|
|
|
Młodzi odznaczający się "mocą, która wszystko przewyższa" (Przebudźcie się! z 8 czerwca 1994, ss.9-15)
Jesteś
młody. Skończyłeś dopiero 12 lat.
Masz rodzinę, którą kochasz, i sympatycznych
kolegów szkolnych. Czasami jeździsz na
wycieczki nad morze albo w góry.
Widok nieba roziskrzonego gwiazdami
napawa cię lękiem i podziwem. Przed tobą całe życie. Nagle
dowiedziałeś się, że masz raka. Taka
nowina byłaby ciosem nawet dla sześćdziesięciolatka,
a w wieku 12 lat wydaje
się totalną klęską. Lenae
Martinez Czegoś
takiego doświadczyła 12-letnia Lenae Martinez. Spodziewała się żyć wiecznie
na rajskiej ziemi. Nadzieję
tę ugruntowała w sobie dzięki
wiedzy biblijnej, którą
przekazali jej rodzice, będący
Świadkami Jehowy.
Sama przecież czytała w Biblii, że ziemia ma
istnieć na zawsze, że została
stworzona jako wieczne
mieszkanie dla ludzi
i że cisi posiądą ją
na wieki (Kaznodziei 1:4; Izajasza 45:18; Mateusza
5:5).
Lenae
oświadczyła, iż nie życzy sobie, aby
jej podano krew lub składniki krwi, ponieważ
zabronił tego Bóg, na przykład w Księdze
3 Mojżeszowej i w Dziejach Apostolskich.
„Postanowiliśmy bowiem, Duch Święty
i my, by nie nakładać na was żadnego
innego ciężaru oprócz następujących rzeczy niezbędnych: Wstrzymywać się
od mięsa ofiarowanego bałwanom, od krwi,
od tego, co zadławione, i od nierządu”
(Dzieje 15:28, 29).
Rodzice poparli jej stanowisko, ale
Lenae mocno podkreślała, że decyzję tę
powzięła samodzielnie i że sprawa
ta ma dla niej ogromne znaczenie. Lekarze
wielokrotnie rozmawiali
z Lenae i jej rodzicami.
Zdarzyło się nawet,
iż któregoś popołudnia
przyszli drugi raz. Lenae
tak opowiadała o tej
wizycie: „Byłam wyczerpana z bólu i
zwymiotowałam dużo krwi. Zadawali mi te same pytania, tylko w inny sposób.
Po raz kolejny powiedziałam: ‘Nie życzę sobie żadnej krwi
ani jej składników. Wolę umrzeć niż złamać
przyrzeczenie spełniania woli Jehowy
Boga’”. Lenae
dodała: „Rano przyszli znowu. Liczba
płytek w krwi malała i ciągle miałam
wysoką gorączkę. Tym razem lekarze
słuchali mnie uważniej. Chociaż nie podobało
im się moje stanowisko, uznali, że jestem bardzo dojrzałą dwunastolatką. Później
zaszedł do mnie mój pediatra i powiedział,
że przykro mu o tym mówić, ale mogą
mi pomóc jedynie chemioterapia i transfuzje. Wspomniał, że zajrzy później,
i wyszedł. „Po
jego wyjściu bardzo się rozpłakałam, bo
przecież od urodzenia dbał o moje zdrowie,
a teraz miałam wrażenie, że mnie zdradził.
Kiedy później wrócił, powiedziałam,
jak zabolały mnie jego słowa i że poczułam się, jakby przestał się mną interesować. Był tym zaskoczony i przeprosił mnie. Nie chciał mi sprawić
przykrości. Popatrzył na mnie i powiedział: ‘Cóż Lenae,
jeśli tak musi być, to zobaczymy się w
niebie’. Zdjął okulary i z ogromnymi łzami
w oczach powiedział, że mnie kocha, a
potem mocno mnie uścisnął. Podziękowałam mu, mówiąc: ‘Dziękuję,
ja też pana kocham, doktorze Gillespie, ale
jeśli chodzi o mnie, to mam nadzieję
zmartwychwstać do życia na
rajskiej ziemi’”. Później
przyszło dwóch lekarzy i prawnik.
