
Krew
i Życie, Prawo i Miłość
Były
członek Ciała Kierowniczego omawia kwestię krwi
Krew
i Życie, Prawo i Miłość
Rozdział
9 książki
In Search of Christian Freedom©
autor:
Raymond Franz
Transfuzję
krwi - przedmiot niniejszych rozważań - stosuje się w przypadkach
poważnego zagrożenia życia pacjenta. To, że mamy wtedy do
czynienia z dużym ryzykiem jest oczywistym faktem. Nie oznacza to
jednak, że człowiek, który odmawia przyjęcia transfuzji krwi (lub
jakichkolwiek jej składników czy frakcji) na podstawie osobistej,
niewymuszonej i umotywowanej czysto religijnymi względami decyzji,
czyni źle. Jednak wybór taki, chociaż sam w sobie może być
właściwy, stanie się złem, jeśli podjęto go niezgodnie z własnym
sumieniem. Apostoł Paweł stwierdza bowiem: "Szczęśliwy ten,
kto nie ma wątpliwości w swych postanowieniach. (...) A wszystko, co
nie wynika z przekonania, jest grzechem" (Rzymian 14:22,23, Bpoz.).
Pozostawiam jednak do osądzenia czytelnikowi, czy - w świetle
prezentowanych poniżej faktów - można podjąć taką decyzję z
mocnym przekonaniem o jej słuszności.
Z drugiej strony, nie można lekceważyć ogromnej odpowiedzialności
jaką ponosi Organizacja za narzucanie swoich własnych poglądów
pojedynczym osobom i kształtowanie ich świadomości w tak istotnej
sprawie. To zaś, co stało się w Towarzystwie Strażnica w związku
z kwestią krwi jest jaskrawym przykładem, jak legalizm może
zaprowadzić Organizację w grzęzawisko niekonsekwencji, którego
skutkiem jest potencjalne cierpienie (a nieraz tragedia) jej członków.
Pod koniec lat 1940-tych Organizacja wydała - początkowo całkowity
- zakaz przyjmowania krwi (transfuzji) w jakiejkolwiek postaci, tak pełnej,
jak i wyizolowanych frakcji . Jednak z biegiem lat dodano kolejne zarządzenia
dotyczące coraz bardziej szczegółowych, technicznych aspektów
transfuzji. Poniższa tabela przedstawia obecne stanowisko organizacji
w sprawie zabronionych i dopuszczalnych składników krwi.
|
Zabronione
składniki krwi i praktyki związane z krwią
|
Dozwolone
składniki krwi i praktyki związane z krwią
|
|
Pełna
krew
Plazma (osocze)
Białe ciałka krwi (leukocyty)
Czerwone ciałka krwi
Krwinki płytkowe
Przechowywanie własnej krwi na wypadek późniejszej transfuzji
(autotransfuzja)
|
Albuminy
Immunoglobuliny
Fibrynogen
Preparaty dla hemofilityków (czynniki VIII i IX)
Przepływ krwi pacjenta przez aparat sztucznego płuco-serca lub inne
aparaty, w których "pozaustrojowy obieg krwi pozostaje
nieprzerwany"_1
|
Jak
widać z powyższej tabeli, obecnie Towarzystwo dzieli składniki krwi
na "podstawowe" i "drugorzędne". Sam w sobie,
przedstawiony podział ukazuje niekonsekwencję oraz arbitralną naturę
zasad leżących u jego podstaw. Gdzie Bóg dał ludziom prawo do
dokonywania takiego podziału? Na jakiej podstawie Towarzystwo dzieli
składniki krwi – czy biorą oni po prostu pod uwagę procentową
zawartość danego składnika we krwi? A jeśli tak, to ile procent
wynosi punkt graniczny, decydujący o tym, który z nich należy do
grupy "podstawowych", czy też "drugorzędnych" składników
krwi? A może podstawą podziału jest to, jak ważną dla życia
funkcję pełni dany składnik? Jeśli tak, jakim sposobem Towarzystwo
jest w stanie zmierzyć i określić ważność danego składnika,
skoro takie kryterium jest w swej istocie bardzo względne.
Kiedyś były kierownik personelu medycznego centrali Towarzystwa Strażnica,
dyplomowany lekarz i chirurg, tak to skomentował: "Jak możesz
sklasyfikować dany element jako 'podstawowy' lub 'drugorzędny'? Jeśli
pacjent do zachowania swojego życia potrzebuje określonego składnika
krwi, to z pewnością jest on dla niego składnikiem
'podstawowym'." [2] Jednakże niekonsekwencje tak arbitralnego
podziału idą znacznie, znacznie dalej.
Kiedy postawiono pytanie, dlaczego nie zabroniono stosowania wszystkich
składników krwi, Towarzystwo Strażnica wyjaśniło zmianę swojej
polityki (zezwalając na stosowanie podanych w wyżej składników
krwi) stwierdzeniem, że składniki te stosuje się w bardzo "małych
ilościach" i dlatego decyzję o ich użyciu pozostawiono
sumieniu indywidualnych osób. Jednak dokładniejsze zbadanie sprawy
pokazuje, że Towarzystwo ignoruje i ukrywa pewne fakty. Fakty tak
mocne, że w ich świetle twierdzenia Organizacji stają się
bezpodstawne.
Mocno podkreślane stwierdzenia Strażnicy przeciw przyjmowaniu
transfuzji "pełnej krwi" brzmią
bardzo przekonywująco dla wielu Światków. Jednak tego typu
transfuzje stosowano w latach 50-tych i 60-tych. Obecnie transfuzje
"pełnej krwi" dokonuje się w praktyce medycznej stosunkowo
rzadko. W większości przypadków pacjentowi podaje się te składniki
krwi, które akurat jego organizm potrzebuje [3]. Krew oddana przez
krwiodawcę jest najczęściej rozdzielana na poszczególne składniki
(osocze, leukocyty, erytrocyty [czerwone ciałka krwi] itd.) zaraz po
jej pobraniu i w takiej też postaci jest ona przechowywana. Zatem w
większości przypadków, kiedy Świadek Jehowy stoi przed problemem
transfuzji, dotyczy to nie tyle pełnej krwi ale poszczególnych jej
składników.
Niekonsekwencje
polityki Strażnicy dotyczącej podziału składników krwi na
dopuszczalne i niedopuszczalne ilustruje bardzo dobrze jej stosunek do
osocza. Jak można zobaczyć na rysunku obok (zaczerpniętym z Przebudźcie
się! z 22 października 1990r.; wydanie polskie z 8 grudnia
1990r.) osocze stanowi około 55% objętości krwi. Zapewne na tej
podstawie Strażnica umieściła osocze na liście
"podstawowych", a więc zabronionych składników krwi.
Jednakże osocze w około 93% to po prostu woda. Jakie składniki
zajmują pozostałe około 7% objętości? Są to głównie: albuminy,
globuliny (których najbardziej istotną częścią są
immunoglobuliny), fibrynogen oraz czynniki krzepnięcia (stosowane w
preparatach dla chorych na hemofilię) [4]. Czyli dokładnie te same
składniki krwi, które organizacja pozwala przyjmować swoim
członkom! Przyjmowanie osocza jest zabronione, choć jej podstawowe
składniki są dozwolone - pod warunkiem, że są wprowadzone do
organizmu oddzielnie. Jak to ktoś zauważył, jest to tak jakby
lekarz zabronił pacjentowi spożywania kanapek z szynką i serem, ale
jednocześnie powiedział mu, że może on jeść chleb, szynkę i ser
oddzielnie, byle tylko nie w postaci kanapek [5].
Leukocyty, często zwane "białymi ciałkami krwi",
są także zabronione. W rzeczywistości termin "Białe ciałka
krwi" jest raczej mylący. Jest tak dlatego ponieważ większość
leukocytów w ciele człowieka w rzeczywistości znajduje się poza
jego krwioobiegiem. Ciało człowieka zawiera około od 2 do 3
kilogramów leukocytów i tylko około 2-3% leukocytów znajduje się
we krwi. Pozostałe 97-98% jest rozproszone w różnych tkankach
organizmu, tworząc jego system obronny (system immunologiczny) [6].
Oznacza to, że osoba, której przeszczepiono organ, przyjęła do
swego ciała wraz z wszczepionym organem więcej obcych leukocytów
niż miałoby to miejsce podczas transfuzji krwi. Ponieważ
Towarzystwo Strażnica obecnie zezwala na transplantację organów,
jej niewzruszone stanowisko przeciwko dozwoleniu na przyjmowanie
leukocytów, pozwalając jednocześnie na przyjmowanie innych składników
krwi, jest bezsensowne. Bronić go może tylko pokrętnym
rozumowaniem; z pewnością nie opartym na żadnych moralnych,
racjonalnych, czy logicznych podstawach. Arbitralne podzielenie krwi
na "podstawowe" i "drugorzędne" składniki, jak z
powyższego wynika, nie ma żadnej konkretnej podstawy. Z jednej
strony organizacja zabrania przyjmowania osocza - choć jest to głównie
woda - oczywiście z powodu jej objętości (stanowi ona 55% objętości
krwi), z drugiej zaś zabrania przyjmowania leukocytów, które - jak
pokazuje rysunek z Przebudźcie się! - stanowią mniej niż
jeden procent objętości krwi! [7]
Brak moralnych lub logicznych podstaw takiego stanowiska organizacji
widoczny jest także gdy weźmie się pod uwagę fakt, że ludzkie
mleko zawiera leukocyty, więcej leukocytów niż zawiera ich taka
sama objętość krwi. Krew zawiera około od 4000 do 11000 leukocytów
na 1 mm3 objętości, podczas gdy mleko matki w trakcie pierwszych
kilku miesięcy laktacji może zawierać do 50000 leukocytów na 1
mm3. To jest od pięciu do dwunastu razy więcej niż zawiera ich
krew! [8]
Na liście tego co zabronione pozostają jeszcze erytrocyty (czerwone
ciałka krwi) oraz krwinki płytkowe. A co z dozwolonymi składnikami
krwi?
Bardzo ważne jest, by mieć na uwadze to, że Towarzystwo Strażnica
w swej argumentacji szuka poparcia w wymaganiach Prawa Mojżeszowego,
które nakazuje wylać krew zabitych zwierząt (Rodz. 9:3,4; Kapł.
7:26,27; 17:11-14; Pwt. Prawa 12:22-24). Nakaz ten cytowany jest przez
Organizację jako podstawa do odrzucenia przechowywania krwi
ludzkiej w jakiejkolwiek postaci. Zwróć uwagę także na fakt, że
Organizacja zezwala na przyjmowanie pewnych składników krwi tylko
dlatego, że stanowią one tylko bardzo mało istotną objętość
krwi. Mając to w pamięci, rozważ teraz następujące fakty dotyczące
składników krwi, które organizacja uznała za dozwolone:
Jednymi z nich są albuminy. Albuminy stosowane są głównie w
przypadkach oparzeń i masywnych krwawień. Osoba z trzecim stopniem
poparzeń, obejmującym od 30 do 50 procent jej ciała, potrzebuje około
600 gramów albumin. Polityka Towarzystwa Strażnica zezwala na nie.
Potrzeba na to od 10 do 15 litrów krwi [9]. Trudno to uznać
za "niewielka ilość". Jest także oczywiste, że te litry
krwi, z których uzyskuje się albuminy, są przechowywane, a nie
"wylewane".
Podobnie rzecz się ma z immunoglobulinami (gamma globulinami).
Do wyprodukowania wystarczającej ilości gamma globulin na jedną
dawkę zastrzyku szczepionki przeciw cholerze (jaką przyjmują osoby,
także Świadkowie Jehowy, udające się do pewnych południowych krajów)
potrzeba do 3 litrów krwi [10]. Jest to więcej niż ilość
krwi zużywana podczas przeciętnych zabiegów transfuzji. I
znowu, gamma globuliny uzyskuje się z krwi przechowywanej, a nie
"wylanej".
