobiście nie wyobrażam sobie dramatyczniejszej sytuacji i przypuszczam, że zarówno on, jak i jego rodzina czerpią siły między innymi ze swej wiary. Moim zdaniem na skutek dotychczasowych przeżyć A. osiągnął niespotykany u piętnastoletniej osoby stopień dojrzałości. Tragiczne doświadczenia sprawiły, iż chłopiec, z którym rozmawiałem dzisiejszego ranka, bardzo się różni od typowego piętnastolatka. W
październiku ubiegłego roku do szpitala w
Cleveland w stanie Ohio przywieziono trzyletnią
Chandrę Sharp, której serce było nie tylko powiększone, ale też
odmawiało jej posłuszeństwa.
Stwierdzono niedożywienie i zahamowanie
rozwoju. Dziewczynka ważyła dziewięć
kilogramów i wymagała transplantacji serca.
Dawano jej zaledwie parę tygodni życia. Rodzice
przystali na dokonanie przeszczepu, ale nie zgodzili się, by przetoczono krew.
Są Świadkami Jehowy. Chirurg—doktor
Charles Fraser — nie robił z
tego kwestii. Wydawane w Michigan czasopismo The Flint Journal z l
grudnia 1993 roku donosiło:
„Zdaniem Frasera klinika w Cleveland oraz
inne ośrodki lecznicze nabierają biegłości
w przeprowadzaniu wielu zabiegów chirurgicznych
— nie wyłączając transplantacji — bez
wprowadzania obcej krwi do organizmu chorego. 'Pogłębiliśmy wiedzę o
sposobach oszczędzania
krwi oraz o wypełnianiu płuco-serca płynami niekrwiopochodnymi' — powiedział
Fraser". Następnie dodał: „W niektórych szpitalach
specjalistycznych już od dziesięcioleci nie używa się krwi podczas dużych
zabiegów
sercowo-naczyniowych. (...) Za każdym razem
staramy się wykonywać operację bez [przetaczania]
krwi". Dnia 29 października chirurg ten przeszczepił Chandrze serce bez transfuzji. Z informacji przekazanej w miesiąc po zabiegu wynika, iż Chandra czuje się dobrze. „Myślę,
że jest wystarczająco dojrzały, aby
z przekonaniem wypowiadać się o swoich
poglądach, co też wobec mnie uczynił
(...) Ponadto uznaję, że należy (...) uwzględnić
jego prośbę, i tak właśnie robię. Nie
życzy sobie podawania mu
jakichkolwiek
substancji krwiopochodnych i nie mam
wątpliwości co do tego, że gdyby dyrektor
[Departamentu Opieki nad Dzieckiem]
na mocy orzeczenia sądu w jakiś sposób
naruszył jego życzenie, wówczas wyraźnie
i wręcz namacalnie odbiłoby się to na
pomyślności [A.] (...) Co więcej, gdyby wskutek
tej choroby faktycznie miała go spotkać
śmierć [mimo transfuzji] — a jest to
wysoce prawdopodobne — oczekiwałby jej
(zważywszy na jego przekonania religijne)
rozgoryczony i przygnębiony, co byłoby ze
wszech miar niepożądane. Wszystko to biorę
pod uwagę. (...) „Uwzględniając
powyższe okoliczności, uważam,
iż oddalenie prośby o zastosowanie składników
krwi w leczeniu A. jest uzasadnione”. Podziękowanie
dla sędziego Wellsa Świadom
nadchodzącej śmierci chłopiec przekazał
sędziemu Robertowi Wellsowi nader wzruszające podziękowanie, czyniąc to
za pośrednictwem pana Davida Daya, który
powiedział: „Byłoby zaniedbaniem z
mojej strony, gdybym w imieniu swego klienta,
z którym przez chwilę dziś rozmawiałem
po pańskim wyjściu ze szpitala, nie przekazał
podziękowań płynących z głębi jego
serca — a jest ono wielkie — za to, że niezwłocznie
zajął się pan tą sprawą, okazując
przy tym wrażliwość i ogromną rzetelność.
Mój klient jest panu za to niezmiernie
wdzięczny, panie sędzio, i pragnę, by
wzmianka o tym znalazła się w aktach sprawy.
Dziękuję”. A
oto jak o zakończeniu tej historii opowiada matka Adriana: „Po
rozprawie Adrian zapytał doktora Jardine'a:
‘Ile mi jeszcze zostało?’ ‘Tydzień może
dwa’ — odpowiedział lekarz. Zauważyłam,
jak mój syn uronił łzę spod zaciśniętych
powiek. Chciałam go przytulić, ale odrzekł:
‘Nie, mamo, modlę się’. Po chwili zapytałam:
‘Adrianie, jak ty to znosisz?’ ‘Mamusiu,
nawet jeśli umrę, i tak będę żył. Skoro
pozostały mi dwa tygodnie, to chcę je dobrze
wykorzystać. A więc głowa do góry’. „Pragnął
odwiedzić kanadyjski oddział Towarzystwa
Strażnica w Georgetown. Jego
życzenie się spełniło. Popływał tam w basenie
razem ze swym kolegą. Poszedł też na mecz baseballowy, rozegrany przez drużynę
Blue Jays, i zrobił sobie zdjęcie z niektórymi
zawodnikami. Ale co najważniejsze,
oddał się w sercu na służbę Jehowie Bogu
i zapragnął poświadczyć to przez zanurzenie w wodzie. W tym czasie stan jego
zdrowia się pogorszył, toteż musiał wrócić do
szpitala i tam już pozostać. Pielęgniarki
życzliwie umożliwiły mu skorzystanie z
jednego ze stalowych zbiorników w pomieszczeniu fizykoterapii, gdzie został ochrzczony
12 września. Następnego dnia, 13
września, zmarł. „W
zakładzie pogrzebowym nie pamiętano tak dużego pogrzebu: obecne były pielęgniarki,
lekarze, rodzice pacjentów, koledzy
z klasy, sąsiedzi oraz liczne grono duchowych
braci i sióstr z różnych zborów. Chociaż byliśmy jego rodzicami, nigdy nie
zdawaliśmy sobie sprawy z mnóstwa przymiotów, które przejawiał nasz syn,
gdy znosił
ten bezlik udręk — przymiotów takich jak
uprzejmość i rozwaga, stanowiących element
jego rozwijającej się osobowości chrześcijańskiej.
Psalmista rzekł w natchnieniu: ‘Oto
synowie są dziedzictwem od Jehowy’. Tak
właśnie było w jego wypadku, toteż wyglądamy chwili, gdy ujrzymy go w nowym,
sprawiedliwym świecie, który Jehowa ustanowi
już niebawem na rajskiej ziemi” (Psalm
127:3, NW; Jakuba 1:2, 3). Oby
spełniła się na Adrianie obietnica Jezusa, zapisana w Ewangelii według Jana 5:28,
29: „Nie dziwcie się temu, ponieważ
nadchodzi godzina, w której wszyscy w
grobowcach pamięci usłyszą jego głos i
wyjdą: ci, którzy czynili to, co dobre, na zmartwychwstanie
życia; ci, którzy się dopuszczali tego, co podłe, na zmartwychwstanie sądu”
(NW). Odmawiając
transfuzji krwi, która być może
przedłużyłaby mu obecne życie, Adrian
Yeatts pokazał, że należy do licznego grona młodych ludzi, dających
pierwszeństwo
Bogu.
|