Chcieli porozmawiać z Lenae na osobności,
więc poprosili jej rodziców, by wyszli. W
trakcie rozmowy lekarze byli bardzo
wyrozumiali i życzliwi wobec Lenae,
a jej przejrzyste wypowiedzi i głębokie
przekonanie zrobiły na nich duże wrażenie. Kiedy
pozostali z nią sam na sam, oznajmili,
że umiera na białaczkę, po czym dodali:
„Ale dzięki transfuzjom mogłabyś jeszcze
trochę pożyć. Jeżeli jednak nie przyjmiesz
krwi, za parę dni umrzesz”. „Gdybym
dostała krew”, zapytała Lenae,
„to jak długo mogłabym pożyć?” „Trzy
do sześciu miesięcy” — odrzekli. „Co
mogłabym zrobić przez te sześć miesięcy?”
— spytała. „Wzmocnisz
się i będziesz mogła dużo
zdziałać. Mogłabyś odwiedzić Disney World. Mogłabyś zwiedzić wiele
innych miejsc”. Lenae
przez chwilę pomyślała, po czym wyjaśniła:
„Służyłam Jehowie przez całe moje
życie —12 lat. Za posłuszeństwo obiecał mi wieczne życie w raju. Nie
odwrócę się teraz od Niego, żeby
pożyć sześć miesięcy. Pragnę
pozostać wierna aż do śmierci. Będę
mogła wówczas liczyć na to, iż w słusznym
czasie mnie wskrzesi i obdarzy życiem
bez końca. A wtedy będę miała mnóstwo
czasu na wszystko, czym zechcę się zająć”. Lekarze
i prawnik byli najwyraźniej zdumieni.
Pochwalili ją i odeszli, a rodzicom
powiedzieli, że ich córka myśli i wypowiada się jak osoba dorosła
i potrafi sama podejmować decyzje. Zalecili,
by komitet etyki w Szpitalu Dziecięcym Yalley uznał Lenae
za dojrzałą nieletnią. Komitet ten, w
którego skład wchodzili lekarze i inni pracownicy
służby zdrowia oraz profesor etyki
z Uniwersytetu Stanowego w Fresno, postanowił,
że Lenae może samodzielnie decydować
o swym leczeniu. Uznano Lenae za dojrzałą nieletnią. Nie zwrócono
się do sądu o wydanie nakazu. Dnia
22 września 1993 roku o godzinie 6.30
nad ranem, po długiej i ciężkiej nocy, Lenae zapadła w sen śmierci w
ramionach swej matki. Dostojeństwo i spokój
owej nocy wyryły trwały ślad w umysłach
tych, którzy tam byli. Na pogrzeb
przybyły 482 osoby, a wśród nich
lekarze, pielęgniarki i nauczyciele,
na których wiara i prawość Lenae wywarły głębokie wrażenie. Rodzice
i krewni Lenae byli ogromnie wdzięczni
lekarzom, pielęgniarkom i kierownictwu
Szpitala Dziecięcego Yalley za to,
że z taką wnikliwością ocenili
dojrzałość tej młodej osoby
i że decyzje tę powzięto bez udziału sądu. Crystal
Moore Takiej
wyrozumiałości
nie okazano 17-letniej Crystal
Moore, gdy znalazła
się w klinice Columbia
Presbyterian Medical Center
w Nowym Jorku. Cierpiała
na wrzodziejące zapalenie
jelita grubego. Zaraz
po przyjęciu do szpitala Crystal
wraz z rodzicami wielokrotnie
podkreślała, że nie życzy sobie
krwi. Nie chciała umrzeć, pragnęła jedynie
być leczona z Członkowie
zespołu leczącego Crystal byli przekonani, że jej stan wymaga transfuzji.