Pozostają jeszcze do omówienia preparaty dla chorych na hemofilię
(czynniki VIII i IX). Zanim zaczęto stosować te preparaty, przeciętna
długość życia osób chorych na hemofilię, w latach czterdziestych
XX wieku, wynosiła 16,5 roku [11]. Dzisiaj, dzięki tym otrzymanym z
krwi preparatom, osoba chora na hemofilię może osiągnąć normalną
długość życia. Żeby podtrzymać taką osobę przy życiu przez cały
ten okres potrzeba dokonać ekstrakcji tych preparatów z około
100 000 litrów krwi [12]. Nawet jeśli nawet same preparaty dla
hemofilityków stanowią tylko niewielką część całej objętości
krwi, to jednak jeśli weźmiemy pod uwagę ilość krwi potrzebnej do
ich uzyskania, wtedy musimy zapytać, jakim sposobem można traktować
te składniki jako wymagające "małej ilości" krwi?
Użycie jakiegokolwiek z powyższych składników krwi wymaga oczywiście
przechowywania dużych, czasem nawet ogromnych, ilości krwi. Z
jednej strony Towarzystwo Strażnica ustala jako dopuszczalne użycie
pewnych składników krwi - a zatem także przechowywanie krwi
potrzebnej do ich ekstrakcji i produkcji - zaś z drugiej strony
stwierdza, że jest przeciw jakiemukolwiek przechowywaniu krwi jako
praktyki zakazanej przez Biblię. Jest to także jedyna podstawa,
jaką podaje się na zakaz korzystania z krwi autologicznej przez Świadka
(chodzi o to, że ktoś może zmagazynować trochę swojej własnej
krwi, a następnie na powrót wprowadzić ją do układu krwionośnego
podczas lub po operacji) [13]. Jasno z tego widać, że podejmowane
przez organizację decyzje dotyczące krwi są arbitralne,
niekonsekwentne i wzajemnie sprzeczne. Aż trudno uwierzyć, że osoby
kształtujące taką politykę, a także pisarze ją wyjaśniający i
stający w jej obronie, są w stanie ignorować fakty do tego stopnia,
by nie zauważyć niekonsekwencji i arbitralności swoich decyzji.
Wystarczy się przecież trochę zastanowić, by zapobiec podejmowaniu
takich nieuczciwych decyzji.
Podejmowanie decyzji dotyczących zdrowia i leczenia medycznego -
zabranianie czegoś, dozwalając coś innego - jest poruszaniem się
na niebezpiecznym gruncie. Bowiem z jednej strony możemy być winni
stworzenia irracjonalnego strachu, z drugiej zaś - możemy stworzyć
fałszywe poczucie bezpieczeństwa. Zasadą mądrości - i pokory -
jest pozostawienie podejmowania decyzji w takich sprawach i
odpowiedzialności za nie temu, do kogo ona przede wszystkim należy -
sumieniu indywidualnej osoby.
Artykuły Strażnicy na temat krwi mocno podkreślają jej
"bezkompromisowe" stanowisko odnośnie krwi, często
wychwalając zarządzenia organizacji jako chroniące zdrowie i życie
swoich członków. Rzadko, jeśli w ogóle, można natomiast przeczytać
w jej publikacjach jakieś dane lub doświadczenia świadczące na
niekorzyść polityki organizacji w tej kwestii.
W artykułach sprzed jakiegoś
czasu wyjaśniono, że polityka organizacji chroni członków przed
zarażeniem się AIDS. Uczyniono to w Przebudźcie się! z 8
września 1988 roku [wyd. ang.]. Zwrócono tam uwagę (str.11), że
"od 1985 roku ponad 10,000 amerykanów cierpiących na ostrą
postać hemofilii zostało zakażonych wirusem AIDS". Wydanie Przebudźcie
się! z 22 września 1990 roku [wyd.pol. z 8 grudnia 1990] (str.8)
uzupełnia to słowami: "Zdziesiątkowani zostali hemofilicy. z
których większość jest leczona czynnikiem krzepnięcia uzyskiwanym
z plazmy. W USA jakieś 60 do 90 procent tych pacjentów nabawiło się
AIDS, zanim zaczęto stosować podgrzewanie leków celem zabicia
wirusa HIV." Podobnie w Strażnicy z 15 czerwca 1985 roku
[wyd. pol. nr21 z 1985, ss.26-28], w artykule zatytułowanym
"Wielka Brytania, krew i AIDS" na stronie 30 stwierdzono, że
"około 70 milionów jednostek koncentratu tak zwanego czynnika
VIII" zostało sprowadzonych ze Stanów Zjednoczonych w celu
leczenia brytyjskich hemofilików, a następnie powiedziano:
"Wygląda na to, że właśnie importowanie tego preparatu
doprowadziło do przeniknięcia wirusa AIDS do zapasów
brytyjskich."
Zawierając wiele samouwielbienia odnośnie ochronnej mocy polityki
organizacji dotyczącej krwi, jest jedna rzecz, o której organizacja
w tych wszystkich artykułach nie raczyła poinformować swoich
czytelników. Mianowicie to, że chorzy na hemofilie zarażeni wirusem
HIV zostali zainfekowani przede wszystkim poprzez składnik krwi,
które Towarzystwo Strażnica oficjalnie uznało za dopuszczalne:
mianowicie czynnik krzepnięcia VIII otrzymywany z osocza [14]. Jak
ukazano to w Przebudźcie się! z 22 października 1990 roku (strony 7
i 8), niektóre przypadki zarażenia się AIDS wzięły się także z
"przeszczepienia tkanki", co podobnie jest traktowane przez
organizację jako "dozwolone".
Wszystko to ilustruje jak nierozsądne i jak krańcowo złe jest dla
Organizacji założenie, że posiada ona mądrość i boski autorytet
dający jej prawo ustalania skomplikowanego systemu zasad i
technicznych kryteriów oraz narzucania ich wszystkim Świadkom Jehowy
jako obowiązujące prawo, ustalając w jakich przypadkach i w jakich
okolicznościach mogą oni decydować zgodnie ze swoim sumieniem, a w
jakich nie.
Ryzyko jakie niesie ze sobą transfuzja krwi lub jej składników jest
realne. Jest jednak także prawdą, że ludzie mogą umrzeć podczas
operacji na skutek poważnego krwotoku. Użycie w takich wypadkach
swojej własnej krwi, przechowywanej do czasu operacji, powinno -
logicznie rzecz biorąc - przekonać osoby obawiające się możliwości
infekcji za pośrednictwem krwi lub jej składników . Jednak, jak już
wspomniano, Organizacja uznała, że ma wystarczający autorytet, by
decyzję w tej sprawie wyłączyć z zakresu decyzji podejmowanych na
podstawie własnego sumienia, zabraniając nawet "śródoperacyjnego
gromadzenia krwi" pacjenta (zbieranej w czasie trwania operacji
do plastikowych pojemników, by później z powrotem wprowadzić ją
do krwioobiegu pacjenta) [15]. A wiele tysięcy osób chętnie
rezygnuje z prawa podjęcia własnej decyzji w tak istotnej dla nich
sprawie, pozwalając organizacji decydować za nich, choć jej
historia nacechowana jest niechęcią przyjmowania jakiejkolwiek
odpowiedzialności za szkody spowodowane jej polityką. Jej członkowie
karmieni są prawie wyłącznie cytatami i relacjami pozytywnymi,
natomiast rzadko, jeśli w ogóle, mówi się im o negatywnych
skutkach polityki Strażnicy.
Weźmy pod uwagę tylko jeden przykład, który został opisany w
artykule zamieszczonym w czasopiśmie Discovery z sierpnia
1988r. Począwszy od wieku 42 lat kobieta, Świadek Jehowy, przez lata
poddawana była operacyjnemu usuwaniu powracającego nacieku (guza) na
pęcherzu. Ten ostatni raz zbyt długo zwlekała ze skontaktowaniem się
ze swoim lekarzem, dostała poważnego krwotoku i znalazła się w
stanie głębokiej anemii. Odmówiła przyjęcia transfuzji krwi i tę
decyzję uszanowano. Przez okres dłuższy od jednego tygodnia
urolodzy bezskutecznie usiłowali zatamować krwawienie. Kropla po
kropli, ubywało krwi z jej organizmu. Lekarka, autor artykułu, tak
opisała to, co wydarzyło się potem:
|
Stopniowo,
w miarę jak kropla po kropli ubywało jej krwi, oddech Pani Peyton
stawał się coraz krótszy. Poszczególne organy ciała potrzebują
określonej ilości tlenu do poprawnego funkcjonowania. Tlen
dostarczany jest z płuc do najdalszych peryferii organizmu przez
hemoglobinę, znajdującą się w czerwonych ciałkach krwi.…
Personel medyczny dostarczył Pani Peyton dodatkowy tlen podając jej
czysty tlen O2 przez maskę tlenową. Niewielka
ilość krwinek czerwonych, jakie posiadała, zostało w pełni
natlenionych - ale nie było wystarczającej ilości nośników do
rozprowadzania paliwa, którego potrzebował jej organizm.
Zapotrzebowanie na tlen zaczęło się u niej
zwiększać. Tempo oddechu wzrastało. Zaczęło się u niej wyczuwać
coraz większe migotanie, i w końcu - co było nieuchronne - tkanki
mięśniowe serca zaczęły rozpaczliwie domagać się konieczności
dotlenienia. Doznawała miażdżącego, rozrywającego bólu klatki
piersiowej.
|
Lekarka,
autor artykułu, relacjonuje następnie swoje uczucia, gdy weszła do
pokoju pacjentki:
|
Kiedy
weszłam do sali (...) przeraziła mnie scena, jaką zastałem.
Pierwsze, co zwracało uwagę każdego to sporej postury kobieta z
maską tlenową, chwytającą powietrze i oddychającą szybciej niż
jest to tylko w ludzkiej mocy. U wezgłowia łóżka stało troje
przyjaciół, współczłonków kościoła [świadków] uświadamiających
ją. (...) Po obu stronach jej łóżka stało kilku lekarzy - jeden
monitorował jej zanikający obieg krwi, inny próbował pobrać nieco
krwi z jej żył. Płyn, jakim powoli napełniała się strzykawka miał
konsystencję Hawajskiego Ponczu; badanie jakim go poddano ujawnił,
że poziom krwinek czerwonych wynosił tylko 9 [normalnie powinno być
40]. Z łóżka zwisał pojemnik z moczem koloru ciemnowiśniowego.
Kobieta umierała. Jej kardiogram pokazywał głębokie wcięcia
sygnalizujące zapaść. Szkody jakie poniosła w tych kilku godzinach
okazały się nieodwracalne.
|
W
końcu nastąpiło zatrzymanie pracy serca. Zespół lekarzy i pielęgniarek
przystąpił do akcji przywracania życia (ang. cardiopulmonary
resuscication - CPR), zarządzono podanie epinefryny oraz atropiny,
potem - elektrowstrząs. Serce zaczęło bić, potem znowu się
zatrzymało. Więcej CPR, więcej epinephreny i atropiny, kolejny
elektrowstrząs, więcej CPR. Trwało to jedną godzinę aż nie było
już więcej żadnej nadziei ani celu dalszych zabiegów. Pacjentka
zmarła - nie było już dla niej żadnego ratunku.
Lekarka opisująca to zdarzenie nie uważała, że zmarła pacjentka
była fanatyczką. Pisała:
|
Jak
mi powiedziano, była inteligentną kobietą, która całkowicie
rozumiała skutki, jakie może wywołać jej decyzja. Sądzę jednak,
że podjęła ją w wyniku ślepego przestrzegania zasad swej wiary
[16].
|
Była
to kobieta, która miała stale powracający, wymagający okresowej
operacji, problem ze zdrowiem. Wiedząc o tym, w jej przypadku,
przechowywanie pewnej ilości własnej krwi byłoby wskazaną i
zapewniającą jej bezpieczeństwo praktyką medyczną. Jednak
"teokratyczne prawo" zabrania stosowania tego rodzaju
praktyki. Posłuszeństwo "teokratycznemu prawu" nie pozwoliło
jej na podjęcie decyzji zgodnej z własnym sumieniem.
Jeśliby polityka organizacji była rzeczywiście oparta na Biblii,
wtedy jakiekolwiek cierpienie spowodowane przestrzeganiem tej polityki
- takie jak niebezpieczeństwo związane ze zwlekaniem lub odmową
poddania się operacji ze względu na krew, a nawet utrata życia na
skutek przekonania, że świętym nakazem jest odmowa przyjęcia
jakichkolwiek, także tych "dozwolonych" przez organizację
składników krwi - mogłyby być po prostu postrzegane jako
cierpienia sługi Bożego, którym chętnie powinien stawić czoło
[17]. Wielu Świadków Jehowy bardzo szczerze i z głębokim
przekonaniem stosuje się do zarządzeń organizacji w kwestii krwi.