Jeden z lekarzy oświadczył bez ogródek:
„Jeżeli do czwartku 15 czerwca Crystal nie dostanie krwi, to w piątek 16
czerwca
będzie już martwa!” Ale 16 czerwca
Crystal dalej żyła, więc lekarze zwrócili
się do Sądu Najwyższego Stanu Nowy Jork
o upoważnienie ich do przetoczenia krwi
bez jej zgody. Podczas
rozprawy, którą naprędce przeprowadzono
tego ranka w szpitalu, jeden z
lekarzy zeznał, że Crystal należy natychmiast
przetoczyć dwie jednostki (litr) krwi
i że może zajść potrzeba podania co najmniej
dziesięciu jednostek. Poza tym oznajmił,
iż jeśli Crystal będzie stawiać opór,
to przywiąże jej ręce i nogi do łóżka, a krew i tak przetoczy. Crystal zakomunikowała lekarzom, że gdy będą usiłowali jej dać krew, zacznie „wrzeszczeć na całe gardło” i że jako Świadek Jehowy uważa wmuszanie krwi za równie odrażające jak gwałt. Pomimo
kilkakrotnych próśb jej adwokata
sąd nie zgodził się, aby Crystal mogła zabrać
głos i dowieść, że potrafi decydować
o sobie. Chociaż jako uczennica szkoły
średniej otrzymała niedawno nagrodę
za celujące wyniki i przodownictwo w nauce,
sędzia nie zezwoliła jej zeznawać do protokołu
w sprawie odmowy przyjęcia krwi. Było
to równoznaczne z zaprzeczeniem
prawa Crystal do udziału w czynnościach
procesowych, do decydowania o swoim
ciele oraz do nienaruszalności życia
osobistego i wolności wyznania. Co
prawda sędzia nie przystała na utrwalenie
w protokole zeznań Crystal, niemniej
udała się do jej pokoju i przez 20 minut
rozmawiała z nią sam na sam. Po tej wizycie
przyznała, iż pacjentka jest „bez wątpienia
bardzo inteligentna” i „bardzo elokwentna”,
a ponadto „bezsprzecznie odznacza
się trzeźwością umysłu” i „potrafi rzeczowo się
wypowiadać”. Mimo tych spostrzeżeń
zdecydowanie odmówiła Crystal
prawa do samodzielnego wyboru sposobu leczenia. W
niedzielę rano, 18 czerwca, Crystal wymagała
natychmiastowej operacji. Wyraziła
na nią zgodę, lecz wciąż nie zgadzała
się na transfuzję. Podczas zabiegu utraciła
niecałe 100 mililitrów krwi. Niemniej zdaniem
lekarzy niezbędna mogła się o-kazać transfuzja pooperacyjna. Jednakże inny
lekarz nie uważał tego za konieczne. Od 13 lat rutynowo leczył podobne przypadki
bez krwi i nigdy nie zaszła potrzeba wykonania
takiej transfuzji. Dnia
22 czerwca 1989 roku sąd tymczasowo
przekazał szpitalowi prawo do opieki nad
Crystal w celu podania jej krwi w razie
„konieczności ochrony i ratowania życia”. Uprawnienia te
wygasły z chwilą wypisania Crystal ze
szpitala. Transfuzja nie była jej
wcale potrzebna, toteż ani razu nie
dostała krwi. Jednakże sposób, w jaki sąd
potraktował jej sprawę, niewątpliwie budzi
oburzenie! Po
powrocie ze szpitala Crystal ukończyła
szkołę średnią z wyróżnieniem. Niedługo
potem rozpoczęła pełnoczasową służbę kaznodziejską jako Świadek
Jehowy. Została przewodnikiem wycieczek w Sali Zgromadzeń Świadków Jehowy w
Jersey City, a ponadto zgłosiła się na
ochotnika do pracy w brygadzie budującej
i remontującej Sale Królestwa. A
przecież lekarze w Columbia Presbyterian
Medical Center twierdzili, że jeśli
do 15 czerwca nie dostanie krwi, to 16
czerwca będzie martwa, i że gdyby się sprzeciwiała
transfuzji, zostanie za ręce i
nogi przywiązana do łóżka. Kiedy lekarze
zwracający się do sądu o natychmiastowe
zezwolenie na podanie krwi uparcie utrzymują,
iż bez niej pacjentowi grozi śmierć,
warto im przypomnieć przypadek Crystal
Moore. Lisa
Kosack Pierwsza
noc w Szpitalu Chorób Dziecięcych
w Toronto była dla Lisy gorsza niż koszmar.
Przyjęto ją o czwartej po południu
i niezwłocznie poddano serii badań. Do
sali na oddział trafiła dopiero
wieczorem, piętnaście po jedenastej.
A o północy... Ale może
pozwólmy, żeby Lisa sama
zrelacjonowała, co zaszło.
„O północy weszła pielęgniarka i
powiedziała: ‘Muszę ci dać
trochę krwi’.
Zawołałam: ‘Nie mogę
przyjąć krwi, bo jestem Świadkiem
Jehowy! Chyba pani o tym wie!
Chyba pani o tym wie!’