Niektórzy z nich nawet, przestrzegając nakazy organizacji, patrzyło
jak ich dzieci umierają. Byłoby jednak niesprawiedliwością oskarżać
ich o brak miłości do swoich dzieci. Oni po prostu zaakceptowali
zarządzenia organizacji i jej politykę - jakkolwiek bardzo
skomplikowaną i pogmatwaną - wierząc, że jest ona oparta na Biblii
i nakazana przez Boga. Niestety bardzo mało z tych zarządzeń ma
poparcie w Biblii, a jeśli już je ma, to jest ono oparte na kruchych
podstawach.
Jak już zauważono, większość argumentacji Strażnicy skupia się
na tekstach zapisanych w Pismach Hebrajskich, głównie na zarządzeniach
prawa Mojżeszowego. Ponieważ Towarzystwo uznaje, że chrześcijanie
nie podlegają Prawu, często cytuje jako argument tekst z Rodzaju
rozdz. 9, wersety 1-7:
|
Po
czym Bóg pobłogosławił Noego i jego synów, mówiąc do nich: Bądźcie
płodni i mnóżcie się, abyście zaludnili ziemię. Wszelkie zaś
zwierzę na ziemi i wszelkie ptactwo powietrzne niechaj się was boi i
lęka. Wszystko, co się porusza na ziemi i wszystkie ryby morskie
zostały oddane wam we władanie. Wszystko, co się porusza i żyje,
jest przeznaczone dla was na pokarm, tak jak rośliny zielone, daję
wam wszystko. Nie wolno wam tylko jeść mięsa z krwią życia. Upomnę
się o waszą krew przez wzgląd na wasze życie - upomnę się o nią
u każdego zwierzęcia. Upomnę się też u człowieka o życie człowieka
i u każdego - o życie brata. [Jeśli] kto przeleje krew ludzką,
przez ludzi ma być przelana krew jego, bo człowiek został stworzony
na obraz Boga. Wy zaś bądźcie płodni i mnóżcie się;
zaludniajcie ziemię i miejcie nad nią władzę. (BT)
|
Towarzystwo
twierdzi, że ponieważ cała ludzkość pochodzi od Noego i jego synów,
te przykazania nadal stosują się do wszystkich ludzi. Argumentuje
dalej, że zarządzenia dotyczące krwi zawarte w Prawie Mojżeszowym
należy po prostu traktować jako powtórzenie lub uszczegółowienie
bardziej podstawowego prawa, ustanowionego znacznie wcześniej i
dlatego ciągle obowiązującego. W przeciwnym bowiem razie, odkąd
chrześcijanie nie są pod zakonem, nie miałoby sensu cytowanie tekstów
z zakonu Mojżeszowego w tej kwestii (Rzym. 6:14; 10:4; Hebr. 8:6,13).
Twierdzi się więc, że Boskie rozporządzenie odnośnie krwi jest
wieczne.
Jeśli rzeczywiście tak jest, czy w ten sam sposób nie powinno się
traktować przekazane Noemu inne przykazanie: "bądźcie płodni
i mnóżcie się", "zaludniajcie ziemię i miejcie nad nią
władzę"? A jeśli tak, to jak Towarzystwo Strażnica jest w
stanie usprawiedliwić zachęcanie swoich członków do tego, by nie
tylko pozostawali samotni, ale by nawet pary małżeńskie Świadków
Jehowy wyrzekły się rodzenia dzieci? Pod nagłówkiem "Rodzenie
dzieci dzisiaj" Strażnica z 1 marca 1988r. (wyd. ang.) na
stronie 21 pyta, czy ze względu na to, żeby było możliwe dokończenie
dzieła głoszenia, a "czas jest ograniczony", nie
"jest właściwym dla Chrześcijan zapytać samych siebie jak wstąpienie
w związek małżeński, lub jeśli już ktoś ma męża (żonę)
– jak rodzenie dzieci, może wpłynąć na ich udział w tak ważnej
pracy?". Towarzystwo przyznaje, że rodzenie dzieci było częścią
Boskiego przykazania danego ludziom po potopie ale jednak twierdzi
(str. 26), że "Dzisiaj rodzenie dzieci wyraźnie nie jest częścią
pracy Jehowy, jaką zrządził swojemu ludowi.… Chociaż
rodzenie dzieci w tych czasach końca jest osobistą sprawą każdej
pary i ona sama musi podjąć decyzję, jednak , odkąd 'czasy są skrócone',
zamężne pary dobrze zrobią jeśli dokładnie rozważą wszystkie za
i przeciw rodzeniu dzieci w obecnych czasach." Jeśli słowa
Jehowy skierowane do Noego dotyczące rodzenia dzieci i "napełniania
ziemi" można potraktować jako już nie obowiązujące, jak można
ciągle argumentować, że Jego słowa dotyczące krwi należy
traktować jako nadal obowiązujące i wykorzystywać je jako podstawę
do twierdzenia, że przepisy Prawa Mojżeszowego dotyczące
krwi dotyczą także chrześcijan w dniu obecnym.
Co ważniejsze, przesłanie słów zapisanych w księdze Rodzaju jest
zupełnie różne od tego, co twierdzi organizacja. Każdy bezstronny,
czytający je człowiek jest przekonany, że Bóg mówi tutaj o krwi
tylko i wyłącznie w kontekście zabijania zwierząt i w
konsekwencji - zabijania ludzi. W przypadku zwierząt, ich krew
była wylewana na świadectwo uznania faktu, że ich życie zostało poświęcone
(jako źródło pokarmu) i oddane człowiekowi tylko dzięki Boskiemu
pozwoleniu, a nie na podstawie prawa naturalnego. Ponieważ życie
jest darem Bożym, nigdzie też Stwórca nie upoważnił do
samowolnego przelewania przez człowieka krwi drugiego człowieka.
Przelana krew, zarówno zabitych zwierząt, jak i zabitych ludzi,
reprezentuje utracone przez nich życie [18]. Widać to z wielu
tekstów prawa Mojżeszowego, które nakazują, aby krew została
"wylana". Wszędzie dotyczy to krwi zwierząt, które zostały
zarżniete. Przelanie krwi reprezentuje więc życie utracone,
a nie życie dalej aktywne w stworzeniu (Kapł. 17:13,14; Pwt. Prawa
12:15,16,24,25).
Jednak skutkiem transfuzji krwi nie jest zabicie zwierzęcia, czy człowieka
– krew jest pobierana od żyjącego dawcy, który po jej
pobraniu dalej żyje. W tym przypadku krew nie reprezentuje czyjejś śmierci,
ale jest wykorzystywana w przeciwnym celu, mianowicie – służy
do podtrzymania życia. Piszemy o tym nie po to, by twierdzić,
że transfuzja krwi jest praktyką pożądaną lub że w żadnym
wypadku nie należy jej kwestionować, ale po prostu dlatego, by
pokazać, że nie istnieje żaden związek ani analogia pomiędzy
zapisanym w Księdze Rodzaju zakazem jedzenia krwi zabitych zwierząt
a krwią stosowaną w transfuzjach. Taka analogia po prostu nie
istnieje.
W grudniu 1981r. pewien człowiek studiujący ze Świadkami Jehowy,
napisał list do Towarzystwa Strażnica, wyrażając w nim swoje
trudności w zharmonizowaniu zaleceń dotyczących transfuzji krwi z
biblijnymi cytatami, podanymi jako ich podstawa. Jego rozważania na
temat tych cytatów prowadzą do podobnych wniosków:
|
Tak
więc, według mnie, podane wyżej cytaty wskazują na to, że znajdujący
się w Biblii zakaz spożywania krwi dotyczy tylko takich sytuacji, w
których człowiek zabija swoją ofiarę, a następnie spożywa jej
krew zamiast zwrócić ją Bogu, który tylko ma prawo do odbierania
życia.
|
Szczególnie
jednak byłem pod wrażeniem argumentów zawartych w końcowej części
listu.
|
Inny,
nie dający mi spokoju, problem dotyczący tego samego tematu wynika z
tego, że Świadkowie Jehowy mówią, iż Bóg zabronił spożywania
krwi, ponieważ jest ona symbolem życia, a życie jest największą
wartością w oczach Bożych i dlatego przez zakaz spożywania krwi
zwraca On człowiekowi uwagę na ogromną wartość życia. Wydaje mi
się, że jest to bardzo rozsądne rozumowanie. Jakkolwiek
nie jestem w stanie pojąć jakim sposobem symbol może mieć większą
wartość niż rzeczywistość, którą symbolizuje.
Chociaż niewątpliwie w wielu wypadkach transfuzje krwi niewiele
pomagają a nawet przynoszą szkodę, to przecież jednak w procentowo
niewielkiej liczbie przypadków są one jedynym środkiem podtrzymania
życia, przynajmniej do czasu gdy możliwe będzie zastosowanie innej
terapii – np. gdy u pacjenta wystąpi poważny wewnętrzny
krwotok, który nie może być natychmiast zatrzymany. Wydaje mi się,
że w tego typu sytuacjach dozwolenie na to, by człowiek umarł,
tylko po to, by zachować symbol życia
jest sprzecznością samą w sobie i wskazuje na to, że symbol
jest ważniejszy od rzeczywistości, którą symbolizuje.
(…)Tak samo stanowczo jak Świadkowie Jehowy wierzę, że
prawdziwy chrześcijanin powinien być przygotowany na to, by oddać
swoje życie za wiarę w Boga, jeśli taka jest Jego wola. Ale
oddawanie czyjegoś życia, gdy Bóg tego nie wymaga ani nie pragnie,
nie wydaje się przedstawiać jakąkolwiek rzeczywistą wartość
[19].
|
Wykorzystywanie
Bożych przykazań dotyczących wylewania krwi jako podstawy do
zakazu przechowywania krwi wskazuje na całkowitą ignorancję celu,
w jakim przepisy te zostały wydane. Stosownie do kontekstu, Bóg
nakazał Izraelitom wylewać krew zabitych zwierząt po to, by nie
została ona spożyta, a nie po to, by nie była ona przechowywana.
Przechowywanie krwi po prostu nie było brane pod uwagę w tym
nakazie. Wykorzystywanie Boskiego prawa w sposób, w jaki czyni to
Towarzystwo, jest nielogiczne i jest zwykłą manipulacją, mającą
na celu nadanie biblijnym przepisom znaczenia, jakie z nich ani bezpośrednio
nie wynika ani nawet nie jest przez nie sugerowane.
Chrześcijanie nie są pod przepisami zakonu Mojżeszowego, ale obowiązuje
ich "zakon miłości" oraz "zakon wiary" –
warto tę prostą prawdę potraktować poważnie i dokładnie ją
rozważyć (Rzym. 3:27; 6:14; 10:4; Gal. 3:10,11,23-25; Jak. 2:8,12).
Czy rzeczywiście wykazujemy uznanie dla ważności życia, gdy
pozwalamy by w dramatycznych przecież sytuacjach kierowała nami
narzucona z góry polityka Towarzystwa? Czy, gdy odmawiamy transfuzji,
nie mając w Słowie Bożym żadnego jasnego dowodu na poparcie takiej
decyzji, rzeczywiście manifestujemy miłość do Boga oraz miłość
do bliźniego?
Podstawowym tekstem biblijnym, na którym opiera się argumentacja
Towarzystwa Strażnica są słowa zapisane w Dziejach Apostolskich
15:28,29. Wersety te przytaczają decyzję podjętą przez apostołów
i starszych podczas zgromadzenia w Jerozolimie. Zawiera ona następujące
zalecenie: "macie powstrzymywać się od tego, co ofiarowane bożkom,
i od krwi, i od tego, co uduszone, i od rozpusty". Biblijne
dowody na to, że cytowane słowa nie są formą rozporządzenia
prawnie wiążącego chrześcijan, zostaną podane w dalszej części
tego rozdziału. Kwestia ta jest bardzo istotna, ponieważ jest ona
koronnym argumentem, na podstawie którego Towarzystwo przenosi nakazy
zakonu Mojżeszowego do chrześcijaństwa. Zajmiemy się tym później,
teraz zauważmy tylko, że zalecenie by "powstrzymywać się od
krwi" oczywiście odnosi się do spożywania krwi. Sama
Strażnica przyznaje to w wydaniu z dnia 15 czerwca 1978r. (wyd.
ang.), cytując słowa profesora Eduard'a Meyer'a, który wyjaśnia
znaczenie terminu "krew" w tym wersecie jako
"uczestnictwo we krwi, które zabronione było przez prawo (Rodz.