‘Wiem, wiem’, odpowiedziała,
ale zaraz raptownie odłączyła kroplówkę i jak
gdyby nigdy nic podłączyła mi krew. Zaczęłam krzyczeć i strasznie płakać”. Cóż
to za bezduszna i okrutna terapia narzucona
w środku nocy chorej i przerażonej 12-letniej dziewczynce znajdującej się
w obcym miejscu! Rodzice pozostawili Lisę
w owym szpitalu dziecięcym w Toronto,
spodziewając się znaleźć przychylnych
i chętnych do współpracy lekarzy. Tymczasem
ich córkę udręczono w nocy transfuzją, choć zarówno Lisa, jak i jej
rodzice uważali, że przyjęcie krwi lub jej
składników stanowi niedopuszczalne pogwałcenie prawa Bożego
(Dzieje 15:28, 29).
Zagrożenia
wynikające z transfuzji krwi Jak
donosi czasopismo The New England Journal
of Medicine z 14
grudnia 1989 roku, jedna dawka
krwi może zawierać wystarczająco dużo wirusów AIDS, by spowodować 1 750
000 infekcji! Kiedy
wyszło na jaw, że AIDS przenosi się między
innymi przez krew honorowych dawców, w książce
Autologous and Directed Blood Programs, wydanej
w 1987 roku, przyznano z ubolewaniem: „Jest
to najbardziej gorzka ironia losu w dziejach medycyny: oto krew — ów
drogocenny dar życia —
może się okazać narzędziem śmierci”. Doktor
Charles Huggins, kierujący służbą krwiodawstwa w jednym ze szpitali w
stanie Massachusetts,
nadmienił: „Jest to najgroźniejsza z substancji
stosowanych w medycynie”. W
periodyku Surgery Annual wysnuto wniosek: „Najbezpieczniejsza
transfuzja to bez wątpienia ta,
której nie dokonano”. Ponieważ
w wypadku chirurgicznego leczenia raka
współczynnik nawrotów jest znacznie wyższy
po zastosowaniu transfuzji, więc na łamach czasopisma
The American Journal of Surgery z
września 1986 roku dr John S. Spratt oświadczył:
„Niewykluczone, że specjalista w zakresie chirurgii nowotworów będzie
się musiał wyspecjalizować
w operowaniu bez krwi”. W
periodyku Emergency Medicine napisano: „Doświadczenia
związane z leczeniem Świadków Jehowy mogą oznaczać, iż wcale nie trzeba
tak bardzo
polegać na transfuzji — uwzględniając wszystkie
jej ewentualne powikłania—jak do tej pory
sądzono”. Z
kolei w czasopiśmie Pathologist nadmieniono, że
Świadkowie Jehowy odmawiają przyjęcia krwi, po czym dodano: „Wiele
przemawia za tym, by poprzeć
ich stanowisko, i to wbrew protestom banków
krwi”. Doktor
Charles H. Baron z wydziału prawa jednego
z uniwersytetów w Bostonie tak się wypowiedział
na temat nieprzyjmowania krwi przez Świadków
Jehowy: „Skorzystało z tego całe społeczeństwo
amerykańskie. Dzięki pracy Komitetów Łączności
ze Szpitalami, powołanych przez Świadków
Jehowy, nie tylko ich współwyznawcy, lecz również wszyscy inni pacjenci są
dzisiaj mniej narażeni
na zbędne przetaczanie krwi”. Jej
obrońca zapytał: „Co sądzisz o tym, żeby
Towarzystwo Pomocy Dzieciom starało
się o przejęcie od twoich rodziców prawa
do opieki nad tobą?” „Jestem
tym ogromnie wzburzona. Myślę,
że to okrutne, bo moi rodzice nigdy mnie
nie bili, bardzo mnie kochają i ja ich kocham,
a kiedy miałam zapalenie gardła
albo gdy byłam przeziębiona, zawsze się
o mnie troszczyli. Byłam ich oczkiem w
głowie, a teraz pojawia się ktoś, kto ma coś
przeciw, i po prostu chce mnie im odebrać.