9:4) nałożone na Noego, a przezeń na cały rodzaj ludzki". To
"uczestnictwo" było niczym innym jak spożywaniem
krwi [20].
Zasadniczym pytaniem zatem jest, czy można dowieść, że transfuzja
krwi jest "spożywaniem" krwi, jak to twierdzi Towarzystwo
Strażnica? Niestety, nie ma nawet najmniejszej podstawy, by tak
twierdzić. Istnieją oczywiście techniki medyczne umożliwiające
"karmienie dożylne", polegające na wprowadzeniu do żył
specjalnie przygotowanych płynów, które zawierają substancje odżywcze
(takie jak glukoza) i spełniają funkcję pożywienia. Jednakże, o
czym doskonale wiedzą wszystkie autorytety medyczne, a i Towarzystwo
Strażnica czasami przyznaje, transfuzja krwi nie jest dożylnym
karmieniem; w rzeczywistości jest ono transplantacją tkanki
łącznej, a nie podaniem substancji odżywczej [21]. W
przypadku transplantacji nerki, nerka nie jest spożywana jako
pokarm przez ciało biorcy. Dalej pozostaje nerką, mając ten sam
kształt i pełniąc te same funkcje, jakie pełniła w ciele dawcy.
To samo dotyczy krwi. Nie jest ona zjadana jako pokarm po
"transplantowaniu" jej do nowego organizmu. Pozostaje dalej
tą samą tkanką płynną, ma taką samą formę i pełni w nowym
organizmie te same funkcje, jakie pełniła w organizmie dawcy. Komórki
ciała nie są nawet w stanie wykorzystać transplantowaną krew jako
pokarm. Żeby mogły to zrobić, krew musiałaby najpierw przejść
przez układ trawienny, zostać tam przetworzona do takiej
postaci, którą komórki organizmu są w stanie zaabsorbować –
musiałaby być rzeczywiście i literalnie zjedzona by
mogła potem służyć jako pokarm [22].
Kiedy lekarze uważają, że zachodzi potrzeba transfuzji krwi, sądzą
tak nie dlatego, że pacjent jest niedożywiony. W większości
przypadków transfuzja jest podejmowana dlatego, że pacjentowi
brakuje, nie pożywienia, ale tlenu. Sytuacja taka występuje
gdy w organizmie znajduje się zbyt mała ilość "nośników
transportujących tlen", mianowicie – czerwonych ciałek
krwi, które mogłyby przetransportować potrzebną ilość tlenu. W
niektórych innych przypadkach, lekarze zarządzają transfuzję ze
względu na niedobór innych składników krwi, takich jak: płytki
krwi (umożliwiające krzepnięcie krwi), immunoglobuliny zawierające
antyciała itd. I znowu, składniki te nie są "pożywieniem"
dla organizmu biorcy.
Usiłując obejść oczywisty fakt, że transfuzja nie jest jedzeniem
krwi, ani że nie wymyślono ją po to, by dożylnie "podawać pożywienie",
Towarzystwo Strażnica stara się arbitralnie nadać tej kwestii
szersze znaczenie, często łącząc, lub nawet zastępując, termin
"podawać pożywienie" ("spożywać") z wyrażeniem
"podtrzymywać życie" [23]. Celem tej objazdowej taktyki
jest rozmycie istoty problemu. Dostarczanie pożywienia organizmowi
przez zjadanie pokarmu oraz podtrzymywanie go przy życiu nie są
ekwiwalentnymi wyrażeniami, które można stosować zamiennie.
Jedzenie jest tylko jednym z elementów niezbędnych do
podtrzymywania życia. Podtrzymujemy życie także wieloma innymi, równie
ważnymi, sposobami: oddychaniem, wypijaniem odpowiedniej ilości
wody, poprzez zapewnienie ciału odpowiedniej ilości ciepła, snu i
odpoczynku. Pismo Święte, tam gdzie mówi o krwi, nie ma na uwadze
"podtrzymywania życia" w szerokim tego słowa znaczeniu,
ale odnosi się do konkretnego aktu spożywania krwi, i to
zjadania krwi zwierząt, które zostały zarżnięte. Kiedy
Izraelita spożywał mięso zawierające krew, nie czynił to dlatego,
że krew zawarta w tym mięsie miała "podtrzymać" go przy
życiu – przy życiu podtrzymywało go samo mięso, bez względu
na to, czy była w nim krew, czy też nie. To czy spożywana krew
podtrzymywała go przy życiu, czy też nie, nie miało nic do rzeczy.
Akt spożywania krwi był zakazany prawem i zakaz ten nie miał nic
wspólnego z tym, czy spożywanie krwi motywowano potrzebą
"podtrzymywania życia".
Zamieszanie spowodowane bezpodstawnym wprowadzeniem koncepcji
"podtrzymywania życia" umożliwiło także Towarzystwu Strażnica
wmówić swoim członkom, że każdy, kto przyjmuje transfuzję krwi,
okazuje pogardę dla życiodajnego okupu, którego podstawą jest
zbawcza moc przelanej w ofierze krwi Chrystusa. Obłudę w powyższym
rozumowaniu Strażnicy widać szczególnie jaskrawo, gdy weźmie się
pod uwagę fakt, że Towarzystwo pozwala swoim członkom przyjmować
składniki krwi, które często podaje się dokładnie po to, by
"podtrzymać" kogoś przy życiu. Jest tak w przypadku
czynnika krzepnięcia VIII, którą podaje się chorym na hemofilię
oraz immunoglobulin, podawanych w celu uodpornienia organizmu przeciw
pewnym, zagrażającym życiu, chorobom lub po to, by zapobiec śmierci
noworodka na skutek niezgodności grup Rh [24]. Nieuczciwe i
pozbawione miłości jest kwestionowanie motywów, jakimi kierują się
osoby pragnące zachować swoje życie lub życie swoich bliskich,
wmawiając im zaparcie się wiary tylko dlatego, że nie przestrzegają
zarządzeń i zakazów ustanowionych przez organizację religijną, zwłaszcza,
że nie ma żadnej podstawy - biblijnej ani jakiejkolwiek innej, by
tak czynić. Próby obarczania ludzi poczuciem winy nie są Boską
zasadą lecz wynikają z niskich pobudek upadłego człowieka.
|
"Powstrzymywanie
się od krwi"
List
wysłany przez apostołów i starszych ze zboru w Jerozolimie,
zapisany w piętnastym rozdziale Dziejów Apostolskich, zawiera słowo
"powstrzymywać się", odnoszące się do rzeczy
ofiarowanych bożkom, krwi, rzeczy uduszonych i rozpusty (Dz.Ap.
15:20,29). Grecki termin (apékhomai) ma podstawowe znaczenie
"trzymać się z dala od". Publikacje Towarzystwa Strażnica
wskazują, że termin ten zastosowany do krwi ma absolutne, obejmujące
wszystko, znaczenie. Dlatego też w książce Będziesz mógł żyć
wiecznie w raju na ziemi, na stronie 216, czytamy: "nakaz
'powstrzymywania się od krwi' oznacza, że w ogóle nie wolno
wprowadzać ją do organizmu". Podobnie Strażnica z 1
maja 1988r. na str. 17 (wyd. ang.) stwierdza: "Kroczenie śladami
Jezusa oznacza nie przyjmowanie krwi do swojego organizmu, ani ustnie,
ani w żaden inny sposób". Ale czy rzeczywiście termin ten jest
stosowany w Piśmie Świętym w absolutnym, obejmującym wszystko
znaczeniu, jak to twierdzi Towarzystwo? Czy też może przeciwnie
– ma sens względny, odnoszący się do konkretnych i
ograniczonych rzeczy i sytuacji?
To że można go stosować nie tylko w absolutnym, obejmującym
wszystko znaczeniu, ale także w znaczeniu ograniczonym tylko do
konkretnego przypadku, widać ze sposobu, w jakim ten termin użyto w
1Tym. 4:3. W wersecie tym apostoł Paweł ostrzega przed pewnymi chrześcijanami,
którzy wprowadzić mają szkodliwe nauki, "zabraniając
zawierania związków małżeńskich, nakazując powstrzymywać się
od pokarmów, które Bóg stworzył, aby były spożywane z dziękczynieniem".
Oczywiście apostoł nie miał na myśli ludzi, którzy nakazywaliby
innym całkowite powstrzymywanie się od spożywania pokarmów,
obejmujące wszystkie stworzone przez Boga pokarmy. Oznaczałoby to
bowiem całkowitą głodówkę i w konsekwencji – śmierć.
Oczywiście, chodzi tutaj o zabranianie spożywania tylko pewnych określonych
pokarmów, niewątpliwie zakazanych przez prawo Mojżeszowe.
Podobnie, apostoł Piotr przestrzega (1Piotra 2:11):
|
"Umiłowani,
usilnie zachęcam was jako przybyszy i tymczasowych osiedleńców, abyście
się powstrzymywali od cielesnych pragnień, które toczą bój
przeciwko duszy".
|
Gdybyśmy
potraktowali to wyrażenie literalnie, w znaczeniu absolutnym, obejmującym
wszystko, znaczyłoby to, że powinniśmy powstrzymywać się od
zaspokajania wszystkich naszych cielesnych pragnień. Na pewno nie to
miał na myśli apostoł. Mamy wiele "cielesnych pragnień"
– pragniemy jeść, oddychać, spać, cieszyć się odpoczynkiem
oraz całe mnóstwo innych pragnień, które są całkowicie słuszne
i dobre. Tak więc "powstrzymywanie się od cielesnych pragnień"
odnosi się, zgodnie z kontekstem wypowiedzi apostoła, nie do
wszystkich cielesnych pragnień, ale tylko do szkodliwych i
grzesznych pragnień, "które toczą bój przeciwko
duszy".
Zachodzi więc pytanie, w jakim kontekście
Jakub użył wyrażenia "powstrzymywać się" od krwi? Samo
zgromadzenie apostołów i starszych powołano w celu rozważenia
problemu wynikłego z faktu, że niektórzy żądali aby chrześcijanie
pochodzący z pogan nie tylko zostali obrzezani, ale żeby także
"przestrzegali prawa Mojżeszowego" (Dz.Ap. 15:4). Dlatego
też tematem przemówienia apostoła Piotra było przestrzeganie prawa
Mojżeszowego, które on sam określił jako uciążliwe
"jarzmo" (Dz.Ap. 15:10). Kiedy Jakub przemówił przed
zgromadzeniem i przedstawił swoje zalecenia dla pogan – że mają
powstrzymywać się od rzeczy splugawionych przez bożki, od rozpusty,
od tego, co uduszone i od krwi – zakończył tymi słowami:
|
"Mojżesz
bowiem od starożytnych czasów miał w jednym mieście po drugim
tych, którzy go głoszą, ponieważ w każdy sabat odczytuje się go
na głos w synagogach" (Dz.Ap. 15:19-21).
|
Jego
zalecenia wynikają więc z tego, co ludzie słyszeli, gdy "Mojżesz
był czytany" w synagogach. Jakub wiedział, że w starożytnych
czasach byli poganie, "ludzie z narodów", którzy żyli w
ziemi Izraela i mieszkali pośród żydowskiej społeczności. Jakie
wymagania nakładało na nich Prawo Mojżeszowe? Nie wymagano od nich
obrzezania, ale byli oni zobowiązania do zachowywania pewnych
praktyk, które zostały zapisane w Księdze Kapłańskiej, w 17 i 18
rozdziale. Prawo nakazywało, że nie tylko Izraelici, ale także
"obcy przybysze" mieszkający pośród nich, nie mogą brać
udziału w ofiarach bałwochwalczych (Kapł. 17:7-9), spożywać krwi
ani niewykrwawionych zabitych zwierząt (Kapł.17:10-16), ani brać
udziału w praktykach uznanych za seksualnie niemoralne (włączając
w to kazirodztwo oraz homoseksualizm) – Kapł. 18:6-26.
Ponieważ ziemia Izraela była w czasach apostolskich pod kontrolą
pogan, a spora część Żydów żyła poza Palestyną pośród różnych
narodów (tworząc tak zwaną "Diasporę", co można przetłumaczyć
jako "rozrzuceni, rozproszeni"), Jakub zdawał sobie sprawę,
że w wielu miastach Cesarstwa Rzymskiego społeczności Żydowskie
tworzyły coś na kształt mini Palestyny z czasów starożytnych, i
że dość powszechnym zwyczajem pogan było uczęszczanie do synagog
na zgromadzenia Żydów i mieszanie się z nimi (porównaj: Dz.Ap.
13:44-48; 14:1; 17:1-5,10-12, 15-17; 18,4). Pierwsi chrześcijanie,
tak z Żydów jak i z pogan, często zbierali się na zgromadzeniach w
synagogach, wiemy bowiem, że Paweł i inni często nauczali w
synagogach (porównaj: Dz.Ap. 18:1-4,24-28). Wzmianka Jakuba o tym, iż
Mojżesz jest czytany w synagogach w jednym mieście po drugim, daje
podstawę do wierzenia, że gdy wymieniał (bezpośrednio przed tą
uwagą) zalecenia dla pogan, to miał w umyśle zakazy, które Mojżesz
ustanowił dla pogan mieszkających pośród Izraela w dawnych
czasach. Warto zauważyć, że Jakub wymienił nie tylko te same
rzeczy, które zapisano w Księdze Kapłańskiej, ale wymienił je
nawet w tej samej kolejności: powstrzymywanie się od bałwochwalczych
ofiar, krwi, zwierząt uduszonych (a więc niewykrwawionych) oraz
niemoralności seksualnej. Polecił by wierzący poganie przestrzegali
dokładnie tych samych zakazów, a oczywistą przyczyną dlaczego
mieli to czynić były okoliczności – potrzeba zachowania
pokoju i harmonii podczas wspólnych zgromadzeń chrześcijan wywodzących
się z pogan i z Żydów. Kiedy chrześcijanom wywodzącym się z
pogan zalecono by "powstrzymywali się od krwi", oni oczywiście
rozumieli to zalecenie nie w jakimś "wszystko obejmującym"
sensie, ale w konkretnym znaczeniu – powstrzymywania się od jedzenia
krwi, do czego Żydzi czuli odrazę. Wychodzenie poza taki,
specyficzny sens tego wyrażenia i przypisywanie krwi jako takiej
swego rodzaju statusu "tabu" jest niczym nie uzasadnionym łamaniem
biblijnego i historycznego kontekstu zalecenia apostolskiego [25].
Na uwagę zasługuje to, że Jakub nie nakazał powstrzymywania się
od takich rzeczy jak morderstwo czy kradzież. Takie bowiem rzeczy były
potępiane zarówno przez narody pogańskie cesarstwa jak i przez Żydów.
Natomiast poganie tolerowali bałwochwalstwo, jedzenie krwi, jedzenie
niewykrwawionych zwierząt oraz niemoralność seksualną –
mieli nawet "świątynie prostytutek", w których łączyli
niemoralność z bałwochwalstwem. Zalecenie "powstrzymywania się"
dotyczył więc tych, obrzydliwych dla Żydów, praktyk, które prawie
na pewno stałyby się przyczyną starć i niepokojów pomiędzy braćmi
[26]. Prawo Mojżeszowe nie wymagało, by "obcy
przybysze" mieszkający pośród Izraela poddawali się
obrzezaniu. Obrzezanie nie było warunkiem wspólnego życia w pokoju
pogan i Żydów, dlatego też Jakub nie zalecił poganom, by się
obrzezali.
List zawierający zalecenia Jakuba był skierowany do konkretnych
chrześcijan pochodzenia pogańskiego, ludu "z narodów", z
Antiochii, Syrii i Cylicji (region rozciągający się na północ od
Izraela) i jak zauważyliśmy – dotyczył konkretnego problemu:
narzucaniu poganom obowiązku przestrzegania zakonu (Dz.Ap.
15:5,23-29). Intencją zawartych w nich zaleceń było zapobieżenie
trudnościom, jakie pojawiały się pomiędzy wierzącymi Żydami i
wierzącymi poganami. Jak pokażemy dalej, nie ma żadnych podstaw do
tego, by twierdzić, że ten list zamierzony był jako
"prawo", a cztery rzeczy - od których należy się
powstrzymywać - jako swego rodzaju "Kwadrylog" zastępujący
"Dekalog", to znaczy Dziesięć Przykazań prawa Mojżeszowego.
Przeciwnie – była to konkretna rada, dotycząca konkretnej
sytuacji, która zaistniała w konkretnym okresie historycznym.
|
Zarządzenia
dla uprzywilejowanych
Gdy
byłem członkiem Ciała Kierowniczego, czułem – choć nic na
to nie mogłem poradzić – że zarządzenia wykonawcze wynikające
z polityki Strażnicy stawiają w uprzywilejowanej sytuacji tych spośród
Świadków, którzy pracują w pewnych prestiżowych zawodach. Na
przykład, nauczyciele mogą nauczać ewolucji, jako "obiektywnie
obowiązującego punktu widzenia", chociaż byłoby wskazane,
gdyby uprzednio wyjaśnili uczniom ich własny punkt widzenia w tej
sprawie [27]. Prawnikom wolno brać czynny udział w kampaniach
wyborczych. Jednak chyba najbardziej jaskrawym przykładem jest fakt,
że lekarze nie tylko mogą należeć do organizacji, które aprobują
takie praktyki jak transfuzja krwi czy aborcja, ale nawet są pouczani
przez Strażnicę, iż sami mogą przeprowadzać transfuzję
pacjentowi, który tego zażąda, a nie jest Świadkiem Jehowy [28].
Zarządzenie to tłumaczy się na podstawie prawa Mojżeszowego
pozwalającego Izraelitom sprzedawać obcokrajowcom mięso zwierząt
niewykrwawionych! (Powt. Prawa 15:21). Chociaż w tym przypadku krew
dalej pozostawała (jak za ich życia) w ciałach zabitych zwierząt -
nie była z nich pobierana i przechowywana, czyli poddawana procesowi,
który Organizacja potępia jako przejaw lekceważenie Boskiego prawa
[29]. Dziwnym trafem, wszystkie usilne nawoływania do "głębokiego
poszanowania dla świętości krwi", wszystkie ostrzeżenia dla
winnych przestępowania zakazów związanych z krwią, cała
argumentacja potępiająca przechowywanie krwi jako przejaw lekceważenia
Boskiego prawa, nagle tracą swoją moc, gdy chirurg, Świadek Jehowy,
wkracza do akcji [30].
Z całą szczerością, nie pragnąc nikogo znieważyć, kiedy
zastanawiam się nad tymi przeróżnymi zarządzeniami, prawami,
roztrząsaniem szczegółów technicznych i całą polityką
organizacji, sądzę, że gdyby przeciętny człowiek w zwykłych,
"życiowych" sprawach stosował rozumowanie, na którym
opierają się wszystkie te prawa i zarządzenie Towarzystwa, to
zapewne uznano by go za "chorego na umyśle".
|
Dlaczego
ludzie to akceptują?
Apostoł
Paweł pisze, że w jego czasach byli tacy, "którzy chcą
być pod prawem" (Gal. 4:21). Dzisiaj wielu też tego pragnie.
Chociaż, nie tak jak "judaizujący" chrześcijanie w
czasach Pawła, nie są oni orędownikami podlegania Prawu Mojżeszowemu,
to jednak przez ich legalistyczne podejście do Chrześcijaństwa
zamieniają je w kodeks prawny, cały system praw i obowiązków.
Tworzą oni niewolniczy system przepisów oraz – opartych na
tradycji – zakazów i nakazów, które mają rządzić relacjami
ludzi z Bogiem.
Ale dlaczego inni podporządkowywują się takiemu narzuconemu
kodeksowi praw "chrześcijańskich"? Co skłania ich do
rezygnacji z tak przecież cennej wolności podejmowania decyzji na
podstawie swojego własnego moralnego osądu, nawet w bardzo
prywatnych sferach swojego życia? Co skłania ich do podporządkowywania
się interpretacjom i prawom niedoskonałego człowieka, nawet za cenę
ryzyka utraty pracy, cierpienia w więzieniu, doprowadzenia do rozkładu
swojego małżeństwa, nawet ryzyka utraty życia swojego lub
ukochanej osoby?
Na taką postawę wpływa wiele czynników. Mogą to być naciski społeczności
braci, rodziny lub konformizm mający na celu zapobieżenie
niezgodzie, a nawet konfliktom. Może to być paraliżujący strach
przed Boskim odrzuceniem i w konsekwencji ostateczną zagładą, jeśli
ktoś znajdzie się poza organizacyjną "arką". Jest jednak
jeszcze inny powód, być może bardziej podstawowy, który jest często
zasadniczą przyczyną takiego zachowania.
Większość ludzi woli widzieć wszystkie rzeczy w kolorach
czarno-białych, tak by bez żadnego problemu mogli zakwalifikować je
jako dobre lub złe. Podejmowanie decyzji w oparciu o swoje własne
sumienie może być trudne, czasami nawet bolesne. Wielu woli nie
podejmować osobiście takiego wysiłku, woli po prostu, by ktoś inny
powiedział im, co należy zrobić – żeby był ich sumieniem.
Taka właśnie postawa umożliwiła rozwój skomplikowanego systemu
prawnego tradycji rabinistycznej oraz zapewniła władzę faryzeuszom
nad ludem w czasach Jezusa. To dlatego Żydzi, zamiast podejmować
decyzję na podstawie Słowa Bożego i własnego sumienia, woleli pójść
i "zapytać Rabbiego". Dokładnie to samo dzieje się
obecnie wśród Świadków Jehowy – tutaj też, gdy powstaje
problem, który nie mieści się w kategoriach dotychczas
ustanowionych przepisów i praw, pada rada: "zapytaj Organizację"
lub po prostu: "zapytaj Brooklyn".
Innym powodem, dlaczego tak się dzieje, jest wielka subtelność, z
jaką Towarzystwo narzucane innym swoje interpretacje i legalistyczne
rozumowanie. Ciągłe podkreślanie Boskiego źródła prawa oraz
wydawanych przez Organizację rozporządzeń, podbudowane sofistyczną
argumentacją oraz sprawiającymi pozór uczoności szczegółami
technicznymi oraz rozumowaniem, które jest nie tylko bardzo subtelne
ale i obłudnie przymilne, a bywa że i drwiące z postaw innych
ludzi, przynosi swoje skutki. Niełatwo jest dopatrzyć się, co kryje
się za płaszczykiem tej całej sofistycznej argumentacji i w jakim
celu ją zbudowano. Mało tego, niewielu ma ochotę przeanalizować
krytycznie jej podstawy, a spora część po prostu nie jest w stanie
tego dokonać.
Zechciej wziąć pod uwagę tylko dwa przykłady wzięte z prawa
rabinicznego. "Uczeni w piśmie", usiłując dokładniej
sprecyzować nakaz zawarty w Księdze Wyjścia 16:29 ("Niech nikt
nie opuszcza swego miejsca w dniu siódmym"), ustalili, że człowiek
w sabat może przejść tylko określony odcinek drogi (nie więcej niż
3000 stóp) poza zewnętrzną granicę miasta, w którym mieszka.
Odcinek ten nazwano "odległością drogi sabatowej" (jest
to wyrażenie używane w czasach Jezusa; zobacz Dz.Ap. 1:12). Był
jednak sposób umożliwiający przebycie drogi dłuższej niż podana
wyżej odległość i to zgodnie – z rabinicznego punktu
widzenia – z obowiązującym prawem. Jaki?