Uważam, że to wstrętne i bardzo się tym przejmuję”. „Czy
chcesz umrzeć?” „Ależ
skąd, chyba nikt tego nie chce. Ale
jeśli rzeczywiście umrę, nie boję się tego, bo spodziewam się żyć
wiecznie na rajskiej
ziemi”. Większość
obecnych miała w oczach łzy,
gdy Lisa odważnie mówiła o nieuchronnej
śmierci, o swej wierze w Jehowę i o niezłomnym postanowieniu przestrzegania
Jego prawa co do świętości krwi. „Liso,
czy zmieniłoby się twoje nastawienie,
gdybyś się dowiedziała, że sąd nakazał
ci przyjmować transfuzje?” — brzmiało kolejne pytanie obrońcy. „Nie,
ponieważ pragnę pozostać wierna memu Bogu i
przestrzegać Jego przykazań;
przecież Bóg znacznie przewyższa każdy sąd i każdego człowieka”. „Liso,
jakie orzeczenie chciałabyś usłyszeć
od pana sędziego w tej sprawie?” „Chciałabym,
żeby pan sędzia oddał mnie
rodzicom i żeby przywrócono im prawo do opieki nade mną. Wtedy będę szczęśliwa
i wrócę do domu, w którym się dobrze czuję”. Właśnie
tak postąpił sędzia Main. Oto fragmenty
jego orzeczenia: „L.
zapowiedziała jasno i bez ogródek, że w razie próby podania krwi będzie ze
wszystkich sił stawiać opór. Oświadczyła —
a wierzę, że dotrzymałaby słowa — iż będzie
się szarpać i krzyczeć, wyrwie sobie
z żyły igłę i postara się zniszczyć pojemnik
z krwią zawieszony nad jej łóżkiem.
Odmawiam wydania wyroku, który by skazywał to dziecko na takie cierpienia”. W
sprawie wmuszenia Lisie transfuzji krwi, dokonanej w środku nocy, sędzia oznajmił: „Stwierdzam,
że w myśl artykułu 15. punktu
1. zastosowano wobec niej dyskryminację ze
względu na religię i wiek. Zgodnie z
artykułem 7. przetoczenie krwi w
zaistniałych okolicznościach było naruszeniem
jej nietykalności osobistej”. Ciekawe
spostrzeżenie poczynił sędzia o
samej Lisie: „L.
jest uroczą, niezwykle inteligentną, elokwentną, grzeczną, wrażliwą, a
przede wszystkim bardzo dzielną dziewczynką. Jest
ponad wiek mądra i dojrzała. Mogę śmiało
powiedzieć, że odznacza się wszystkimi
zaletami, które każde z rodziców chciałoby
widzieć w swoim dziecku. Jej poglądy
religijne są dobrze przemyślane,
ustalone i skrystalizowane. Moim zdaniem
niczyje rady ani nacisk, czy to ze strony
rodziców, kogokolwiek innego, czy nawet sądu,
nie zachwieją jej przekonaniami religijnymi ani ich nie zmienią. Uważam,
że L. K. trzeba dać szansę zwalczania tej choroby z godnością i ze spokojem
ducha”. „Wniosek
zostaje oddalony". Lisa
wraz z rodzicami opuściła szpital jeszcze tego samego dnia. Rzeczywiście
zmagała się z chorobą, zachowując godność
i spokój ducha. Umarła spokojnie w
domu, w objęciach kochających rodziców.
Tym samym stanęła w jednym szeregu z wieloma innymi młodymi Świadkami Jehowy,
którzy dają pierwszeństwo Bogu. Dzięki
temu będzie mogła razem z nimi doświadczyć
spełnienia obietnicy Jezusa: „Kto
straci życie swoje dla mnie, znajdzie je”
(Mateusza 10:39). Ernestine
Gregory Ernestine
liczyła sobie 17 lat, gdy rozpoznano
u niej białaczkę. Kiedy trafiła do
szpitala, odmówiła przyjęcia składników
krwi, które lekarze zamierzali jej podać,
aby wspomóc zaplanowaną chemioterapię. Poprosiła o leczenie bez krwi, a
matka poparła jej decyzję. Szpital zgłosił
to wówczas do instytucji zajmującej się w Chicago opieką społeczną, a ta z
kolei
wystąpiła do sądu o zezwolenie na podanie krwi. W trakcie rozprawy sąd wysłuchał
zeznań złożonych przez Ernestine,
lekarza medycyny, psychiatrę, obrońcę, jak również inne osoby związane ze
sprawą. Dziewczyna
oświadczyła swemu lekarzowi,
że nie życzy sobie krwi, że jest to jej osobista decyzja, którą powzięła
na podstawie lektury Pisma Świętego, że