Otóż można było w bardzo prosty sposób "stworzyć
sobie" drugie miejsce zamieszkania w jakimś innym domu lub
miejscu, poza własną miejscowością (ale znajdujące się jeszcze w
obrębie wspomnianych 3000 stóp), zostawiając tam w depozycie, przed
nastaniem sabatu, zapas jedzenia wystarczający przynajmniej na dwa
posiłki. Dzięki temu można było pójść do drugiego "miejsca
zamieszkania" i stamtąd udać się w dalszą podróż, przedłużając
dozwoloną drogę o dalsze 3000 stóp.
Podobnie rozwiązano problem dotyczący nakazu zapisanego w księdze
Jeremiasza 17:22, zabraniającego "wynosić ze swych domów żadnego
ciężaru" w dzień sabatu. Uczeni w Piśmie wywnioskowali, że
tekst ten nie zabrania przenoszenia rzeczy z jednej części domu
do drugiej, nawet gdy dom zamieszkiwało kilka rodzin. Tak więc
ustalili, że ludzie zamieszkujący domy mieszczące się w obrębie
pewnego określonego sektora (takiego jak na przykład domy zbudowane
wokół wspólnego dziedzińca) mogą postawić sobie wspólne,
"legalne" drzwi do całego sektora oddzielające go od
ulicy. Dzięki temu cały sektor można było traktować jak by był
jednym miejscem zamieszkania i można było przenosić ciężary
pomiędzy domami znajdującymi się w jego obrębie bez obawy o
naruszenie prawa [31].
Porównajmy teraz te rabinistyczne sposoby rozumowania i szczegółowe
rozwiązania techniczne z metodami stosowanymi przez Towarzystwo Strażnica
przy ustalaniu nakazów i zakazów dotyczących pewnych aspektów
praktyk medycznych. W Strażnicy z 1 marca 1989r. (w j. polskim
– Strażnica z 15 sierpnia 1989r.) w dziale "Pytań
od czytelników" poddano analizie praktykę medyczną polegającą
na pobraniu od pacjenta pewnej ilości krwi i przechowywaniu jej do
czasu operacji, by – w razie potrzeby – z powrotem
wprowadzić ją do organizmu. Stwierdzono tam kategorycznie, że Świadkowie
Jehowy na taką praktykę "NIE wyrażają zgody". Jaki
podano powód? Otóż taka krew "już nie należy do organizmu
danej osoby". Na poparcie został przytoczony tekst z księgi
Powtórzonego Prawa 12:24, który mówi, że krew ściętych zwierząt
musi być wylana na ziemię. Jakimś dziwnym sposobem rozumowania
nakaz dotyczący ściętych zwierząt odczytano jako paralelną
sytuację do opisanego wyżej przypadku przechowywania krwi żyjącego
człowieka.
Na tym jednak nie kończą się rozważania autorów tego artykułu.
Analizują oni dalej inną, stosowaną także podczas operacji,
praktykę medyczną, w której krew pacjenta jest kierowana do
sztucznego płuco-serca lub sztucznej nerki (by ją wzbogacić tlenem
oraz odfiltrować z niej substancje pochodzące z przemiany materii) i
wraca z powrotem do organizmu pacjenta. Artykuł informuje czytelnika,
że – w przeciwieństwie do innych – metoda ta może być
zaakceptowana przez Świadka Jehowy. Dlaczego? Bo Świadkowie Jehowy
"uznali zamknięty system przewodów za przedłużenie
krwioobiegu, pozwalające na przepływ krwi przez sztuczny
organ". "Uważają, że krew krążąca w takim układzie
zamkniętym w dalszym ciągu jest składnikiem ich organizmu, toteż
nie trzeba jej 'wylewać'".
Czym różni się ten techniczny sposób "przedłużania"
krwioobiegu od rabinicznego prawa pozwalającego "przedłużyć"
długość drogi sabatowej dzięki stworzeniu sobie
"sztucznego" drugiego miejsca zamieszkania? Albo jaka jest różnica
między ustalaniem, w jakich warunkach krew dalej płynie w
"zamkniętym obwodzie", a starożytnym legalizmem, według
którego "zamknięty obwód" mogą stanowić domy oddzielone
od ulicy zewnętrznymi, symbolicznymi drzwiami. W obu przypadkach,
starożytnym i współczesnym, posłużono się tym samym
kazuistycznym rozumowaniem i legalistycznym podejściem, opierającym
się na rozróżnianiu technicznych szczegółów zagadnienia.
W głębi serca, wielu Świadków czuje, że pierwsza metoda, polegająca
na przechowywaniu swojej własnej krwi, nie jest wcale bardziej
niebiblijna niż druga metoda, w której jest ona przepompowywana
przez sztuczne organy zewnętrzne, np. przez płuco-serce. Jednak nie
są oni na tyle wolni, by postępować zgodnie ze swoim własnym
sumieniem. Choć ich życie może "wisieć na włosku", muszą
przestrzegać organizacyjnych zarządzeń opartych na spekulacjach i
interpretacji technicznych szczegółów zagadnienia, są bowiem częścią
"wielkiego ciała teokratycznego prawa". Nieposłuszeństwo
niesie ze sobą ryzyko wykluczenia ze społeczności.
|
Słabość
prawa a moc miłości
Prawo
często tworzy zewnętrzne pozory jedności, skutecznie ukrywając to,
jacy naprawdę są ludzie "w środku". Skrupulatne
przestrzeganie prawa, "życie zgodne z regułami", pozwalało
przywódcom religijnym w czasach Jezusa uchodzić na zewnątrz za
ludzi prawych, choć wewnątrz byli pełni obłudy i bezprawia (Mat.
23:27-28). To samo sprawdza się także w naszych czasach.
Stosowanie prawa w tych dziedzinach życia człowieka, które są ściśle
związane z jego sercem, przynosi najgorsze rezultaty. Prawo może ścigać
i karać złodziei. Ale jest bezskuteczne w stosunku do człowieka
przestrzegającego prawo, ale który jest jednocześnie chciwy i przez
swoją chciwość oraz zazdrość zadaje innym cierpienie. Prawo może
osądzać, a nawet skazywać morderców. Ale nie może nic zrobić
przeciwko człowiekowi, który nienawidzi, jest pełen zazdrości,
zawiści i żalu, który szuka rewanżu – szczególnie jeśli
jest ostrożny w działaniu i stosuje "prawnie dozwolone" środki.
Znam ludzi tego pokroju, zajmujących nieraz wysokie stanowiska.
Można zauważyć uderzający kontrast między legalistycznym sposobem
kierowania innymi za pomocą "policji", praw i zarządzeń,
a podejściem Pawła, gdy musiał napominać źle czyniących. On
zawsze odwoływał się i podkreślał znaczenie, nie prawa, ale miłości.
W swoim liście do Rzymian tak pisze:
|
Nikomu
nic winni nie bądźcie prócz miłości wzajemnej; kto bowiem miłuje
bliźniego, zakon wypełnił. Przykazania bowiem: Nie cudzołóż, nie
zabijaj, nie kradnij, nie pożądaj i wszelkie inne w tym słowie się
streszczają: Miłuj bliźniego swego jak siebie samego. Miłość bliźniemu
złego nie wyrządza; wypełnieniem więc zakonu jest miłość.
(Rzym. 13:8-10, BW)
|
Paweł
właśnie takie podejście stosował, gdy pojawiały się problemy.
Jeden z ważniejszych przykładów rozwiązywania problemów w duchu
miłości dotyczy jedzenia mięsa poświęconego bożkom (jednej z
czterech rzeczy, wymienionych w 15 rozdziale Dziejów Apostolskich, od
których powinni powstrzymywać się chrześcijanie). Otóż w tamtych
czasach pewni chrześcijanie mieszkający w Koryncie chodzili nawet do
pogańskich świątyń, gdzie przygotowywano posiłki z poświęconego
bożkom mięsa i sprzedawano je ludziom za pieniądze (w obrębie pogańskich
świątyń). Spożywanie przez chrześcijanina mięsa poświęcone fałszywemu
bogowi i to na dodatek w jego świątyni było w oczach wielu braci
– zwłaszcza wywodzących się z Żydów – zapewne tym
samym, czym byłoby dla współczesnych Świadków Jehowy zobaczenie
ich współwyznawcę biorącego udział, na przykład, we wspólnym
posiłku serwowanym w katolickiej katedrze Św. Patryka w Nowym Jorku,
przygotowanym z wcześniej pobłogosławionych przez księdza potraw i
z którego dochód przeznaczony byłby na rozwój kościoła. Chociaż
reakcja większości Świadków byłaby podobna do reakcji zgorszonych
chrześcijan w Koryncie, to zadanie przed którym stanął apostoł było
znacznie poważniejsze. W jaki sposób Paweł podszedł do rozwiązania
tego problemu.
Czy ostrzegł braci spożywających mięso postępowaniem sądowniczym
i prawdopodobnym wyłączeniem ze społeczności? Czy odwoływał się
do prawa, systemu przepisów, jako środka mającego zapobiec takim
praktykom? Przeciwnie, pokazał, że samo spożywanie mięsa poświęconego
bałwanom nie jest wcale praktyką, którą należałoby potępić.
Wskazał tylko do jakich niepożądanych, a nawet tragicznych
konsekwencji może ono prowadzić. Opierając swoje rady nie na
prawie, ale na miłości, napisał:
|
A
co do mięsa, składanego w ofierze bałwanom, wiemy, że wszyscy mamy
właściwe poznanie. Poznanie nadyma, ale miłość buduje. Jeśli kto
mniema, że coś poznał, jeszcze nie poznał, jak należało poznać;
Lecz jeśli kto miłuje Boga, do tego przyznaje się Bóg.
Co więc dotyczy spożywania mięsa, składanego w ofierze bałwanom,
wiemy, że nie ma bożka na świecie i że nie ma żadnego innego
boga, oprócz Jednego... Lecz nie wszyscy mają właściwe poznanie;
niektórzy bowiem, przyzwyczajeni dotąd do bałwochwalstwa, spożywają
mięso jako składane w ofierze bałwanom i sumienie ich z natury słabe,
kala się... Baczcie jednak, aby ta wolność wasza nie stała się
zgorszeniem dla słabych. Albowiem jeśliby kto ujrzał ciebie, który
masz właściwe poznanie, siedzącego za stołem w świątyni pogańskiej,
to czyż to nie pobudzi sumienia jego, ponieważ jest słaby, do spożywania
mięsa składanego w ofierze bałwanom? I tak przyczyni się twoje
poznanie do zguby człowieka słabego, brata, za którego Chrystus
umarł. A tak, grzesząc przeciwko braciom i obrażając ich słabe
sumienie, grzeszycie przeciwko Chrystusowi. Przeto, jeśli pokarm
gorszy brata mego, nie będę jadł mięsa na wieki, abym brata mego
nie zgorszył. (1 Kor. 8:1-13, BW)
|
To,
czy ktoś je (lub nie je) nie powinno więc zależeć od prawa, ani od
tego, czy wiąże się to z wykroczeniem przeciwko prawu. Powinno
wynikać z miłości i pragnienia, by nie zgorszyć swego brata,
"za którego Chrystus umarł". Podejście takie jest
zdecydowanie lepsze od prostego wypełniania przepisów, bo skłania
chrześcijanina do okazania stanu swego serca.
Podana przez apostoła Pawła rada dotycząca jedzenia mięsa poświęconego
bałwanom dowodzi, że bynajmniej nie traktował on decyzji podjętej
przez zgromadzenie apostołów i starszych w Jerozolimie (zapisanej w
15 rozdziale Dziejów Apostolskich) jako obowiązujące
"prawo". Jeśli bowiem byłoby to prawo, Paweł nigdy
nie napisałby tego, co napisał do chrześcijan w Koryncie, przyznając
szczerze, że jedzenie mięsa poświęconego bożkom jest sprawą
sumienia, zaś decydującym czynnikiem przemawiającym za tym, żeby
takiego mięsa nie jeść, jest dawanie powodu do zgorszenia słabym
braciom w Chrystusie. Postrzeganie jerozolimskiego listu jako prawa i
twierdzenie na tej podstawie, że nakazy prawa Mojżeszowego dotyczące
krwi są dalej obowiązujące, jest oczywistym ignorowaniem wielu
wypowiedzi apostoła Pawła, zwłaszcza tej dotyczącej "mięsa
poświęconego bożkom". Jasno dowodzi ona, że takie rozumowanie
jest błędne [32]. Jeśli nie byłoby niebezpieczeństwa zgorszenia
kogoś z braci, nikt nie miałby prawa osądzać Pawła lub
jakiegokolwiek innego chrześcijanina za jedzenia takiego mięsa. Jak
to Paweł przedstawił:
|
Mówię
zaś nie o twoim sumieniu, lecz o sumieniu bliźniego; bo dlaczegóż
by moja wolność miała być sądzona przez cudze sumienie? A jeśli
ja z dziękczynieniem coś spożywam, dlaczego mają mi złorzeczyć
za to, za co ja dziękuję? (1 Kor. 10:29-30, BW)
|
Chrześcijańska
wolność nie może być nieczuła na sumienie i skrupuły innych.
Jednak równocześnie, nikt nie ma prawa do narzucania swojego
sumienia innym, ograniczając ich wolność, którą otrzymali w
Chrystusie. Żadna też grupa czy wybrane spośród ludzi "ciało",
przypisujące sobie apostolski autorytet, nie ma prawa narzucać swego
zbiorowego sumienia innym, wydając na tej podstawie prawa i
zalecenia.
W poprzednich rozdziałach została opisana różnica między prawem a
nauką. Pierwsze z nich czerpie swoją moc z narzucanego innym
autorytetu, drugie przekonuje do swoich zasad przez nauczanie. Jezus
stale nauczał w przypowieściach i opowiadaniach. One nie tworzyły
prawa, ale wpajały w serca słuchających pełne mocy nauki i żywotne
lekcje moralne. Przypowieść o marnotrawnym synu nie ustanawia prawa,
że każdy przyjmujący z powrotem swoje krnąbrne dziecko musi wydać
z tego powodu ucztę itd. Podkreśla natomiast miłującego ducha,
wielkoduszne i miłosierne nastawienie. W Piśmie Świętym znajdziemy
wiele sposobów nauczania – są tam stanowcze nakazy, to prawda,
ale są tam także fragmenty przedstawiające właściwy styl życia
(życie w miłości, oparte na pokoju współżycie z innymi). Są tam
także odpowiedzi na bardzo szczegółowe pytania. Na przykład, Paweł
odpowiada na wiele takich pytań, ale jest oczywiste to, że nigdy nie
starał się on stworzyć prawa, przeciwnie – odpowiadając,
dawał duchową radę, dotyczącą zaistniałego, konkretnego
problemu.
|
Jak szczerą
jedność osiągnięto?
To
prawda, że przez ustanowienie legalistycznej kontroli nad innymi można
osiągnąć jedność i porządek. Ale jak autentyczna jest ta jedność?
Czy w rzeczywistości podstawą tej jedności i porządku nie jest
ujednolicenie i dostosowanie wszystkich do jednego wzorca? Z drugiej
strony, czyż zakazanie ludziom – poprzez ustanowienie
legalistycznego systemu interpretacji – sprawowania kontroli nad
swoim osobistym życiem nie działa przeciw rzeczywistej jedności i
wspólnocie. Ale z kolei, gdyby nie było obowiązującego wszystkich
prawa, to czy każdy poszedłby w innym kierunku, stałby się osobą
samowolną, samowystarczalną i sam zaspokajałby swoje potrzeby
duchowe? Nie musi tak być, nie powinno... i nie będzie jeśli
każdy szczerze akceptuje zwierzchnictwo Tego, który daje prawdziwą
wolność.
Jak nikt nie może kochać niewidzialnego Boga i jednocześnie
nienawidzić swego sąsiada, tak też nie może być w jedności z
niewidzialnym Synem Bożym ten, kto pozostaje w niezgodzie lub odłącza
się od każdego, kto także jest w jedności i pokornie poddaje się
pod to samo zwierzchnictwo (1Jana 4:20; 1Kor. 12:12-26; Efez.
4:15,16). Zgodnie z Pismem Świętym to miłość, a nie przynależność
organizacyjna, jest "doskonałą więzią jedności". Miłość
bowiem cierpliwa jest, dobrotliwa, nie zazdrości, nie jest chełpliwa,
nie nadyma się, nie szuka swego ale dobra innych (Kol. 3:14; 1Kor.
13:4-7).
Miłość nie zmusza ludzi do trwania w jednolitym związku, ona
serdecznie prowadzi ich razem. Każda jedność chrześcijan,
zbudowana na innej podstawie, jest fikcyjna, nieszczera i może być
utrzymywana tylko przy pomocy niechrześcijańskich środków.
|
Błogosławieństwo
chrześcijańskiej wolności
Obecnie
w społeczności Świadków Jehowy funkcjonuje niewiarygodnie
skomplikowany system zasad, który nie pozwala im korzystać z
osobistego sumienia w bardzo wielu obszarach ich życia, czyniąc ich
przedmiotem działania eklezjastycznego ciała legislacyjnego i sądu
najwyższego składającego się z kilkunastu omylnych ludzi [33].
Jako były członek tego legislacyjnego ciała i sądu najwyższego,
jestem przekonany, że źródłem wszystkich problemów społeczności
Świadków Jehowy jest odrzucenie – przynajmniej w praktyce
– prostej prawdy, że my, chrześcijanie, nie podlegamy już więcej
prawu ale jesteśmy pod miłosierną łaską Bożą przez Jezusa
Chrystusa. Przez Syna Bożego możemy cieszyć się wolnością od
przestrzegania prawa i radować się w prawości wiedząc, że owocem
naszego życia jest, nie przestrzeganie przepisów, ale wiara i miłość.
Nie docenienie tego Boskiego daru, wątpienie w to, że niewidzialna
Osoba jest w stanie skutecznie sprawować zwierzchnictwo nad swoimi naśladowcami
i kierować nimi na całej ziemi bez jakiejś wysokozorganizowanej,
widzialnej, posiadającej autorytet i pełniącej funkcję sądu
religijnego struktury oraz niechęć uznania faktu, że ludzie mogą
być skutecznie chronieni przed czynieniem zła bez potrzeby
"otaczania ich płotem" praw, przepisów i dekretów –
są przyczyną tego, że wielu ludzi, być może większość, szokuje
myśl, że można nie podlegać prawu. Tacy ludzie uważają, że
odrzucenie prawa jest nie tylko niepraktyczne, ale wręcz
niebezpieczne, zgubne i prowadzące do rozwiązłości. Świadkom łatwo
jest przekonać tak myślących ludzi i nakłonić ich do podporządkowania
się – używając terminu Strażnicy – "prawnie
ustanowionemu zwierzchnictwu" systemu religijnego.
Święty Duch Boży, dany nam przez Jezusa, mocą swoją motywujący
nas do wzrostu w miłości do Boga i naszych bliźnich, ma większą
siłę niż prawo. Dlatego Paweł pisze:
|
A
jeśli Duch was prowadzi, nie jesteście pod zakonem... Owocem zaś
Ducha są: miłość, radość, pokój, cierpliwość, uprzejmość,
dobroć, wierność, łagodność, wstrzemięźliwość. Przeciwko
takim nie ma zakonu. (Gal. 5:18-23, BW)
|
Potęgą
chrześcijańskiej wolności jest: być przekonanym, że każdy może
cieszyć się wolnością i jednocześnie spontanicznie doświadczać
świętych owoców Ducha, nie patrząc przy tym na żaden religijny
autorytet, który rości sobie prawo do ustanawiania oraz odwoływania
sposobów i form wyrażania miłości, uprzejmości, łagodności czy
jakiejkolwiek innej cechy chrześcijańskiej. Może tak uważać, będąc
wolny od trwogi, bo wie, że "nie ma prawa", żadnego
systemu przepisów ograniczających go w czynieniu tego, o czym
przekonany jest w głębi serca, że jest prawe i dobre, uprzejme i miłosierne
oraz aprobowane przez Boga - nawet jeśli nie zostało to zaaprobowane
przez pewną grupę ludzi.
Oczywiście, to że nie jesteśmy pod prawem, ale pod miłościwą łaską
Bożą, w żaden sposób nie zmniejsza naszego poczucia odpowiedzialności.
W rzeczywistości, zwiększa je. Ponieważ wiemy, że musimy tak mówić
i czynić, "jak ci, którzy mają być sądzeni [nie przez jakiś
kodeks prawa ani przez jakiś ludzki system przepisów ale] przez
zakon wolności. Nad tym, który nie okazał miłosierdzia, odbywa się
sąd bez miłosierdzia, miłosierdzie góruje nad sądem" (Jak.
2:12-13, BW). Tym "zakonem wolności" jest,
wspomniane wcześniej w liście Jakuba, "najwyższe prawo",
mianowicie: "Miłuj bliźniego swego jak siebie samego".
Świadomość faktu, że to, czy będziemy podobać się naszemu Ojcu
Niebieskiemu, nie będzie zależało od tego, czy nasze życie przeżyliśmy
zgodnie z prawem, zgodnie z "systemem przepisów", ale czy
przeżyliśmy je zgodnie z miłością, ma działanie oczyszczające i
wzmacnia nasze serce. Syn Boży, nasza Głowa i Mistrz, dając nam
wolność od przestrzegania prawa i od narzucanych nam wszelkich
ludzkich religijnych systemów prawnych, stał się dla nas przykładem
miłości. Nie ma więc żadnej potrzeby zawracania sobie głowy
zapamiętywaniem jakiegoś skomplikowanego systemu organizacyjnych
zasad i rozporządzeń, ani nawet myśleniem w kategoriach prawa.
Powinniśmy raczej zwracać uwagę na Syna Bożego oraz na to, co możemy
nauczyć się o Nim ze Słowa Bożego, by wiernie naśladować Go w
naszym życiu.
|
Przypisy:
-
Punkty
te podano za czasopismem "Przebudźcie się" z 22 czerwca
1982r. (wyd. ang.) zawierającego przedruk artykułu opublikowanego w "The
Journal of the Amarican Medical Association" (wydanie z listopada
1981r.). Artykuł ten został przygotowany przez Towarzystwo Strażnica i
przedstawia stanowisko Świadków Jehowy dotyczące krwi. [Zobacz też w j.
polskim: Strażnica, XCV, nr 20, str.23-24; Strażnica, C, nr 5, str. 21-23;
Broszura "Jak krew może ocalić twoje życie", 1990r, str.
27; Strażnica z 1 czerwca 1990r., nr 11, str. 30-31]
-
Autorem
tej uwagi jest Dr Lowell Dixon, były członek personelu medycznego i autor
lub współautor wielu artykułów na temat krwi zamieszczonych w wielu
publikacjach Strażnicy.
-
Atlanta
Red Cross (22 styczeń 1990r.) podaje, że tylko około 6% przekazywanej
krwi wędruje do szpitali w postaci "pełnej krwi", pozostałe 94%
jest już podzielone na poszczególne składniki.
-
The
Encyclopedia Britanica, vol. 3 (1969), str. 795; The Encyclopedia
Americana, International Edition, vol. 4, 1989, str.91.
-
Co
ciekawsze, woda, stanowiąca główną część plazmy (osocza), swobodnie
"wpływa i wypływa z krwioobiegu z dużą częstością" i
zamienia się z wodą znajdującą się w komórkach organizmu oraz płynach
pozakomórkowych. Tak więc nigdy nie jest stałym składnikiem krwioobiegu.
(The New Encyclopedia Britannica, Macropedia, Vol. 15, 1987, strony
129, 131.)
-
W
The New Encyclopedia Britannica, Macropedia, Vol. 15 (1987), na
stronie 135 napisano, że "większość leukocytów znajduje się poza
obiegiem, a ta niewielka ilość z nich, która znajduje się w krwioobiegu
jest właśnie w drodze z jednego miejsca organizmu do drugiego".
Zaliczenie ich do "podstawowych składników krwi" jest podobne do
stwierdzenia, że pasażer jadący pociągiem jest integralną częścią personelu
służby kolejowej. Doktor C. Guyton w książce The Textbook of Medical
Physiology (7 wydanie, Saunder Company, Philadelphia) na stronie 52 wyjaśnia,
że głównym powodem dla którego leukocyty są obecne we krwi "jest
po prostu to, że są one transportowane ze szpiku kostnego lub tkanki
limfatycznej do tych obszarów organizmu, gdzie są one potrzebne".