transfuzja wmuszona jej w wyniku
nakazu sądu niezmiennie oznaczałaby pogwałcenie prawa
Bożego i bez względu na uprawnienia sądu
jest dla niej nie do przyjęcia, że nie sprzeciwia
się leczeniu ani nie chce umierać i
że jej decyzja nie wyraża pragnienia śmierci
ani samobójstwa, choć nie boi się umrzeć. Lekarz
medycyny, Stanley Yachnin, zeznał,
iż jest „pod wrażeniem dojrzałości Ernestine,
jej poczucia własnego ja” oraz głębokich
przekonań religijnych. Dodał, że
Ernestine jest świadoma charakteru i
następstw swej choroby. W związku
z tym dr Yachnin nie
uważał za konieczne zwrócenia
się do psychiatry
albo psychologa. Mimo
to wezwano psychiatrę. Doktor Ner Littner
po rozmowie z Ernestine wyraził pogląd, iż odznacza
się ona dojrzałością osoby w
wieku 18 —21 lat. Jego zdaniem dziewczyna
rozumie konsekwencje wynikające z zaakceptowania
lub odrzucenia transfuzji krwi. Nie
dokonała wyboru pod niczyim
naciskiem, lecz zgodnie z osobistym
przekonaniem. Doktor Littner uznał,
że należy zezwolić Ernestine powziąć w tej sprawie samodzielną
decyzję. Pani
Jane McAtee, prawnik reprezentujący
szpital, zeznała, iż po rozmowie z
Ernestine doszła do wniosku, że rozumie
ona specyfikę swej choroby i „wydaje się
być w pełni zdolna do powzięcia własnej
decyzji i pogodzenia się z jej następstwami”. Sąd
również był pod wrażeniem zeznań Ernestine.
Orzekł, że jest dojrzałą siedemnastolatka,
która powzięła samodzielną decyzję i zdaje sobie sprawę ze swego
trudnego położenia. Chociaż wykazała, iż jako
dojrzała młoda kobieta potrafi w sprawie
swego leczenia podjąć przemyślaną,
trafną decyzję, pozostającą w zgodzie z wyznawanymi przez siebie wartościami
i przekonaniami, to jednak sąd wydał
zdumiewające postanowienie zezwalające lekarzom
przetoczyć jej krew. Odwołanie
od tego wyroku wniesiono najpierw do Sądu
Apelacyjnego Stanu Illinois. Dwoma głosami
przeciw jednemu Sąd Apelacyjny orzekł,
że Ernestine nie może być zmuszana
wbrew swojej woli do przyjęcia
transfuzji. Uznano, iż prawo do wolności wyznania, wyrażone
w Pierwszej Poprawce do Konstytucji
USA, oraz konstytucyjne prawa do
nienaruszalności życia osobistego
gwarantują Ernestine, jako dojrzałej
nieletniej, możliwość niewyrażenia
zgody na transfuzję krwi z
przyczyn religijnych. Pracownicy
opieki społecznej zaskarżyli ów werdykt
Sądu Apelacyjnego w Sądzie Najwyższym
Stanu Illinois, który jednak utrzymał
wyrok w mocy, orzekając, iż Ernestine
— chociaż małoletnia — ma prawo
nie zgodzić się na leczenie, przeciw któremu
ma zastrzeżenia. Sąd oparł swoje rozstrzygnięcia
na prawie zwyczajowym co do
samodzielnego decydowania o swoim ciele oraz na przepisach mówiących o
sposobie traktowania „dojrzałych
nieletnich". Oto wyrażone przy tej okazji stanowisko Sądu Najwyższego Stanu Illinois, wiążące przy rozpatrywaniu spraw dojrzałych nieletnich na terenie tego stanu: „Jeżeli
dowody jasno i przekonywająco
poświadczają, że nieletni jest na tyle dojrzały,
by rozumieć następstwa swego postępowania,
na tyle dojrzały, iż przejawia
zdolność rozeznania właściwą osobie dorosłej,
to jako dojrzały nieletni może
skorzystać z prawa zwyczajowego i wyrazić
zgodę na leczenie albo jej nie wyrazić”. Ernestine
nie poddano chemioterapii i
nie przetoczono jej krwi, a mimo to nie
zmarła na białaczkę — choć lekarze chcieli
przekonać sąd, że tak się niechybnie
stanie. Ernestine zajęła zdecydowane stanowisko i dała pierwszeństwo Bogu, podobnie
jak inni wspomniani wcześniej młodzi
ludzie. Każdy z nich otrzymał „moc,
która wszystko przewyższa” (2 Koryntian
4:7).
|