-
Frakcja
leukocytów jest tak mała, że na rysunku w Przebudźcie się nawet
nie zaznaczono ją oddzielnie, ale połączono razem z krwinkami płytkowymi
(trombocytami), stanowiącymi także tylko około 2/10 jednego procenta całkowitej
objętości krwi. One także znalazły się na liście składników
zabronionych.
-
The
New Encyclopedia Britannica, Macropedia, Vol. 15 (1987), strona 135; J.
H. Green, An Introduction to Human Physiology, 4th ed. (Oxford:
Oxford University Press, 1976), strona 16). Odnośnie ilości leukocytów w
ludzkim mleku zobacz: Armond S. Goldman, Anthony J. Ham Pong, and Randall M.
Goldblum, "Host Defenses: Development and Maternal Contributions,"
Year Book of Pediatrics (Chicago: Year Book Medical Publishers, Inc.,
1985), strona 87.
-
W
litrze krwi jest około 50 gram albumin. Stąd by uzyskać 600 gram albumin
potrzeba około 12 litrów krwi.
-
Liczbę
tę otrzymano przez podzielenie ilości gamma globulin zawartych w jednej
szczepionce przez ilość gamma globulin znajdujących się w jednym litrze
krwi.
-
W
1900 roku wynosiła ona tylko 11 lat.
-
Jest
to ostrożny szacunek. W wielu wypadkach prawdziwa ilość jest
prawdopodobnie wyższa. Wydanie Strażnicy z 15 czerwca 1985r. (wyd.
ang.), na stronicy 30 podaje, że "każda dawka Frakcji VIII jest
uzyskiwana z plazmy (osocza) aż 2500 dawców krwi".
-
Stanowisko
organizacji w tej kwestii wraz z technicznymi szczegółami i pełną
argumentacją zostało podane w Strażnicy z 1 Marca 1989r. (wyd.
ang. – w j. polskim zobacz Strażnicę z 15 sierpnia 1989),
str. 30-31.
-
Zobacz
Przebudźcie się! z 22 czerwca 1982 (wyd. ang.), str. 25; Strażnica
z 15 czerwca 1978r (wyd. ang.), str. 30. Zarządzenie to obowiązywało w
czasie, gdy ryzyko zarażenia się - wtedy jeszcze nie znane - było najwyższe;
obecnie testy przesiewawcze oraz procedura wygrzewania znacznie zmniejszyły
ryzyko infekcji poprzez przyjmowanie krwi lub jej składników.
-
Zobacz
Przebudźcie się! z 22 czerwca 1982r. (wyd. ang.), str. 25.
-
Elisabeth
Rosenthal, artykuł zatytułowany "Blinded by the Light" ("Zaślepiona
światłem"), Discover magazine, sierpień 1988r., str. 28-30.
-
Moja
żona wykrwawiła się prawie na śmierć w 1970 roku, gdy liczba krwinek płytkowych
w jej krwi spadła z normalnie 200000 - 400000 / mm3 do 15000 / mm3. Po
dniach poważnego krwotoku, została ona hospitalizowana w szpitalu w
Brooklynie, gdzie oboje, ona i ja, stanowczo odmówiliśmy przyjęcia
krwinek płytkowych oraz jakichkolwiek krwiopochodnych preparatów (łącznie
z tymi, które organizacja ogłosiła jako dopuszczalne). Na szczęście, po
dwóch tygodniach pobytu terapii (ang. prednisone teraphy) w szpitalu zaczęła
wracać do zdrowia. Zatem, moje stanowisko dotyczące krwi nie wynika z
osobistej niechęci do stawienia czoła losowi. Przeciwnie, gdybym wierzył,
że posłuszeństwo woli Bożej wymaga odmowy przyjęcia krwi, uczyniłbym
tak.
-
Przeciwnie
do twierdzeń Strażnicy, sama krew jako taka w Piśmie Świętym
konsekwentnie przedstawia – nie życie – lecz śmierć,
symbolicznie reprezentując życie utracone bądź poświęcone.
Zobacz Rodz. 4:10,11; 37:26; 42:22; Rodz. 12:5-7 (porównaj z 1Piotra
1:18,19); Wyj.24:5-8; Mat. 23:35; 26:28; 27:24,25 itd. Dopiero gdy krew
funkcjonuje jako część żywego organizmu, można powiedzieć, że
reprezentuje ona życie lub "duszę" żyjącą.
-
Jak
to George Christoulas zauważył: przedkładanie krwi, symbolu życia, jako
ważniejszej od samego życia można przyrównać do sytuacji, w której człowiek
przywiązuje większą wagę do obrączki (symbolu stanu małżeńskiego) niż
do samego małżeństwa lub swojej małżonki. Oznacza to, że będąc w
sytuacji, w której musi poświęcić albo swoją żonę albo obrączkę,
postanowi on poświęcić swoją żonę po to, by zachować obrączkę.
-
Strażnica
z 15 września 1958r. (str. 575 - wyd. ang.) podaje, że "Ilekroć
Pismo Święte wspomina o zakazie dotyczącym krwi, czyni to w związku z
przyjmowaniem jej jako pokarmu i stąd, gdy mamy na uwadze zakaz
przyjmowania krwi, należy traktować ją jako pożywienie". Takie
rozumowanie wydaje się być ciągle obowiązujące, bowiem Towarzystwo
dalej twierdzi, że transfuzja krwi jest tym samym, co spożywaniem krwi,
przyjmowaniem jej do ciała jako pożywienia.
-
Zobacz
Przebudźcie się! z 22 października 1990r., str. 9 (wyd.
ang.). Usiłując poprzeć swoje twierdzenia, jakoby transplantowana krew była
"pożywieniem" dla organizmu, Towarzystwo Strażnica w swoich
publikacjach zamieszcza cytaty tylko i wyłącznie z pewnych, wydanych w
minionych wiekach, źródeł medycznych, takich jak dzieło Frenchman Denys
opublikowane w XVII wieku (Zobacz na przykład: Strażnica z 15
kwietnia 1985r., str. 13 - wyd. ang.). Po prostu, na poparcie swoich poglądów
nie jest w stanie przytoczyć ani jednego współczesnego autorytetu
medycznego.
-
Czasami
Towarzystwo Strażnica porównuje transfuzję z bezpośrednim, dożylnym
wprowadzeniem alkoholu. Ale alkohol jest diametralnie odmiennym płynem, będącym
– w przeciwieństwie do krwi – już w formie, którą komórki
organizmu są w stanie zaabsorbować jako pożywienie. Alkohol i krew są
pod tym względem całkowicie różne (alkohol, w przeciwieństwie do krwi,
nie ulega rozkładowi na substancje prostsze podczas przejścia przez układ
trawienny).
-
Zobacz,
na przykład, Strażnicę z 1 marca 1989r., str. 30 (wyd. ang.) oraz
z 15 kwietnia 1985r., str. 12 (wyd. ang.).
-
Zobacz,
na przykład, Strażnicę z 1 czerwca 1990r. str. 30-31. Apostoł
Piotr stwierdza, że Chrystus "grzechy nasze sam na ciele swoim poniósł
na drzewo, abyśmy, obumarłszy grzechom, dla sprawiedliwości żyli; jego
sińce uleczyły nas" (1Piotra 2:24 BW.; porównaj z Izaj. 53:4,5;
Dz.Ap. 28:27). Ale ten werset z pewnością nie usprawiedliwia twierdzenia,
że każdy kto stara się uleczyć swoje rany lub inne fizyczne choroby przy
pomocy medycznych środków, ten automatycznie wykazuje brak uznania dla
uzdrawiającej mocy Chrystusa jako duchowej, ożywiającej siły.
-
Zauważyć
należy, że jeśli ktoś wyrażeniu "powstrzymywać się od krwi"
nadaje sens absolutnego zakazu, rozumiejąc go jako powstrzymywanie
się od wszelkich praktyk związanych z krwią, wtedy konsekwentnie nie
powinien także oddawać krwi do badań testowych, nie powinien poddawać się
żadnej terapii medycznej, chyba że jest bezkrwawa i na wszelkie możliwe
sposoby powinien "powstrzymywać się od krwi". Kontekst
apostolskiego zalecenia nie daje żadnego powodu do sądzenia, że mieli oni
na myśli powstrzymanie się od krwi w sensie absolutnym, przeciwnie –
wskazuje, że konkretnie chodziło im o jedzenie krwi.
-
Dawniej
Strażnica uważała, że właśnie taki był cel napisania listu z
zaleceniami dla pogan. Na stronie 117 Strażnicy z 15 kwietnia 1909r.
(wyd. ang.) czytamy: "Te rzeczy, zalecone tutaj, były niezbędne do
zachowania jedności 'ciała' złożonego z Żydów i pogan, odmiennie
wychowanych i mających różne zwyczaje".
-
Temat
ten został omówiony w przygotowywanym Correspondence Guidelines
(Pomocnik dla odpowiadających na korespondencję) pod nagłówkiem
("Szkoły, edukacja świecka").
-
Zobacz
Strażnicę z 15 października 1964, str. 682, 683 (wyd. ang.); także
Strażnicę z 1 kwietnia 1975r., str. 215,216 (wyd. ang.) omawiającą
sposób dobierania odpowiednich grup krwi do transfuzji. Zrewidowany Correspondence
Guidelines (Pomocnik dla odpowiadających na korespondencję) stwierdza,
że lekarz lub siostra może przeprowadzać transfuzję, jeśli została ona
"zarządzona przez zwierzchników".
-
Warto
zauważyć, że ta sama Strażnica z 15 października 1964r.
pozostawia także jako podlegającą osądowi własnego sumienia kwestię
sprzedawania kaszanki z krwią "ludziom światowym" przez rzeźnika
(Świadka Jehowy). Wydaje się, że decydując się na wykorzystanie
wspomnianego fragmentu prawa Mojżeszowego na poparcie złagodzonego
stanowiska względem personelu medycznego, autor tego artykułu poczuł się
zobowiązany do dodania komentarza dotyczącego rzeźników i sprzedawców.
I znowu należy zauważyć, że nie mamy tutaj do czynienia ze sprzedawaniem
mięsa z niewykrwawionych zwierząt, ale sprzedawaniem produktu, który
powstał dzięki procesowi zbierania, przechowywania i przetwarzania krwi
– gdzie indziej surowo zakazanego przez Towarzystwo.
-
W
Stanach Zjednoczonych, lekarze i prawnicy, będący Świadkami Jehowy,
spotykają się corocznie by dyskutować między innymi nad takimi tematami
jak "poufność i uprzywilejowanie" w relacjach z ich współbraćmi,
także Świadkami Jehowy. Szczerzę wątpię w to, żeby Świadkowie Jehowy
praktykujący inne, mniej prestiżowe zawody, mogli organizować takie
spotkania bez okazania niezadowolenia i sprzeciwu ze strony Towarzystwa.
-
Zobacz:
George Foot Moore, Judaizm, vol. II, (Cambridge, Harvard University
Press, 1954) str. 31,32.
-
Jeśli
chodzi o niemoralność seksualną (lub "wszeteczeństwo" jak
podają inne przekłady), także wymienioną w jerozolimskim liście, to
apostoł nigdzie nie przedstawił ją jako mogącą być dobrą lub złą
zależnie od tego, czy może lub nie może prowadzić kogoś do upadku.
Zdecydowanie uważał, że nie ma nic, co by ją usprawiedliwiało. Jednakże
nie znajdziemy w jego pismach prawnej zasady przedstawionej jako
konieczność niedopuszczania się przez Chrześcijan niemoralności
seksualnej. Jak to zauważył Paweł w 1Kor. 6:13-19, jeśli ktoś kieruje
się prawem miłości, ten niemoralność seksualną uzna za niedopuszczalną,
za kalanie swego ciała, które jest złączone z Chrystusem (zobacz także
1Tes. 4:3-6).
-
W
swoim liście z 29 marca 1987r. prawnik Towarzystwa Strażnica, Leslie R.
Long, odnosząc się do zborowego komitetu sądowniczego nazwał go
"eklezjastycznym trybunałem" (kościelnym, duchownym trybunałem).
Jeśli termin ten można zastosować do szczebla zborowego, daleko więcej
odnosi się on do najwyższego szczebla – Ciała Kierowniczego,
funkcjonującego jako najwyższy "eklezjastyczny trybunał".
|